Sto lat mnie nie było. Ostatnio tylko śpię, pracuję i czytam lub też dla odmiany w ostatnim tygodniu: jeździłam na nartach, spałam i czytałam.
Przed urlopem oczywiście pracowałam jakbym miała obrobić swoją tygodniową nieobecność. Bez sensu. I tak roboty nie przerobisz. Niestety przypominam to sobie zawsze po fakcie....
Za to już w górach: słońce (no dobrze: tylko 4 z 6 dni), ciepło, wiosnę czuć! Warunki do szusowania boskie.
Pojeździliśmy aż miło, tym razem we dwójkę bo i mój Połamaniec co już się zrósł też ze mną jeździł.
Niestety na koniec diabeł mnie podkusił wypożyczyć narty. A, ot tak: żeby sprawdzić jak to jest pojeździć na innych niż własne.
No i dostałam: nie narty a maszynki do jazdy. Blizzardy Viva Ultrasonic Sport Full Suspension.
Aj. Co za rakiety.
Niestety to zdarzenie niespodziewanie wydało wyrok na moje dotychczasowe K2. Które kocham i wydawało mi się że są bardzo, bardzo OK.
No, niestety nie są :((((
Pójdą pod młotek......
Jak już przeszła mgła (pierwszy dzień) i śnieżyce (drugi dzień) to mieliśmy stale taką pogodę:
Jak widać zdjęcia z komórki lepsze od tego z aparatu....
Urlop zaowocował dodatkowo przeczytaniem
i z rozpędu rozpoczęciem drugiej części:
Niestety robótki leżą od trzech tygodni :((((
Oby do Świąt.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urlop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urlop. Pokaż wszystkie posty
środa, 28 marca 2012
sobota, 19 listopada 2011
sobota, 8 stycznia 2011
Sezon na śnieg
Jak zapowiedziałam wcześniej teraz będzie post nie-robótkowy. Bo ten post będzie o zimie.
Pisałam już że lubię zimę zupełnie na przekór Tym którzy chcą już mieć ciepło i lato i upały.
Zainicjowaliśmy z Połamańcen sezon narciarski, tym razem w Szczyrku. Zobaczcie jakie piękne widoki było nam dane podziwiać:
Miłej zimy w ten pluchowy, deszczowy, szary weekend :)
Pisałam już że lubię zimę zupełnie na przekór Tym którzy chcą już mieć ciepło i lato i upały.
Zainicjowaliśmy z Połamańcen sezon narciarski, tym razem w Szczyrku. Zobaczcie jakie piękne widoki było nam dane podziwiać:
Miłej zimy w ten pluchowy, deszczowy, szary weekend :)
sobota, 31 lipca 2010
Powakacyjnie
rosół już się gotuje, wątroba musi odpocząć. To znak że jesteśmy po intensywnych wakacjach ze Znajomymi z lubuskiego i mazowieckiego.
Po tych zaledwie trzech dniach spędzonych w Niesulicach nad jeziorem Niesłysz uważam że województwo lubuskie jest po prostu niedoceniane przez turystów. Choć może to lepiej bo przyznać muszę że tłumów nie lubię.
Polecam Wam lubuskie z takimi widokami:
Na szczęście poza trenowaniem narządów był czas i na szydełko. O tym potem :D
Po tych zaledwie trzech dniach spędzonych w Niesulicach nad jeziorem Niesłysz uważam że województwo lubuskie jest po prostu niedoceniane przez turystów. Choć może to lepiej bo przyznać muszę że tłumów nie lubię.
Polecam Wam lubuskie z takimi widokami:
Na szczęście poza trenowaniem narządów był czas i na szydełko. O tym potem :D
poniedziałek, 19 lipca 2010
Jura w weekend
W weekend znaleźliśmy się w Zawierciu z długo przekładaną wizytą. Ale nie o Śląsk idzie a o zupełnie niespodziewane sąsiedztwo Zawiercia: Jurę!
Sobotnim popołudniem zabraliśmy się na objazd fragmentu Jury Szlakiem Orlich Gniazd.
Ładne mamy zamki czyż nie?
Na sam koniec zdjęcia z Ogrodzieńca:
Jak patrzę na poniższą łąkę to wydaje mi się że temperatura nadal przekracza z 50 stopni w cieniu ....
Weekend był niezwykle intensywny ale jakże miły. A powrót w okolice ostatnio widziane w dzieciństwie wzbudził emocje i rozrzewnienie.
Polecam okolice Zawiercia na weekendowy wypad. My na pewno tam jeszcze wrócimy :)
Sobotnim popołudniem zabraliśmy się na objazd fragmentu Jury Szlakiem Orlich Gniazd.
Ładne mamy zamki czyż nie?
Poniższe Bobolice to własność prywatna. Odbudowa zamku ze stanu zbliżonego do zamku w Mirowie do obecnego trwa już 6 lat ....
Na sam koniec zdjęcia z Ogrodzieńca:
Jak patrzę na poniższą łąkę to wydaje mi się że temperatura nadal przekracza z 50 stopni w cieniu ....
Weekend był niezwykle intensywny ale jakże miły. A powrót w okolice ostatnio widziane w dzieciństwie wzbudził emocje i rozrzewnienie.
Polecam okolice Zawiercia na weekendowy wypad. My na pewno tam jeszcze wrócimy :)
niedziela, 25 kwietnia 2010
Archiwum: Powrót
Sto lat mnie nie było, ale już jestem. Wróciłam cała i zdrowa, chwała Najwyższemu! Na ostatni tydzień uciekliśmy do zabitej dechami dziury w austriacko-włoskich Alpach. Ja pojeździłam na nartach a Nie-monż /z racji połamania obojczyka/ się poobijał, czyli: udawał-że-jest-bardzo-zajęty kiedy ja i pozostałe 99% turystów jeździło na nartach.
Co by zbędnie nie gadać, było tak:
Jeden dzień śnieg i mgła, cztery dni żarówka (=lampa) i jeden dzień mgły/chmury szalejące na wysokości 2700-3000m n.p.m. Cztery dni żarówki spowodowały że pomimo używania kremów z filtrem 50+, mam nos spalony na węgiel. Broda i usta są w nieco lepszym stanie, lecz z uwagi na tragiczny efekt końcowy chwilowo moich zdjęć nie będzie.
A jeździło się po sztruksiku cudnie. Sztruksik to TO:

Co by zbędnie nie gadać, było tak:

A jeździło się po sztruksiku cudnie. Sztruksik to TO:

Wreszcie mam pewność że podstawy carvingu mam opanowane. Teraz została kompensacja i inne zabawy śnieżne. To już na przyszły sezon zostawiam :) w końcu też muszę mieć co robić za rok na stoku ;)
W innym klimacie zwróciłam swoje myśli ku zupełnie odmiennym obszarom. I nie włączałam TV, co zdecydowanie poprawiło moją kondycję psychiczną.
Teraz idę spać. W końcu dziś od 6 rano już siedzieliśmy w samochodzie... Podróż zajęła 14h, ale było to 14 przyjemnych godzin. O czym później ;)
Wracam z przyjemnością do domu, robótkowania i innych drobiazgów. Musiałam tu zajrzeć przed snem aby sprawdzić co się dzieje.
Zaskoczyła mnie niezwykle pozytywnie ilość uczestników zabawy SAL-owej needlepointowej na BLOGU ! WOW!!! A myślałam że zainteresuje ją co najwyżej kilka osób. Tymczasem taki ruch na blogu że aż trudno uwierzyć!!! BARDZO SIĘ CIESZĘ !!! I zapraszam kolejnych chętnych: jak się okazuje można używać każdych materiałów do tego typu prac!!!
Zmykam spać - czytać będę jutro przy kawce :)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)