Inne miejsca

piątek, 9 września 2011

SAL AD 2011 ?

Jak obiecałam jest o dziergadełkach. Choć po prawdzie to nie o moich jeszcze ale o tym co będziemy dziergać razem w tym roku.

Bo będziemy prawda?

TUTAJ są szczegóły

Do końca września wybieramy dwa wzory które będziemy wyszywać - do wyboru.

wtorek, 6 września 2011

Nie mogło być bardziej leniwie

Oczywiście cynik ze mnie wyłazi okropny. Leniwie to było przez całe wakacje ze Znajomymi, przy grilach, kociołkach, babskich plotkach i innych atrakcjach.

Jak zwykle zabranie Mamy na działkę spowodowało silny przypływ mobilizacji w pracy nad urządzaniem ogrodu. Pani Matka mnie kiedyś zamorduje swoją energią. Jej najlepsze pomysły przychodzą w godzinach porannych. Na nieszczęście dla mnie dotarliśmy na miejsce właśnie w godzinach porannych.
Popatrzyła, pomyślała, pokręciła głową, przerozmawiałyśmy i już za godzinę pędziłyśmy po rośliny.
Na Panów nie było co liczyć. Szybko odpalili testowanie wyrobów lokalnych browarników.  W końcu mają wakacje, czyż nie?

Nabytki to dwie cudnej urody sosny bośniackie Pinus heldreichii (podobno Satelite), trzy cyprysiki albo tuje (odmian nie zanotowano), trzy jałowce chińskie (odmiana Blaauw lub Shimpaku niestety nie podano w szkółce odmian :( ) i zwykły ordynarny świerk. Ale za to tak urodziwy i niedrogi że się skusiłyśmy.

Debatowałyśmy dłuuugo nad tym jakby je tu umieścić (a na cóż plan ogrodu? Phi! Żywioł to jest to!). Pani Matka nalatała się z sosnami i w końcu stanęło na zaznaczeniu łukiem ścieżki od bramy (jeszcze cały czas tymczasowej) w kierunku domu.
Już nie mogę się doczekać kiedy urosną ....


Przebudowałyśmy wrzosowisko założone dokładnie rok temu, bo trzeba było. Niestety wyleciała sosna Globosa Viridis zanabyta w zeszłym roku za ciężkie pieniądze (prawie dwie stówy!!!). Cała zżółkła i umarła. Jak ją wykopałam okazało się że nawet nie ukorzeniła się przez ten rok. Czyżby błąd w szkółce? Nie wiem. No bo aż trudno uwierzyć żeby sośnie w lesie było źle .... :(
A do tego po zimie wyleciały mi trawy, aż cztery sztuki w sumie.
Nic straconego. Posadziłam więcej wrzosów :D
 
 
Druga sosna wylądowała blisko brzegu rabaty. Kiedyś będzie dawała cień na ścieżkę i wejście na taras.
Świerk stanął koło bramy. Katować zdjęciem nie będę.

Piękne są wrzosy, prawda?

A na zakończenie pozdrawiam kwitnącym rododendronem. Zupełnie jak w zeszłym roku ;)


Kończę przydługi post. Coś mi się zdaje że będę musiała sobie założyć osobny blog na ogródkowe przygody. Traktuję te wpisy jak dziennik i kalendarz. Często wracam i porównuję, sprawdzam daty i inne wpisy. I mieszam z robótkami.

Następnym razem będzie już o dziergadełkach. 

niedziela, 28 sierpnia 2011

Na Novo

Dawno nic nie pisałam o Novej. Bo i zacięłam się, szło bardzo powoli. Nasz zlot czarownic zaowocował  jednak przełamaniem niemocy wszechrobótkowej.  No i jaki wniosek? Zloty po prostu SĄ EFEKTYWNE!

Do tego stopnia że tydzień temu zrobiłam wycieczkę objazdową swojej niemobilnej pracy. Zabrałam ją na działkę i pracowałam dzielnie. A nawet zrobiłam Pani Novej sesję.

Znalazłam nawet niezwykłą jak dla mnie pozycję do pracy. Do tego stopnia dla mnie niespotykaną że aż musiałam ją utrwalić.  I wiecie co??? Wygodnie mi było!



Poranna kawa musi być. Taką magiczną serwetą wita mnie i kawę poranek w kuchni.....
Zazdrostka produkcji mojej Mamy

Kawa od razu smakuje bajkowo.

Miłego tygodnia!

niedziela, 21 sierpnia 2011

Sierpniowe wieczory i poranki

czasami ma się szczęście spędzić w towarzystwie nie tylko swojego Osobistego.
Wyrwałyśmy ze stolicy w piątek popołudniem a wieczorem dopadłyśmy domku na Grabinie. Z góry upatrzone pozycje w okół wspólnego stołu, kolacja, pogawędki, radość nieschodząca z oblicza. W końcu po opróżnieniu 'buteleczki' wina obrałyśmy strategiczne miejscówki łóżkowe. Było późno ;)
W sobotę Dziewczyny zajęły strategiczne miejsce robótkujące i przemeblowały mi chałupkę: kanapa wylądowała frontem do tarasu
 a Jola i Madziula zyskały miejsca z widokiem na las.
Nie na długo. Zaraz dołączyła moja Mama i zaczęła się nauka robienia na drutach.
Choć Madziula nie planowała nauki drucenia to nie mogła się oprzeć trzem Gracjom i dołączyła.
Małe przemeblowanie i już Dziewczyny siedziały w zupełnie innej konfiguracji i dłubały pierwsze oczka. Cóż za skupienie!
 Yenulka, Naila , Mama Aploch i Madziula

A za chwilę!?!? Jest ! Wyszło!!! Miny już odzwierciedlają ten stan upojenia :D
Madziula i Aga trenowały. 
Moja Mama robiła Himalayą Padisah, śliwkową. Do nocy zrobiła kilka powtórzeń schematu, o 1 w nocy spruła do zera i od 6 rano następnego dnia kontynuowała. Wiem z rozmów z Mamą że dzielnie walczy (aktualnie dwa tygodnie w Bieszczadach) i będę  miała szal :D
Jola trochę pokombinowała ale wreszcie znalazła coś dla siebie. A konkretnie dla siebie i dla uwypuklenia pięknej włóczki z dzikich ostępów. Zresztą poczytajcie u Joli na blogu skąd włóczka przyjechała :) Koniec świata!
Mama i Aga pojechały w niedzielę niestety :(
A my pełnie energii zrobiłyśmy kolejne przemeblowanie (i tym razem wpadłyśmy na fantastyczny pomysł użycia samowyzwalacza ;) )
Moje króliki dostały speeda i podgoniłam je. Również Madziula porzuciła druty na rzecz wieńca swego:

I tak w nastroju drutująco-krzyżykowym dotrwałyśmy do Kociołka. Jola dzielnie podniecała ogień, ja strugałam Joli kołki na głowie że wygasa i skutkiem tego jadłyśmy skwarki ;)

Było pięknie: towarzystwo, robótki, rozmowy, gotowanie wspólne, wędrówki z fotelami w poszukiwaniu cienia bądź słońca - zależnie od potrzeb. Luz i spokój. Muzyczka w tle. Cisza w której było słychać tylko ptactwo i stukanie drutów. Skupienie na twarzach.
Tyle się działo że nie pamiętałyśmy nawet o robieniu zdjęć. Przecież jeszcze Aga wyszywała swój Golden Pavilion, pokazywała nam pięknego hardangera, Jola prezentowała sutaszowe dzieła i Szeherezadę którą rok wcześniej też na Grabinie dziergała, Madziula robiła koralikową bransoletkę, którą skończyła! A zdjęć większości brak!

To był niezapomniany weekend.
Dziewczyny Dziękuję Wam i cieszę się że mogłam Was gościć!

Do spotkania za rok!

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Dubai come back

Jola twierdzi że TO trzeba zobaczyć.
No to pokazuję. Nie będę się kłocić, nie?

Dziś krótkie nawiązanie do wizyty w Dubaju a przede wszystkim wizytancja w Dubai Mall która zaowocowała niespodziewanie oglądaniem jednego z największych akwariów świata (Dubai Aquarium, rekord księgi Guinessa w 2009r. ) .
Gdybym miała świadomość że w galerii jest akwarium nie wybrałabym się do niego celowo. Ponieważ przez galerię szliśmy do słynnych fontann, po drodze trafiłam w to niesamowite miejsce. Spędziłam tam około 3 godzin. I jak teraz czytam to co napisałam (z perspektywy kraju) to pewnie znowu uważałabym że ktoś kto tam był przesadza.
Niestety byłabym w błędzie.
Akwarium to niesamowita atrakcja!
Poza olbrzymią ilością płaszczek i innych rekinów białych i młotów poniżej te najbardziej znane potwory. Pływające nad moją głową. 



Po akwarium oglądałam widowisko światła i dźwięku w fontannach zlokalizowanych pomiędzy Dubai Mall i Burj Dubaj (najwyższy budynek świata).
Dubai Fountain to miejsce w centrum miasta zbudowane absolutnie sztucznie w celu zabawy gawiedzi i bawienia tłumów przybywających na zakupy w Galerii. Ot, taka karuzela z konikami dla każdego. Niestety jakość ręczna gdyż filmy zostały zarejestrowane na mało profesjonalnym sprzęcie (aparat fotograficzny) o 22:30 i 23:00.
Pierwszy pokaz to Whitney Houston  a drugi to lokalny, arabski kawałek.
Miłego oglądania!



sobota, 30 lipca 2011

¿Hmmmm?

No nie.
"Sklepik z Niespodzianką" nie powinien się skończyć jak się skończył.
To nie fair. Taka zagwozdka na koniec że o mało nie spadłam z krzesła.

A kolejny tom z serii dopiero na wiosnę 2012.

Nie zgadzam się, nie kupuję tego zakończenia.


Do Kejt M. (jeśli to kiedyś przeczyta)

Ale dlaczego Anna Potocka? I to w takiej chwili? 
?????????????



Jestem Jednym Wielkim Znakiem Zapytania od dziś do następnego tomu. Chyba napiszę do Autorki i wydawcy żeby się trochę pospieszyli.

sobota, 23 lipca 2011

To nie tak że nic nie robię

tylko jakoś czas mi się kurczy. Daleko mi do igły. Jak nie praca, to wyjazdy, przyjazdy i latanie. Po Nowym Roku będzie lepiej.

A tymczasem chwytam za książkę.
"Lato w Jagódce" łyknęłam w jeden weekend a teraz dopadłam "Rok w Poziomce". "Teraz" to znaczy dziś przed południem.
Niestety skończyła się. Książka jest krótka. Za krótka. Spłakałam się, uśmiałam, wzruszyłam. Zrelaksowałam...

W tym tygodniu również skończyłam "Białą królową" Philippy Gregory. To już kolejna książka tej historyczki i specjalistki od czasów Anglii Tudorów. Polecam wszystkie książki! Traktują o kobietach twardych, zdecydowanych, ambitnych, wykazujących się niezwykłą intuicją i sprytem aby w czasach męskich rządów osiągać to co chcą.

A na tapecie zaraz będzie "Sklepik z Niespodzianką" również Kejt Em i "Czerwona królowa" Philippy Gregory. Tym razem o Małgorzacie Beaufort, przeciwniczce tytułowej Białej królowej. Ciekawa jestem jak z perspektywy twardej i zdesperowanej Małgorzaty wyglądały rządy Edwarda i Elżbiety Woodville.


I ot. Sobota dobiega końca.
Idę po herbatę i po książkę.


Pa!

poniedziałek, 18 lipca 2011

Pieśń przyszłości czy dzień dzisiejszy?

Tak się zdarzyło że mnie nie było jakiś czas tu. Za to nawet dość długo byłam gdzieś. W miejscu tajemnym, pożądanym, będącym synonimem luksusu, bogactwa, szaleństwa.
Powiem tylko że zaskoczyło mnie, powaliło, obezwładniło. Miasto. Nowoczesne, nieprzewidywalne, sen wariata. Wygląda jak z filmu który zaczyna się od napisu: "Rok 2075".
Wyprzedza pokolenia.

Tu mój hotel na granicy wieżowców i plaży (centrum miasta).... 

 

Nie potrafiłam zrobić zdjęcia stacji metra (z taksówki nie mieściła się w aparacie, a na piechotę tam się po prostu nie da dojść: brak chodników). A właśnie w projekcie metra zakochałam się. Oto pożyczone zdjęcie. Czyż stacja nie wygląda zjawiskowo???
W tle najwyższy budynek świata Burj  Dubai.
A poniżej w budowie kolejny sen wariata: budynek którego dach jest przekręcony o 90 stopni w stosunku do ziemi.... I te dźwigi na dachach. Ściągają je helikopterem??? Podobno 15% dźwigów na świecie zlokalizowanych jest właśnie w Dubaju. Nie wiem - nie liczyłam, ale jestem w stanie uwierzyć.

 

Był i czas na pluskanie w Zatoce Perskiej.
Jak widać poniżej: obok nowoczesności zderzenie z tradycją. Wielbłąd turystyczny i kobiety w czadorach.

Zresztą tych zderzeń chodziły pełne ulice, pachnące perfumami i parkujące Porche i Ferrari na granitowych chodnikach i podjazdach hotelowych......

Pierwszy raz cywilizowane miasto dnia dzisiejszego tak na mnie zadziałało. I nie ważne że w ciągu dnia temperatura była bliska 50stopni C w cieniu a w nocy spadała tylko o kilka stopni.

*
*               *

Co zostanie z niego gdy skończy się ropa? Co się stanie za dwadzieścia lat gdy trzeba będzie je utrzymać w dobrym stanie?
Teraz w Dubaju nikt o tym nie myśli. Najważniejsze że turyści jadą, biznes kwitnie.
A ja wracam do mojego kochanego kraju, który niestety zdaje się być wioską średniowieczną przy tym co tam widziałam.

wtorek, 21 czerwca 2011

jakaż ja jestem dumna....

...z siebie. W tym tygodniu wzięłam wreszcie igłę w łapę. I mam +8 kwadracików Novej.

Musiałam się z Wami podzielić szczęściem gdyż rozpiera mnie radość niesłychana! Znam już przyczynę ostatnich humorów: przerwa w robótkach!

Dwa wieczory z haftem i od razu nerwy przeszły.

Miłego wieczoru!

niedziela, 12 czerwca 2011

Front robót

 Z radością czytam pokątnie przy kanapce lub kawie Wasze blogi i wpisy. Robi mi to lepiej na duszy kiedy czytam że nie tylko ja przeżywam w miesiącach letnich rozdwojenie jaźni: ogród czy robótki? Pociesza mnie że nie tylko u mnie robótki idą w kąt. Szkoda mi ich ale chwilowo jeśli nie rycie w ziemi to pozostaje sprzątanie po remoncie i przeprowadzanie się od Kochanej Mamy.

Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej.
Pierwszego poranka cieszyłam się jak dziecko nową zabawką. Czym?? Własną łazienką! Choć to tylko mieszkanie to łazienka jest dość obszerna. Miałam nagle TYYLE miejsca wokół siebie!
Teraz pralka chodzi w trybie niemal 24/24. Podłogi myję co drugi dzień. Pozbywam się sukcesywnie kartonów..

Zmęczona, ale szczęśliwa jestem we własnych kątach.


Odliczam też dni do 23 czerwca kiedy znowu pojedziemy na działkę. Może bruk znowu poukładam?

A właśnie. Oto przepis na bruk z poprzedniego wpisu. Zgromadź:
  • dużą ilość pni drewnianych pociętych na wysokość 10-15cm (wyjdą  grubbbeee placki drewniane) 
  • łopatkę,
  • poziomica i długa listwa, jeśli poziomica jest krótka
  • taczkę
  • rękawiczki.
Do dzieła: wybierasz ziemię łopatką, potem szpadlem. Układasz pierwszy klocek. Na dalekim końcu placu (nie bardziej odległy od długości listwy) brukowanego wykonujesz dołek na kolejny placek.
UWAGA: teraz poziomica + listwa. Korzystając z pomocy techniki dotąd podnosimy/opuszczamy oba 'placki' aż poziomica wskaże poziom.
Potem już leci.
Zdejmujemy warstwy podłoża, układamy placki tak aby pasowały do siebie nawzajem, poziomujemy, czasami trzeba je kilkakrotnie wyjmować, wkładać, przesuwać, posypywać aby się nie kiwały.
Szpary między klockami należy zasypać piaskiem.  I już. Układać aż do nocy. Albo do opadu sił.

Ciekawa jestem jak bruk spełni swoje zadanie: nie żwirowałam ani nie betonowałam podłoża. Ciekawe czy do przyszłego roku wytrzyma ... Dzisiaj zostałam postraszona że jednak nie wytrzyma długo :(



P.S. Rekonwalescent już znowu jest Połamańcem. Złamanie wieloodłamowe palca u nogi mamy nadzieję naprawić w krócej niż rok, którego wymagał obojczyk.... To już domyślacie się jaka jestem zrąbana tą przeprowadzką, sprzątaniem i innymi  .....