Inne miejsca

piątek, 30 marca 2007

Artur Andrus Blog

http://arturandrus.bloog.pl/?ticaid=637a7
uwielbiam poczucie humoru Szanownego Pana :)

Kabaret? Smiać się ? Płakać?

Uwierzcie mi - wolę trzymać się z dala od polityki. Ale to o czym przeczytałam dzisiaj mnie powaliło. I wydaje mi się, że poza pomysłodawcą temat nawet o krok nie jest zbliżony do polityki. Pojawił się nowy, absurdalny pomysł LPR. Liga Polskich Rodzin zażądała usunięcia nazwiska Jana Brzechwy z listy patronów ulic najpierw we Wrocławiu, a następnie w całej Polsce i podobno przygotowuje kolejny wniosek o skreślenie z listy lektur i usunięcie z grona patronów polskich ulic i szkół Juliana Tuwima. Jednym z argumentów. Pomysł przybliżony został w artykule "Precz z Brzechwą" Mariusza Urbanka (opublikowany na www.onet.pl, link http://czytelnia.onet.pl/0,1401638,1,artykuly.html).  Jeśli temat pomysłu LPR potraktuje się jak czarny humor, to odpowiedź internauty, Ujadającego Pieseczka jest kawałkiem dobrego kabaretu.

Misia Uszatka też nie powinni puszczać w telewizji !

Ktoś mógłby spytać zdumiony: jakież niebezpieczeństwo może nieść tak przesympatyczna dobranocka ? Zamierzam wykazać, że zawiera ona elementy szkodliwe dla młodej psychiki, kodujące w niej szereg niewłaściwych zachowań właśnie przy użyciu bezkrytycznie przyjmowanych przez dzieci symboli. W swojej analizie pominę oczywisty już fakt, że Miś Uszatek nie odmawia paciorka przed udaniem się na spoczynek. Z całego wszakże mojego doświadczenia z tym mocno pod względem wartości podejrzanym jegomościem wynika, iż nigdy nie przystąpił do komunii świętej, ba, nie przekroczył progu kościoła nawet w celach turystycznych. Czy w naszym kraju, ktoś taki może być traktowany jako wzór dla dzieci ? Odpowiedź jest chyba oczywista.

Prosiaczek - to z kolei uosobienie obżarstwa, zarówno pod względem fizycznym (otyłość) jak i psychicznym (chroniczne uzależnienie od jedzenia): każde jego pojawienie się oznacza, że będzie mowa o ciasteczkach cioci Chrum-Chrum. I tu rodzi się pytanie - dlaczego Prosiaczek mieszka z ciocią ? Czemu nie z mamą i tatą, pozostającymi w uświęconym związku małżeńskim ? Czy nie jest to działanie zmierzające do podkopania tradycyjnego modelu rodziny ? Czy nie chodzi tu o to aby w umyśle malucha zakodować, że układ mama tata i dzieci gromada może z powodzeniem zostać zastąpiony związkiem opartym tylko i wyłącznie na hedonistycznym konsumpcjoniźmie - w tym przypadku konsumpcji ciasteczek przez Prosiaczka, który w dodatku z licznych grzechów, jakie co chwile popełnia, także nigdy się nie wyspowiadał.

Jeżeli ktoś jeszcze w antywartości Misia Uszatka wątpi, to przyjrzyjmy się króliczkom: dwójce młodych mężczyzn mieszkających nadal z mamą, zamiast jak Pan Bóg nakazał założyć rodziny. To przecież jedna wielka apoteoza geyostwa, a przynajmniej modeli życia singli ! Wszyscy bowiem wiemy co króliki potrafią robić najlepiej - w pogańskich cywilizacjach są one symbolem płodności, czyli innymi słowami rozpasanej seksualności. Po prostu zgroza ! W dodatku znowu mamy do czynienia z rodziną niepełną. I nie dajmy się nabrać na miłe gesty, polegające na przepuszczaniu starszych przy wejściu do autobusu - są one zapewne elementem "drugiej twarzy": maski zakładanej po to aby zyskać powszechną akceptację a nawet sympatię otoczenia.

Wracając na chwilę do samego Misia Uszatka - ten także żyje w rodzinie niepełnej - jedyny kontakt z dorosłym przedstawicielem swojego gatunku ma on wtedy, kiedy w jednym z odcinków udaje się do lasu w poszukiwaniu choinki - czyni to rzekomo z powodu zbliżających się Świąt, ale nie dajmy się nabrać na to tłumaczenie. Prawdziwe motywy zostaną szybko odsłonięte. Spotkanie z dorosłym niedźwiedziem zaowocuje wyrwaniem młodego drzewka - czy to nie jest aby kradzież połączona z aktem wandalizmu oraz dewastacją środowiska naturalnego ? I to wszystko pokazane jako wzór do naśladowania ku uciesze oglądającego to malca - tragedia.

Jak zatem wykazałem wszyscy bądź prawie wszyscy główni bohaterowie "Misia Uszatka" żyją w rodzinach niepełnych, odbiegających rażąco od modelu tradycyjnego, za to silnym akcencie na konsumpcjonizm, a ich zachowania są pod wieloma względami niewłaściwe i moralnie wieloznaczne. Antywartości wylewają się z ekranu i zostają zakodowane w młodym umyśle razem z misiami, króliczkami, pieskami oraz apetycznymi prosiaczkami. A potem dziecko dorasta, przestaje chodzić do kościoła, zaczyna czytać Fakty i Mity, zostaje antyklerykałem, a zbawienie jego nieśmiertelnej duszy staje po dużym znakiem zapytania. W dodatku jest przekonane, iż istnieją inne niż tradycyjne modele rodziny. Jak więc widać okultystyczny Harry Potter to przy zagrożeniach wypływających z oglądania "przesympatycznego" Misia Uszatka wręcz pikuś. A co na to nasza ukochana Liga Wszechpolska, jedyna w tym kraju ostoja wartości i normalności ? Milczy, jakby zupełnie nieświadoma czającego się zagrożenia i manipulacji mającej miejsce pod samym ich nosem. Cóż za straszliwe zaniedbanie!

Misia Uszatka też nie powinni puszczać w telewizji !

Po przeanalizowaniu wszystkich bajek ustaliłem, że:
- Bolek i Lolek to dwaj doskonali, działający od 1963 w kraju i zagranicą agencji SB, a ich oficerem opiekuńczym jest Tola
- Reksio - to sekretarz terenowego oddziału PZPR, do dzisiaj zresztą nie złożył oświadczenia lustracyjnego,
- Plastuś - niewiele o jego poglądach politycznych wiadomo, ale podobno on też był czerwony
- Miś Koralgol - niebezpieczny agent KGB, o czym świadczą liczne podróże (komu w tamtych czasach było najłatwiej zdobyć paszport) odbywane przy pomocy najnowszych zdobyczy techniki, oraz poddanie się skomplikowanej operacji zmiany głosu - ponoć odpowiedni flecik dał mu ptaków król, ale nie wierzcie w tę bajkę
- Krecik - jedyny sprawiedliwy, przez cały czas komuny prowadził działalność podziemną, natomiast podejrzana jest jego towarzyszka myszka. Czy nie zauważyliście jak ona czasem się podejrzanie śmiała ?

~Ujadający Pieseczek, 30.03.2007 06:34



Tylko czy LPR żartuje czy traktuje swoje wnioski serio??? Śmiać się czy płakać??? Łapy i wszystko opadają. Internatuta za świetny tekst kabaretowy dostaje piątkę, ale humor jest iście czarny.... Ciekawe co jeszcze nam koalicja będzie zmieniać poza nazwami ulic na koszt podatnika. Niedługo nasze dzieci będą uczyć się że historia Polski zaczęła się w 2005 wraz z IV RP  ...

wtorek, 20 marca 2007

Egipt - MARZEC 2007




Drugi już pobyt porą zimową w Egipcie znowu się udał :) chociaż nadal wszyscy znajomi uważają mnie za dziwaczkę, dlatego że na wakacje jeżdżę zimową porą.
Celem wyjazdu było leżenie na basenie i byczenie się - dlatego też nawet budżet kieszonkowy nie był duży. Ale oczywiście nie byłabym sobą gdyby mnie nie poniosło gdzieś dalej niż tylko na basen :)
W piątek o 20 wyleciałam z Warszawy do Sharm i w Egipcie, w łóżku znalazłam się o 4 rano w sobotę :( późno, chociaż podróż przebiegała zgodnie z planem.
Pierwszego dnia nie mogłam długo spać (zmiana czasu??? emocje??? wysoka temperatura????), więc już od 11 korzystałam ze słoneczka.
Tego samego dnia, o północy, wyjechałam na fantastyczną i nieplanowaną podróż do Jerozolimy. Powrót zaliczyłam dopiero po 24h, czyli w niedzielę po północy (dwie noce w autobusie...), a już raniutko w poniedziałek pojechałam do Abu Galum i Dahab na safari i snurkowanie (sprzęt ABC). Dopiero we wtorek i środę nieco odpoczęłam. Ale i to nie dużo, bo w środę o 22 już wyjechałam na wycieczką na Górę Mojżesza (nocne wspinanie na szczyt aby obejrzeć wschód słońca) oraz poranne zejście do Klasztoru świętej Katarzyny. Na szczycie o 5 rano było podobno -5 stopni. W każdym razie byłam wpół zamarźnięta i w tym stanie trwałam do końca dnia. Powrót o 14 w czwartek był straszny, w końcu przemarźnięta położyłam się spać. A w piątek już o 15 był powrót :(((
Znowu pobyt okazał się za krótki i znowu powiem to samo: wrócę jeszcze do Egiptu.
Bo znowu nie zdążyłam ponurkować :)))

poniedziałek, 5 marca 2007

środa, 21 lutego 2007

Zajęcia z tkaniny artystycznej

Buuu......

http://www.kolorowa.arsus.pl/zartystyczne/za_practkart.html

pobiegłam dzisiaj na zajęcia o 19  Weszłam do Ośrodka, żeby odnaleźć pracownię. Odnalazłam plakat na którym była mowa o tym, że zmieniły się godziny zajęć i teraz zaczynają się o 18:20 więc już się nieco poirytowałam, że zamiast siedzieć w domu mogłam przyjść wcześniej a tak straciłam 40 minut moich pierwszych zajęć

Ale to nie koniec: nie znalazłam Pracowni. Szybki bieg po całkiem dużym ośrodku pozwolił mi odnaleźć Sekretariat z wywieszką "jestem w pokju 220". Jeszcze szybciej dobiegłam do pokoju 220 (w końcu to pierwsze zajęcia i bardzo chciałam szybko znaleźć salę). Pani z Sekretariatu miała zajęcia z angielskiego, wyrwałam ją bez słowa i okazało się że ..... zmieniły się godziny zajęć, że nie wiadomo czy grupa się zbiera i nie wiadomo czy w ogóle ktoś jest dzisiaj żeby porozmawiać o tym temacie. W końcu odnalazłam Pracownię. Zamkniętą.

Buuuu.... pierwsze zajęcia których nie było, pierwsza porażka. Ale się nie poddam. Jestem zdesperowana na naukę gobelinów. Znajdę kontakt z Panią Instruktor i zrobię wszystko żeby grupa się zebrała. A jak nie to wybłagam żeby mimo wszystko spotkania doszły do skutku. Nawet jeśli ma to mieć formę nauki indywidualnej.

I kropka.

sobota, 10 lutego 2007

Turniej bowlingowy

Na tzw. "krzywy ryj" wkręciłam się w turniej bowlingowy !!! Tzn w czwartek okazało się że do pełnej drużyny (z pracy) brakuje jednej kobitki, zrobiono łapankę i zgłosiłam się, a co . W kręgle ostatnio grałam dwa lata temu, ale Kapitanowi drużyny to nie przeszkadzało, był zdesperowany na skompletowanie zespołu i uczestnictwo w turnieju. Ustaliliśmy wszyscy że turniej potraktujemy jak miłe spędzenie czasu i nie mieliśmy aspiracji do walki z Mistrzami Polski, którzy również stanęli do toru. Faktycznie, bawiliśmy się świetnie - teraz tylko trochę boli mnie nadgarstek  Ale i tak było warto  Drużynowo nie wypadliśmy najgorzej - pomimo braku oficjalnej statystyki byliśmy gdzieś w połowie stawki 28 drużyn. Za to nasz Kapitan!!! Zajął trzecie miejsce w rywalizacji indywidualnej mężczyzn!!!! Gratulacje!!!!

Polecam każdemu walkę z własną celnością, jako sposób na relaks i miłe spotkanie ze znajomymi :)


niedziela, 21 stycznia 2007

Urlop na nartach




Strebskie Pleso, Słowacja. Jedyne miejsce tej zimy gdzie można pojeździć na nartach :)

(Udany) urlop

Wreszcie, po roku czasu udało mi się dostać urlop !!! I to całe dwa tygodnie!!!Pierwszego dnia urlopu ... poszłam do pracy - bo trzeba było zrobić prognozy (finanse), załatwić pomoc na moją nieobecność itd.... zajęło mi to niemal cały dzień. Ponadto ledwo żyłam bo się poprzedniego dnia rozchorowałam

Drugiego, trzeciego, czwartego dnia odbierałam po kilka telefonów dziennie z pracy z różnymi zapytaniami.

Piątego dnia urlopu - piątek - o godzinie 17 otrzymałam "propozycję nie do odrzucenia" abym przyszła do pracy w drugim tygodniu urlopu. Grzecznie odmówiłam, bo miałam już zaplanowany wyjazd. Otrzymałam "informacyjnie" wiadomość że będę miała w związku z tym kilka problemów do rozwiązania...... Po takiej akcji miałam już serdecznie dość urlopu.

Wahałam się czy wyjeżdzać, ale kiedy otrzymałam "propozycję" byłam już pewna: jak nie zmienię klimatu (miejsca wypoczynku) to oszaleję. Pierwszy tydzień był zmarnowany: myślałam i rozmawiałam tylko o pracy. Postanowiłam że drugiego tygodnia nie zmarnuję. I pojechałam z bratem na narty, na Słowację.

Było CUDNIE !!!! Zdjęcia są tutaj: http://annaploch.multiply.com/photos/album/22 Zapraszam !

Spędziłam fantastyczny tydzień wypoczywając: narty, słodkie lenistwo, najlepsze piwo na świecie i luzik :) Żadnych maili, telefonów, sms-ów, choćby się paliło i waliło.... :)

wtorek, 9 stycznia 2007

Rok 2006 - Zmiany

Postanowiłam zrobić podsumowanie roku ubiegłego, żeby nieco sobie uporządkować tematy i zobaczyć czy faktycznie w moim życiu jest tyle zmian.

Dlaczego? Otóż dlatego, że ostatnio zadzwonił znajomy, po roku „niesłyszenia” się i pierwsze pytanie dotyczyło gdzie TERAZ pracuję i czy mieszkam jeszcze tam gdzie ostatnio ;) bo chce mnie odwiedzić i nie wie gdzie jechać

Zacznijmy od początku: najpierw fantastyczny bal Sylwestrowy, ze znajomymi na Sali balowej z niezastąpionym kolegą Tomkiem Tomku, dziękuję za towarzystwo!

Potem w lutym szalony, wymarzony wyjazd do Egiptu…. Hmmm rejs po Nilu, Abu Simbel, Luksor, Asuan… cudowna podróż w nieznane, a zdjęcia są tutaj: http://annaploch.multiply.com/photos/album/7

Potem mniej przyjemne aspekty: trzeba było szybko zmieniać pracę, i potem już wszystko wiecie: od 1 czerwca pracuję w ulubionej firmie Polaków: „Tanie Podróżowanie”.

Wpadłam w ciekawy projekt, który pochłonął mnie do cna, na szczęście starczało jeszcze czasu na znajomych. I tutaj otwiera się jeden ważny rozdział: Sąsiedzi spod 1 J

Odkąd w maju ich poznałam wolne dni nie są wolne a każda impreza niezapomniana, choć czasami pamięć szwankuje

Jednak najbardziej lubiłam te dni kiedy Ola wpadała do mnie po przysłowiową szklankę cukru , albo zapytać o przeróbki krawieckie, albo pokazać zakupy albo po prostu wieczorem na piwko  Olu, dziękuję Ci! Brakuje mi Ciebie!

Praca, praca, praca, żadnego urlopu, bo tak jakoś się nieskładało, a poza tym nie potrzebowałam go.

Wreszcie nadszedł listopad i grudzień i tutaj istne bombardowanie: agencje nieruchomości, pośrednicy, oglądanie mieszkań i wreszcie przed samymi świętami fantastyczna wiadomość 22 grudnia: mam własne cztery kąty!!! Szybko odebrałam klucze i zorganizowaliśmy malarza „napoświętach” a już 30 grudnia odbyła się przeprowadzka w środek całego remontu pokojowo-łazienkowego!

I kolejny Sylwester: tym razem kameralnie, u Agnieszki i Piotrka  dziękuję Abulinko za zaproszenie!! Poszalałyśmy nieco tej nocy ...



I tak zamknął się rok: w mojej opinii bardzo udanie! Kolejny przede mną. Jestem bardzo ciekawa co przyniesie. Choć mam nadzieję że nie będę zmieniać miejsca zamieszkania. A praca… kto wie ;) no i wakacje przed nami  A najbardziej nie mogę się doczekać aż sobie kuchnię „zrobię”!!! Takie to uroki nowych mieszkań



Pozdrawiam wszystkich na Nowy Rok!!!