Zaczęłam jakąś chwilę temu, zaraz po chłopaku.
Zakochałam się w tych kwiatkach już ze sto lat temu, ale ciągle stały w kolejce. Z myślą o nich robiłam ostatnie zamówienie lnu nawet. Niespodziewanie takie mnie ciśnienie wzięło że MUSI BYĆ TERAZ bo się uduszę.
No to wyszywam.
Na razie pokazuję tyle. Na zachętę.
I cieszę się jak czubek każdym krzyżykiem. Jakiś mam bardzo entuzjastyczny stosunek do kwiatka - nie wiem skąd.
Tylko do jednego nie mogę się przyzwyczaić.... po wyszywaniu jedną nitką muliny na jednej nitce lnu teraz wyszywanie dwoma nitkami na dwóch nitkach jest jak ...rąbanie kamieni, jak praca w kamieniołomach, jak, jak.... jak balet w wykonaniu słonia.
I pomimo że mam już dużo więcej niż tu prezentuję (ręka powinna przywyknąć!!!) cały czas wyszywam ze świadomością że układam bruk a nie haftuję - buuuu!!!!
Za to przy wyszywaniu nauczyłam się słuchać audiobooków. Cudne to zajęcie. W ten sposób 'przeczytałam właśnie Igrzyska Śmierci S.Collins.
Normalnie wracam do życia.
wtorek, 31 stycznia 2012
piątek, 20 stycznia 2012
Obalamy mity: len
Post jest odpowiedzią na komentarze które często pojawiają się przy okazji prezentowania prac wykonanych na lnie. Chodzę sobie po różnych blogach robótkowych, czytam posty, komentarze pod nimi i wydaje mi się... nie: jestem pewna że mamy w naszym ogródku mit dotyczący trudności pracy na lnie.
Trudno mi ocenić z czego takie przekonanie wynika. Podejrzewam że przyczyn może być kilka:
Ad 1 & 2: Czasy się zmieniły, tkaniny również. Jakość materiałów poszła bardzo do przodu. Oczywiście len jest tkaniną wykonaną z naturalnych materiałów - nierówność poszczególnych nitek jest właściwa i nieunikniona. Dlatego też nie będzie można porównać jednego x do drugiego x. Nie o to chodzi aby były kapka w kapkę identyczne. I nie wymagajcie od siebie tego wyszywając na lnie.
Ad 3: Teraz można zakupić len o równym splocie i mamy gwarancję że krzyżyki wyjdą kwadratowe a nie prostokątne :)
Zanim doszedł na nasze rynki len, była kanwa tudzież Aida (nie będę tu teraz roztrząsać różnic). Aida jest jak ... siatka do wyszywania- gotowe dziurki, igła sama lata w narożnikach i krzyżyki stawiają się same. No i jest gwarancja że krzyżyki będą kwadratowe.
Ad 4: można na lnie znaczyć kratki tak jak na aidzie. Ale po co? Osobiście nie popieram tego rozwiązania. Jak już KONIECZNIE musicie to polecam przyfastrygować kratki. A żeby było jeszcze prościej: zaznaczyć tylko ramki pracy i środek. Wszystkie konieczne 'przemieszczenia' się po materiale wyznaczyć sobie fastrygą! Krótką nitką (około 5 cm) i po rozpoczęciu wyszywania wzoru jednym pociągnięciem wyjąć nitkę. Praca na każdym etapie będzie wyglądała pięknie!!! Jak? Propozycja poniżej:
Wzory/prace które nie mają zakrytego tła nie wyglądają na aidzie tak dobrze jak mogłyby wyglądać na lnie. Co więcej: do większości wzorów aż prosi się aby były wyszyte właśnie na lnie!
I cóż zrobić? Nie tłumaczyć się tym że to:
Wszystko da radę. Do wyszywania na lnie wcale nie trzeba mieć lepszych ani innych umiejętności niż do wyszywania na aidzie. Trzeba mieć dokładnie takie samo zdrowie jak do wyszywania na innych materiałach. Wyszywanie to wyszywanie. Nie dla mięczaków ;)
Wcale nie trzeba wybierać lnu który jest drobny jak gaza i wcale nie trzeba wyszywać jedną nitką obejmując jedną nitkę tkaniny (jak w moim chłopaku). Wyszywanie na lnie jest takie samo jak wyszywanie na aidzie.
Inna jest numeracja i oznaczenia tkanin.
W aidach oznaczenie jest proste i następujące:
18ct to 18 krzyżyków na cal*
16ct to 16 krzyżyków na cal
i dalej analogicznie .....
W lnie oznaczenia są następujące:
60ct to 60 nitek tkaniny na cal
40ct to 40 nitek tkaniny na cal
36ct to 36 nitek tkaniny na cal
32ct to 32 nitek tkaniny na cal
28ct to 28 nitek tkaniny na cal
Jeśli wyszywamy krzyżyk obejmując jedną nitkę (jak w moim chłopaku) tkaniny to będziemy miały następujące wyniki:
36ct --> 36 krzyżyków na cal
32ct --> 32 krzyżyków na cal
28ct --> 28 krzyżyków na cal
Jeśli wyszywamy krzyżyk obejmując dwie nitki tkaniny (tak jak zazwyczaj wyszywamy) to uzyskamy następujące wyniki:
36ct --> 18 krzyżyków na cal --> czy to nie przypomina gęstości Aidy 18ct?
32ct --> 16 krzyżyków na cal --> czy to nie przypomina gęstości Aidy 16ct?
28ct --> 14 krzyżyków na cal --> czy to nie przypomina gęstości Aidy 14ct?
A przecież na Aidach wyszywamy na co dzień i wcale nie są zbyt gęste, prawda???
W kwestie producentów nie chcę wchodzić. Ja mam swoją wypróbowaną firmę Zweigart. I na materiale nie oszczędzam. Bo spory kawałek materiału który jest też sporym wydatkiem wystarczy na długie miesiące pracy i dobrego samopoczucia. Lepiej wydać na dobry materiał który wykorzystamy niż na kolejny organizer lub większy kawałek aidy ale który będzie leżakował ....W Polsce są dostępne materiały lniane dobrej jakości, trzeba poszukać w sklepach internetowych.
Sama kiedyś wyszywałam tylko na aidzie - taka kolej rzeczy i naturalny samorozwój. Myślę że w życiu każdej hafciarki kiedyś musi nastąpić ten pierwszy krok: próbka lnu. Dla wahających się: mam nadzieję że ten post Was zachęci i przechyli wagę na korzyść lnu.
Przyznaję: pierwszych kilkadziesiąt krzyżyków jest "innych" - trzeba bardziej uważać na to gdzie wbijamy igłę.
Potem dłoń, umysł przyzwyczaja się i krzyżyki same się stawiają!
Poniżej znajduje się kilka zdjęć poglądowych na temat gęstości tkanin - z centymetrem w tle ku porównaniu:
Aidy:
Len:
Czy tym artykułem przekonam choć jedną hafciarkę do spróbowania lnu?
Dajcie znać co o tym sądzicie.
* 1 cal = ~2,54 cm
Trudno mi ocenić z czego takie przekonanie wynika. Podejrzewam że przyczyn może być kilka:
- jakość materiałów dostępnych na rynku w kiedyś, kiedyś dawno temu
- wyobrażenie o nierówności nitek z których tkany jest len
- braku równości splotu (nitek i osnowy)
- brak możliwości znaczenia kratek
Ad 1 & 2: Czasy się zmieniły, tkaniny również. Jakość materiałów poszła bardzo do przodu. Oczywiście len jest tkaniną wykonaną z naturalnych materiałów - nierówność poszczególnych nitek jest właściwa i nieunikniona. Dlatego też nie będzie można porównać jednego x do drugiego x. Nie o to chodzi aby były kapka w kapkę identyczne. I nie wymagajcie od siebie tego wyszywając na lnie.
Ad 3: Teraz można zakupić len o równym splocie i mamy gwarancję że krzyżyki wyjdą kwadratowe a nie prostokątne :)
Zanim doszedł na nasze rynki len, była kanwa tudzież Aida (nie będę tu teraz roztrząsać różnic). Aida jest jak ... siatka do wyszywania- gotowe dziurki, igła sama lata w narożnikach i krzyżyki stawiają się same. No i jest gwarancja że krzyżyki będą kwadratowe.
Ad 4: można na lnie znaczyć kratki tak jak na aidzie. Ale po co? Osobiście nie popieram tego rozwiązania. Jak już KONIECZNIE musicie to polecam przyfastrygować kratki. A żeby było jeszcze prościej: zaznaczyć tylko ramki pracy i środek. Wszystkie konieczne 'przemieszczenia' się po materiale wyznaczyć sobie fastrygą! Krótką nitką (około 5 cm) i po rozpoczęciu wyszywania wzoru jednym pociągnięciem wyjąć nitkę. Praca na każdym etapie będzie wyglądała pięknie!!! Jak? Propozycja poniżej:
Wzory/prace które nie mają zakrytego tła nie wyglądają na aidzie tak dobrze jak mogłyby wyglądać na lnie. Co więcej: do większości wzorów aż prosi się aby były wyszyte właśnie na lnie!
I cóż zrobić? Nie tłumaczyć się tym że to:
- na pewno trudne
- pewnie oczy nie dadzą rady,
- nie poradzę sobie
- nie mam gdzie kupić
- za granicą nie kupuję bo nie znam języka
- na pewno się pomylę
Wszystko da radę. Do wyszywania na lnie wcale nie trzeba mieć lepszych ani innych umiejętności niż do wyszywania na aidzie. Trzeba mieć dokładnie takie samo zdrowie jak do wyszywania na innych materiałach. Wyszywanie to wyszywanie. Nie dla mięczaków ;)
Wcale nie trzeba wybierać lnu który jest drobny jak gaza i wcale nie trzeba wyszywać jedną nitką obejmując jedną nitkę tkaniny (jak w moim chłopaku). Wyszywanie na lnie jest takie samo jak wyszywanie na aidzie.
Inna jest numeracja i oznaczenia tkanin.
W aidach oznaczenie jest proste i następujące:
18ct to 18 krzyżyków na cal*
16ct to 16 krzyżyków na cal
i dalej analogicznie .....
W lnie oznaczenia są następujące:
60ct to 60 nitek tkaniny na cal
40ct to 40 nitek tkaniny na cal
36ct to 36 nitek tkaniny na cal
32ct to 32 nitek tkaniny na cal
28ct to 28 nitek tkaniny na cal
Jeśli wyszywamy krzyżyk obejmując jedną nitkę (jak w moim chłopaku) tkaniny to będziemy miały następujące wyniki:
36ct --> 36 krzyżyków na cal
32ct --> 32 krzyżyków na cal
28ct --> 28 krzyżyków na cal
Jeśli wyszywamy krzyżyk obejmując dwie nitki tkaniny (tak jak zazwyczaj wyszywamy) to uzyskamy następujące wyniki:
36ct --> 18 krzyżyków na cal --> czy to nie przypomina gęstości Aidy 18ct?
32ct --> 16 krzyżyków na cal --> czy to nie przypomina gęstości Aidy 16ct?
28ct --> 14 krzyżyków na cal --> czy to nie przypomina gęstości Aidy 14ct?
A przecież na Aidach wyszywamy na co dzień i wcale nie są zbyt gęste, prawda???
W kwestie producentów nie chcę wchodzić. Ja mam swoją wypróbowaną firmę Zweigart. I na materiale nie oszczędzam. Bo spory kawałek materiału który jest też sporym wydatkiem wystarczy na długie miesiące pracy i dobrego samopoczucia. Lepiej wydać na dobry materiał który wykorzystamy niż na kolejny organizer lub większy kawałek aidy ale który będzie leżakował ....W Polsce są dostępne materiały lniane dobrej jakości, trzeba poszukać w sklepach internetowych.
Sama kiedyś wyszywałam tylko na aidzie - taka kolej rzeczy i naturalny samorozwój. Myślę że w życiu każdej hafciarki kiedyś musi nastąpić ten pierwszy krok: próbka lnu. Dla wahających się: mam nadzieję że ten post Was zachęci i przechyli wagę na korzyść lnu.
Przyznaję: pierwszych kilkadziesiąt krzyżyków jest "innych" - trzeba bardziej uważać na to gdzie wbijamy igłę.
Potem dłoń, umysł przyzwyczaja się i krzyżyki same się stawiają!
Poniżej znajduje się kilka zdjęć poglądowych na temat gęstości tkanin - z centymetrem w tle ku porównaniu:
Aidy:
Len:
Czy tym artykułem przekonam choć jedną hafciarkę do spróbowania lnu?
Dajcie znać co o tym sądzicie.
* 1 cal = ~2,54 cm
niedziela, 15 stycznia 2012
Mam nowego chłopaka
... jest trochę roztrzepany i ma rozbiegany wzrok ale to właśnie sprawia że jest taki uroczy. Kocham go wyznam bez ogródek.
Królik pochodzi z gotowego zestawu Lanarte i jest premierą. Nie tylko premierą roku ale również warsztatu: pierwszy raz wyszywałam jedną nitką muliny przez jedną nitkę płótna. Bardzo mi się spodobało! To czego najbardziej się obawiałam /zaszywanie końcówek mulin/ okazało się nie takie bardzo kłopotliwe.
Wzrost Królika: 6,7 cm
Po takich maleńkich krzyżykach wrzuciłam na warsztat len 32ct. I ściegi wydają mi się ..... gigantami, choć słonia wyszywać wcale teraz nie zamierzam.
Wyłuskuję czas na książkę, robótki, życie rodzinne gdzieś pomiędzy pracą korpoludka i krótkim snem. Tak bardzo szkoda mi każdej minuty - mam wrażenie że łapię czas jak nici przędzy. Wreszcie chyba posiedzę w domu w najbliższe weekendy: wyjazdy się nie szykują, szkoła skończona, kursów rysunku brak, jeszcze wiosna nie nadeszła i wyjazdy na działkę. Wreszcie w weekendy będzie czas na kawę i igłę!
Królik pochodzi z gotowego zestawu Lanarte i jest premierą. Nie tylko premierą roku ale również warsztatu: pierwszy raz wyszywałam jedną nitką muliny przez jedną nitkę płótna. Bardzo mi się spodobało! To czego najbardziej się obawiałam /zaszywanie końcówek mulin/ okazało się nie takie bardzo kłopotliwe.
Wzrost Królika: 6,7 cm
Po takich maleńkich krzyżykach wrzuciłam na warsztat len 32ct. I ściegi wydają mi się ..... gigantami, choć słonia wyszywać wcale teraz nie zamierzam.
Wyłuskuję czas na książkę, robótki, życie rodzinne gdzieś pomiędzy pracą korpoludka i krótkim snem. Tak bardzo szkoda mi każdej minuty - mam wrażenie że łapię czas jak nici przędzy. Wreszcie chyba posiedzę w domu w najbliższe weekendy: wyjazdy się nie szykują, szkoła skończona, kursów rysunku brak, jeszcze wiosna nie nadeszła i wyjazdy na działkę. Wreszcie w weekendy będzie czas na kawę i igłę!
środa, 4 stycznia 2012
Podsumowaniom stanowcze nie
Jestem, żyję, wróciłam.
Londyn piękny ale jakby taki ..... zapadany? Mokry? Deszczowy? Hmm... Myślę że z czasem stałabym się specjalistą od określania różnych rodzajów opadów deszczu, w zależności od nasilenia i kierunku wiatru, ilości kropli na m2, temperatury, stopnia zaparowania okularów i przemakalności standardowego parasola za 4 funty.
Rok się ubiegły kalendarzowo skończył, u mnie jednak podsumowań nie będzie. Jak spojrzałam w dokonania roku ubiegłego to postanowiłam że nie muszę go zamykać. Bo i nie ma czego. Szału i spazmów brak. Ale wszystkie za to prace które wyszywałam popełniłam nitkami Niny. I dobrze, w końcu się i zapasy trzeba kiedyś odchudzić, a kryzys idzie to trzeba się przyzwyczajać do oszczędności w tej materii też.
Dziękuję ciepło za życzenia Noworoczne :)
Bieżący rok robótkowo będzie lepszy. Na pewno.
Czego i Wam życzę!
Londyn piękny ale jakby taki ..... zapadany? Mokry? Deszczowy? Hmm... Myślę że z czasem stałabym się specjalistą od określania różnych rodzajów opadów deszczu, w zależności od nasilenia i kierunku wiatru, ilości kropli na m2, temperatury, stopnia zaparowania okularów i przemakalności standardowego parasola za 4 funty.
Rok się ubiegły kalendarzowo skończył, u mnie jednak podsumowań nie będzie. Jak spojrzałam w dokonania roku ubiegłego to postanowiłam że nie muszę go zamykać. Bo i nie ma czego. Szału i spazmów brak. Ale wszystkie za to prace które wyszywałam popełniłam nitkami Niny. I dobrze, w końcu się i zapasy trzeba kiedyś odchudzić, a kryzys idzie to trzeba się przyzwyczajać do oszczędności w tej materii też.
Dziękuję ciepło za życzenia Noworoczne :)
Bieżący rok robótkowo będzie lepszy. Na pewno.
Czego i Wam życzę!
sobota, 31 grudnia 2011
Do Siego Roku!!!
Moje Miłe!
Chcę Wam życzyć po prostu Szczęśliwego Nowego Roku! A już Wy wiecie CO ma się wydarzyć żeby był szczęśliwy. Tak więc: niech Wam się spełni :)
Troszkę na sportowo bo w końcu czeka nas nie tylko EURO 2012 ale i Olimpiada letnia w Londynie :)
Będę pić z Wami godzinę później gdyż właśnie w olimpijskim mieście na Trafalgare Square szampańska zabawa się szykuje z przepięknymi fireworks.
Bawmy się dobrze!
Chcę Wam życzyć po prostu Szczęśliwego Nowego Roku! A już Wy wiecie CO ma się wydarzyć żeby był szczęśliwy. Tak więc: niech Wam się spełni :)
Happy New Year!
Boldog Új Évet Nektek!
Gott nytt år!
Felice Anno Nuovo!
Счастливого Нового Года lub С Новым Годом!
Glückliches Neues Jahr!
Bonan Novjaron!
Bonne Année!
Troszkę na sportowo bo w końcu czeka nas nie tylko EURO 2012 ale i Olimpiada letnia w Londynie :)
Będę pić z Wami godzinę później gdyż właśnie w olimpijskim mieście na Trafalgare Square szampańska zabawa się szykuje z przepięknymi fireworks.
Bawmy się dobrze!
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Wyjątkowe Święta
Nie muszę Wam mówić że Święta są wyjątkowym okresem. Widać to po blogach, ostatnich wpisach, zdjęciach. Przygotowania, klimat, spotkania, Rodzina ....
Właśnie: najbliżsi.
Dla mojej Rodziny te Święta były zupełnie inne.
Po 5 latach podróży, Wigiliach z pustym krzesłem wrócił.
Wrócił dokładnie w Wigilię. Przyjechał rowerem z Przylądka Igielnego /hi, hi ale to brzmi abstrakcyjnie!!!/
Wrócił i zasiadł z nami przy wigilijnym stole.
Kiedy wyruszał 5 lat temu w zasadzie trudno mi było uwierzyć w to co mówi: dookoła świata? Ale jak to? Tak po prostu? Sprzęt, trochę pieniędzy i już? To wystarczy? Konsumpcja ze mnie się wylewała.
Nie.... to niemożliwe. Za rok wróci.
A tymczasem nie wracał. Pieszo, samochodem, rowerem, na łódkach, samolotami też. Jednak najczęściej pieszo przez 41 krajów, 125 tyś kilometrów.
Teraz sobie myślę: zobaczył kawał świata, przeżył coś czego nikt Mu nie zabierze, ma wspomnienia, niesamowite przeżycia i doświadczenia za sobą. Trudne chwile też w dorobku: choroby, tygodnie w szpitalu w Kamerunie, pot i krew.
Tak Paweł podróżował:
Polska, Warszawa - Nepal, wpisy Pawła na blogu TUTAJ
Nepal - Przylądek Igielny, RPA; wpisy Pawła na blogu TUTAJ
Afryka rowerem; wpisy Pawła na blogu TUTAJ
Był i jest w Polsce. Punkt wyjścia, zero. A za tym punktem 0 jest 5 lat podróży.
Życzę Wam na te Święta żebyśmy wszyscy wrócili i dotarli do celu. Odnaleźli siebie, odważyli się realizować marzenia, abyśmy tego życia nie "przetrwali" ale przeżyli je pełną piersią i wspierali tych którzy mają pasję.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
P.S. Kto ma ochotę zobaczyć rower i posłuchać Pawła to zapraszam 27 grudnia do "Pytania na śniadanie" w TVP2 o 9.20.
I potem: 31 grudnia 2011, "Kawa czy herbata" o godzinie 9 rano w TVP1.
I dodatkowo materiał już wyemitowany w TVP Info: TUTAJ LINK
Na Facebooku: Paweł Kilen i tutaj.
Właśnie: najbliżsi.
Dla mojej Rodziny te Święta były zupełnie inne.
Po 5 latach podróży, Wigiliach z pustym krzesłem wrócił.
Wrócił dokładnie w Wigilię. Przyjechał rowerem z Przylądka Igielnego /hi, hi ale to brzmi abstrakcyjnie!!!/
Wrócił i zasiadł z nami przy wigilijnym stole.
Kiedy wyruszał 5 lat temu w zasadzie trudno mi było uwierzyć w to co mówi: dookoła świata? Ale jak to? Tak po prostu? Sprzęt, trochę pieniędzy i już? To wystarczy? Konsumpcja ze mnie się wylewała.
Nie.... to niemożliwe. Za rok wróci.
A tymczasem nie wracał. Pieszo, samochodem, rowerem, na łódkach, samolotami też. Jednak najczęściej pieszo przez 41 krajów, 125 tyś kilometrów.
Teraz sobie myślę: zobaczył kawał świata, przeżył coś czego nikt Mu nie zabierze, ma wspomnienia, niesamowite przeżycia i doświadczenia za sobą. Trudne chwile też w dorobku: choroby, tygodnie w szpitalu w Kamerunie, pot i krew.
Tak Paweł podróżował:
Polska, Warszawa - Nepal, wpisy Pawła na blogu TUTAJ
Nepal - Przylądek Igielny, RPA; wpisy Pawła na blogu TUTAJ
Afryka rowerem; wpisy Pawła na blogu TUTAJ
Był i jest w Polsce. Punkt wyjścia, zero. A za tym punktem 0 jest 5 lat podróży.
Życzę Wam na te Święta żebyśmy wszyscy wrócili i dotarli do celu. Odnaleźli siebie, odważyli się realizować marzenia, abyśmy tego życia nie "przetrwali" ale przeżyli je pełną piersią i wspierali tych którzy mają pasję.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
P.S. Kto ma ochotę zobaczyć rower i posłuchać Pawła to zapraszam 27 grudnia do "Pytania na śniadanie" w TVP2 o 9.20.
I potem: 31 grudnia 2011, "Kawa czy herbata" o godzinie 9 rano w TVP1.
I dodatkowo materiał już wyemitowany w TVP Info: TUTAJ LINK
Na Facebooku: Paweł Kilen i tutaj.
sobota, 17 grudnia 2011
Filcowe trojaczki
Czas skandalicznie szybko ucieka.
W tym tygodniu w czwartek zdałam sobie sprawę że Święta już za tydzień. Znowu intensywne chwile w projekcie nadeszły co wiązało się z tygodniowym przygotowaniem, potem tygodniowym wyjazdem i teraz rewizją założeń.
Niespodziewanie dla mnie samej /bo jak zabierałam półprodukty to nie wierzyłam że znajdę choć minutę na robótki/ przez ten tydzień wyjazdu urodziły mi się trojaczki: new baby birds.
Nie mogłam oprzeć się okolicznościom przyrody w których powstawały i tak zostały uwiecznione na drzewkach już ozdobionych świątecznymi lampkami. W temperaturze 32 stopnie i wilgotności niemierzalnej acz bardzo wysokiej.
Najbardziej jednak powalające są takie obrazki: od 3 grudnia w hotelu 24/7 przez megafony nadawano TYLKO świąteczne piosenki. Dekoracje jak widać: na bogato zielono-czerwono. Zderzenie z temperaturą na zewnątrz ... szokujące. Dwa tygodnie przed świętami uroczyste rozpalanie choinki, poprzedzone godzinnym występem chóru śpiewającego całkiem znane nam kolędy.
W tym tygodniu już w normalnych i ludzkich warunkach temperaturowych siadłam do choinek filcowych.
Zrobienie ich sprawiło mi prawie tyle samo przyjemności co uszycie ptaszków.
Dzisiaj je kończyłam siedząc sobie w piżamie i z kawką.... Cudnie było!
... aż wreszcie są. Stoją sobie dumnie króliki w choinkowym lesie.
Oczywiście króliki nie są mojego autorstwa.
Zarówno ptaszki jaki i choinki już mają przeznaczenie. Ciekawe tylko czy jak je nadam w poniedziałek to czy dojdą przed świętami? Sprawdzimy.
Czas szykować się do świąt: pierniczkownie czas zacząć. Ale to może jutro??? A dziś jeszcze powyszywam?
Cieszę się że obrazek ze staroci Was urzekł - miałam chwile zwątpienia i myślałam już sobie "ale rupieć" kupiłam za grube pieniądze. Bo na starociach jakoś nigdy nie trafiam na nic za złotówkę. Albo nie te starocie odwiedzam co trzeba.
Padło pytanie o cenę obrazka.... Boję się przyznać bo pewnie większość z Was puknie się w głowę że upadłam na łeb.
Mimo to nie żałuję nawet jednej złotówki bo cały czas nie mogę się na niego napatrzeć.
W tym tygodniu w czwartek zdałam sobie sprawę że Święta już za tydzień. Znowu intensywne chwile w projekcie nadeszły co wiązało się z tygodniowym przygotowaniem, potem tygodniowym wyjazdem i teraz rewizją założeń.
Niespodziewanie dla mnie samej /bo jak zabierałam półprodukty to nie wierzyłam że znajdę choć minutę na robótki/ przez ten tydzień wyjazdu urodziły mi się trojaczki: new baby birds.
Nie mogłam oprzeć się okolicznościom przyrody w których powstawały i tak zostały uwiecznione na drzewkach już ozdobionych świątecznymi lampkami. W temperaturze 32 stopnie i wilgotności niemierzalnej acz bardzo wysokiej.
Najbardziej jednak powalające są takie obrazki: od 3 grudnia w hotelu 24/7 przez megafony nadawano TYLKO świąteczne piosenki. Dekoracje jak widać: na bogato zielono-czerwono. Zderzenie z temperaturą na zewnątrz ... szokujące. Dwa tygodnie przed świętami uroczyste rozpalanie choinki, poprzedzone godzinnym występem chóru śpiewającego całkiem znane nam kolędy.
W tym tygodniu już w normalnych i ludzkich warunkach temperaturowych siadłam do choinek filcowych.
Zrobienie ich sprawiło mi prawie tyle samo przyjemności co uszycie ptaszków.
Dzisiaj je kończyłam siedząc sobie w piżamie i z kawką.... Cudnie było!
... aż wreszcie są. Stoją sobie dumnie króliki w choinkowym lesie.
Oczywiście króliki nie są mojego autorstwa.
Zarówno ptaszki jaki i choinki już mają przeznaczenie. Ciekawe tylko czy jak je nadam w poniedziałek to czy dojdą przed świętami? Sprawdzimy.
Czas szykować się do świąt: pierniczkownie czas zacząć. Ale to może jutro??? A dziś jeszcze powyszywam?
Cieszę się że obrazek ze staroci Was urzekł - miałam chwile zwątpienia i myślałam już sobie "ale rupieć" kupiłam za grube pieniądze. Bo na starociach jakoś nigdy nie trafiam na nic za złotówkę. Albo nie te starocie odwiedzam co trzeba.
Padło pytanie o cenę obrazka.... Boję się przyznać bo pewnie większość z Was puknie się w głowę że upadłam na łeb.
Mimo to nie żałuję nawet jednej złotówki bo cały czas nie mogę się na niego napatrzeć.
sobota, 26 listopada 2011
Pewnego dnia na starociach
.... spacerowałam sobie między szafami szukając niskiego taboreciku. Znużenie, zniechęcenie i tylko jedna myśl wirowałam mi w głowie: dlaczego ja wtedy nie kupiłam TEGO taborecika?? Miał wyszywaną gobelinowym tapicerkę, w kwiaty. Za jakieś śmieszne pieniądze. Odwiodło mnie tylko to że był świeżo odrestaurowany i niestety na ...złoto.... Minęły ze dwa miesiące a ja wciąż żałuję :(
Idę więc niestety między szafami (kie licho mnie tam pognało?) i nagle jest.
Nie taborecik.
To co zobaczyłam to rękodzieło najwyższej klasy: precyzja wykonania i materiału. Maleńkie koraliki, różnorodność ściegu, elegancja i czystość wykonania.
Jak tylko go zobaczyłam wiedziałam że musi być mój. MÓJ i koniec kropka. Nie zachowałam się racjonalnie. Szybko nabyłam drogą sprzedaży-słabego targowania-kupna poniższe cudo.
I trochę detali:
Podkład na którym wyszyty jest motyw nie jest tkaniną. Jest raczej perforowanym grubszym papierem.
Te fantastyczne jesienne kolory wełny od tyłu obrazka są ... wściekle kolorowe. Wręcz jakby zupełnie innymi wełnami była wykonana strona prawa i lewa!
Koraliki mają wielkość Petit Mill Hill. Maleńkości których nigdy nie widziałam na polskim rynku. Jest kilka ubytków w koralikach ale nie jest to aż tak bardzo widoczne. Ma posmak wieku i historii. Poza tym naprawa wydawałaby mi się profanacją.
Sam obrazek od tyłu był podklejony tak starym papierem że ten się złuszczył.
Pass wygląda na oryginalne (z czasów powstania /oprawy haftu). Niestety nigdzie nie doszukałam się żadnej daty (Dziewczyny wyszywajcie daty i inicjały na swoich pracach!!!!!!!!!!!!!!)
Chętnie przygarnę wszelkie wiadomości dotyczące zastosowanych technik i materiałów.
A na razie oczu nie odrywam od tego cuda. Bo nie tak motyw mnie fascynuje (domek..) jak perfekcyjne wykonanie.
Idę więc niestety między szafami (kie licho mnie tam pognało?) i nagle jest.
Nie taborecik.
To co zobaczyłam to rękodzieło najwyższej klasy: precyzja wykonania i materiału. Maleńkie koraliki, różnorodność ściegu, elegancja i czystość wykonania.
Jak tylko go zobaczyłam wiedziałam że musi być mój. MÓJ i koniec kropka. Nie zachowałam się racjonalnie. Szybko nabyłam drogą sprzedaży-słabego targowania-kupna poniższe cudo.
I trochę detali:
Wymiar haftu 14 cm x 17 cm.
Materiały: koraliki w kilku kolorach, wełna, innych nici nie znam.
Podkład na którym wyszyty jest motyw nie jest tkaniną. Jest raczej perforowanym grubszym papierem.
Te fantastyczne jesienne kolory wełny od tyłu obrazka są ... wściekle kolorowe. Wręcz jakby zupełnie innymi wełnami była wykonana strona prawa i lewa!
Koraliki mają wielkość Petit Mill Hill. Maleńkości których nigdy nie widziałam na polskim rynku. Jest kilka ubytków w koralikach ale nie jest to aż tak bardzo widoczne. Ma posmak wieku i historii. Poza tym naprawa wydawałaby mi się profanacją.
Sam obrazek od tyłu był podklejony tak starym papierem że ten się złuszczył.
Pass wygląda na oryginalne (z czasów powstania /oprawy haftu). Niestety nigdzie nie doszukałam się żadnej daty (Dziewczyny wyszywajcie daty i inicjały na swoich pracach!!!!!!!!!!!!!!)
Chętnie przygarnę wszelkie wiadomości dotyczące zastosowanych technik i materiałów.
A na razie oczu nie odrywam od tego cuda. Bo nie tak motyw mnie fascynuje (domek..) jak perfekcyjne wykonanie.
sobota, 19 listopada 2011
poniedziałek, 7 listopada 2011
Co raz bliżej Święta
Co raz bliżej Święta, co raz bliżej Święta....
choć za oknem jeszcze jesień.
Wnioski: mam o jeden kolor koralików za mało. Trza robić zakupy za małą wodą. I muszę poprawić środek drugiej bombki.
choć za oknem jeszcze jesień.
Materiał: Len Zweigart Newcastle, 40ct Antic White
Mulina: ręcznie farbowana mulina Niny, Rose Tea
Koraliki: Petite Seed Beads Mill Hill Beads
Wnioski: mam o jeden kolor koralików za mało. Trza robić zakupy za małą wodą. I muszę poprawić środek drugiej bombki.
Więcej wniosków niż innej treści ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




