Inne miejsca

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urlop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urlop. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 marca 2012

Pogadankowo

Sto lat mnie nie było. Ostatnio tylko śpię, pracuję i czytam lub też dla odmiany w ostatnim tygodniu: jeździłam na nartach, spałam i czytałam.
Przed urlopem oczywiście pracowałam jakbym miała obrobić swoją tygodniową nieobecność. Bez sensu. I tak roboty nie przerobisz. Niestety przypominam to sobie zawsze po fakcie....

Za to już w górach: słońce (no dobrze: tylko 4 z 6 dni), ciepło, wiosnę czuć! Warunki do szusowania boskie.

Pojeździliśmy aż miło, tym razem we dwójkę bo i mój Połamaniec co już się zrósł też ze mną jeździł.
Niestety na koniec diabeł mnie podkusił wypożyczyć narty. A, ot tak: żeby sprawdzić jak to jest pojeździć na innych niż własne.
No i dostałam: nie narty a maszynki do jazdy. Blizzardy Viva Ultrasonic Sport Full Suspension.
Aj. Co za rakiety.
Niestety to zdarzenie niespodziewanie wydało wyrok na moje dotychczasowe K2. Które kocham i wydawało mi się że są bardzo, bardzo OK.

No, niestety nie są :((((
Pójdą pod młotek......
Jak już przeszła mgła (pierwszy dzień) i śnieżyce  (drugi dzień) to mieliśmy stale taką pogodę:



Jak widać zdjęcia z komórki lepsze od tego z aparatu....

Urlop zaowocował dodatkowo przeczytaniem

 i z rozpędu rozpoczęciem drugiej części:


Niestety robótki leżą od trzech tygodni :((((

Oby do Świąt.

sobota, 19 listopada 2011

sobota, 8 stycznia 2011

Sezon na śnieg

Jak zapowiedziałam wcześniej teraz będzie post nie-robótkowy. Bo ten post będzie o zimie.
Pisałam już że lubię zimę zupełnie na przekór Tym którzy chcą już mieć ciepło i lato i upały.

Zainicjowaliśmy z Połamańcen sezon narciarski, tym razem w Szczyrku. Zobaczcie jakie piękne widoki było nam dane podziwiać:





Miłej zimy w ten pluchowy, deszczowy, szary weekend :)

sobota, 31 lipca 2010

Powakacyjnie

rosół już się gotuje, wątroba musi odpocząć. To znak że jesteśmy po intensywnych wakacjach ze Znajomymi z lubuskiego i mazowieckiego.
Po tych zaledwie trzech dniach spędzonych w Niesulicach nad jeziorem Niesłysz uważam że województwo lubuskie jest po prostu niedoceniane przez turystów. Choć może to lepiej bo przyznać muszę że tłumów nie lubię.

Polecam Wam lubuskie z takimi widokami:



Na szczęście poza trenowaniem narządów był czas i na szydełko. O tym potem :D

poniedziałek, 19 lipca 2010

Jura w weekend

W weekend znaleźliśmy się w Zawierciu z długo przekładaną wizytą. Ale nie o Śląsk idzie a o zupełnie niespodziewane sąsiedztwo Zawiercia: Jurę!

Sobotnim popołudniem zabraliśmy się na objazd fragmentu Jury Szlakiem Orlich Gniazd.

Ładne mamy zamki czyż nie?


Poniższe Bobolice to własność prywatna. Odbudowa zamku ze stanu zbliżonego do zamku w Mirowie do obecnego trwa już 6 lat ....


Na sam koniec zdjęcia z Ogrodzieńca:


 Jak patrzę na poniższą łąkę to wydaje mi się że temperatura nadal przekracza z 50 stopni w cieniu ....

Weekend był niezwykle intensywny ale jakże miły. A powrót w okolice ostatnio widziane w dzieciństwie wzbudził emocje i rozrzewnienie.

Polecam okolice Zawiercia na weekendowy wypad. My na pewno tam jeszcze wrócimy :)

niedziela, 25 kwietnia 2010

Archiwum: Powrót

Sto lat mnie nie było, ale już jestem. Wróciłam cała i zdrowa, chwała Najwyższemu! Na ostatni tydzień uciekliśmy do zabitej dechami dziury w austriacko-włoskich Alpach. Ja pojeździłam na nartach a Nie-monż /z racji połamania obojczyka/ się poobijał, czyli: udawał-że-jest-bardzo-zajęty kiedy ja i pozostałe 99% turystów jeździło na nartach.
Co by zbędnie nie gadać, było tak:


Maso Corto
Jeden dzień śnieg i mgła, cztery dni żarówka (=lampa) i jeden dzień mgły/chmury szalejące na wysokości 2700-3000m n.p.m. Cztery dni żarówki spowodowały że pomimo używania kremów z filtrem 50+, mam nos spalony na węgiel. Broda i usta są w nieco lepszym stanie,  lecz z uwagi na tragiczny efekt końcowy chwilowo moich zdjęć nie będzie.
A jeździło się po sztruksiku cudnie. Sztruksik to TO:
Maso Corto
Wreszcie mam pewność że podstawy carvingu mam opanowane. Teraz została kompensacja i inne zabawy śnieżne. To już na przyszły sezon zostawiam :) w końcu też muszę mieć co robić za rok na stoku ;)
W innym klimacie zwróciłam swoje myśli ku zupełnie odmiennym obszarom. I nie włączałam TV, co zdecydowanie poprawiło moją kondycję psychiczną.
Teraz idę spać. W końcu dziś od 6 rano już siedzieliśmy w samochodzie... Podróż zajęła 14h, ale było to 14 przyjemnych godzin. O czym później ;)
Wracam z przyjemnością do domu, robótkowania i innych drobiazgów. Musiałam tu zajrzeć przed snem aby sprawdzić co się dzieje.
Zaskoczyła mnie niezwykle pozytywnie ilość uczestników zabawy SAL-owej needlepointowej na BLOGU ! WOW!!! A myślałam że zainteresuje ją co najwyżej kilka osób. Tymczasem taki ruch na blogu że aż trudno uwierzyć!!! BARDZO SIĘ CIESZĘ !!! I zapraszam kolejnych chętnych: jak się okazuje można używać każdych materiałów do tego typu prac!!!

Zmykam spać - czytać będę jutro przy kawce :)))