Lenię się ostatnio. Robótkowo. Choć to też pół-prawdy. Około 90% czasu pochłaniają mi inne czynności i tzw. 'przeszkadzacze'. Latam jak kot z przysłowiowym 'pęcherzem'. Wyjścia towarzyskie, spotkania dawno odkładane, działka i sprzątanie domku po wykończeniówce, która jeszcze się nie skończyła i będę miała wielki comeback we wrześniu.
Przeszkadzacz to na ten przykład brak wody w całej dzielnicy, jak nie w całej zachodniej Warszawie. Otóż zaserwowano nam planowe wyłącznie wody. A przepraszam - minęłam się z prawdą. Toż woda jest!!!! Ale .... jej ciśnienie jest obniżone. W związku z czym na jedno wychodzi, ale brzmi lepiej ;)
Zatem przez trzy poranki tego pracującego tygodnia wstawałam, ładowałam się w samochód i leciałam do Rodziców się wykąpać i 'zrobić' do pracy. Po pracy zajeżdżałam do Rodziców w różnych celach. Ale generalnie takie już zmiany są niezłym czaso-pochłaniaczem w porównaniu z codziennym harmonogramem.
Mimo wszystko udało mi się wydłubać jakieś 90% myszy naszej Round-Robin. To już dziewiąta mysz na naszym kalendarzu. Pociesza mnie szybki progress w tym tygodniu, biorąc pod uwagę że mysz leży u mnie już ponad miesiąc. Miałam ambitny plan skończyć ją wczoraj (backstitche i jedna chmura...), aczkolwiek włączono nam wreszcie wodę i ja z tej radości latałam na szmacie po domu oraz po sklepie przygotowując się na dzisiejszą 'kolacyjkę' w babeczkowym gronie. Bardzo się na nią cieszę :)
A jutro rano lecimy do Łodzi - poobijamy się po Targach Sztuki w Łodzi, a co! W niedzielę standardowo: działka ...
Ciekawa jestem jak długo jeszcze światło będzie docierać do wnętrza naszego mieszkania przez szyby w oknach. Ich stan czystościowy woła o pomstę do nieba. Albo ja po prostu tak lubię myć okna, że zawsze znajduję sobie inne, znacznie ciekawsze zajęcia ;)
Aaaaa..... szukam źródeł swoich najstarszych zdjęć. Muszę jeszcze górkę płyt CD przeszukać i wtedy zrobię wpis. Ileż wspomnień się podczas poszukiwań uaktywniło :D Zabawa w 10. zdjęcie jest naprawdę świetna!
Jestem z myślami z tymi którzy drżą w tej chwili o swoje zdrowie i dobytek z powodu zagrożenia powodzią. Liczę po cichu że może zdąży 'wyparować' nieco wody zanim spowoduje zbyt dużo nieszczęść?? Naiwna jestem, ale ogarnia mnie bezsilność na myśl jakim woda jest żywiołem. Ta sama woda od której tak zależy nasze być czy nie być....
piątek, 21 maja 2010
czwartek, 13 maja 2010
Dzieje się
Duuużo się dzieje.
Przede wszystkim w sobotę odbyło się Wielkie Spotkanie Podlasko-Mazurskie w Białymstoku. Obszerne relacje już zostały zamieszczone przez:
Nie wiem już co miałabym napisać aby relacja była bardziej pełna: do tej pory miotają mną pozytywne emocje. Zresztą o ich poziomie niech świadczy takie sympatyczne zdjęcie:
Jest nieco ciemne, ale mam nadzieję oddaje temperaturę konwersacji (tu ja na zdjęciu z Bożenką).
Ten dzień minął nawet nie wiem kiedy, a adrenalina na samo wspomnienie rośnie do poziomu z soboty! Wspaniale było poznać Dziewczyny które znałam do tej pory tylko z nicków i takie które okazje miałam poznać dopiero w sobotę. Fantastycznym przeżyciem było dotykanie prac i podziwianie kunsztu i maesterii wykonania. Zadziwiała różnorodność technik, form, kolorów, wzorów. Mogłabym tak długo i namiętnie wymieniać. Z Yenulką nie mogłyśmy się nagadać do wieczora. Aż dziw jak mój 'terrorysta' to przyjął spokojnie ;)
Spotkanie było fantastyczne! Odświeżające! Emocjonujące! Do tej chwili mam przed oczami Autorów i prace utrwalone na tych zdjęciach: #1 i #2
Potem była już tylko nuda: podróż do Płocka do ciemnej nocy, na działkę. A tam czekała już na mnie Mama. W niedzielę rano po deszczu zrobiłyśmy obchód, zliczyłyśmy absolutnie priorytetowe rzeczy do zrobienia i poszłyśmy, nie omieszkam dodać że przybite ilością pracy, na kawę.
Po kawie zaczęło się od grabienia liści pod ławkami a skończyło na wypieleniu rabaty, posadzeniu jaśminowca i obsypaniu korą hektara części rabaty (to ta żywa zieleń na tle nowej kory). Minęło południe.....
Potem pozostała /dla odmiany oczywiście ;) / nudna, ciężka praca.... pielenie, sadzenie, obsypywanie, sadzenie, wynoszenie gruzu, zbieranie kamieni.
Mama posadziła hosty:
i wetknęłyśmy liliaka. Magnolię Mama posadziła kilka dni wcześniej.
Kilka dni wcześniej również dokończyła taką rabatkę, pokazaną w poprzednim poście w trakcie pracy:
Na koniec dnia Mama, ze wsparciem Młotkowego, wybrukowali stopień kamienny. Zdjęcia gotowego stopnia brak, ale dowód że praca była wykonywana jest:
**********
A do tego wszystkiego kilku bystrych Szpiegów ;) wyśledziło, że już od wczoraj nie jestem 30+ ale 30++. Ano, 12 maja roku pamiętnego urodziłam się i jakoś leci.
Przede wszystkim w sobotę odbyło się Wielkie Spotkanie Podlasko-Mazurskie w Białymstoku. Obszerne relacje już zostały zamieszczone przez:
Nie wiem już co miałabym napisać aby relacja była bardziej pełna: do tej pory miotają mną pozytywne emocje. Zresztą o ich poziomie niech świadczy takie sympatyczne zdjęcie:
Jest nieco ciemne, ale mam nadzieję oddaje temperaturę konwersacji (tu ja na zdjęciu z Bożenką).
Ten dzień minął nawet nie wiem kiedy, a adrenalina na samo wspomnienie rośnie do poziomu z soboty! Wspaniale było poznać Dziewczyny które znałam do tej pory tylko z nicków i takie które okazje miałam poznać dopiero w sobotę. Fantastycznym przeżyciem było dotykanie prac i podziwianie kunsztu i maesterii wykonania. Zadziwiała różnorodność technik, form, kolorów, wzorów. Mogłabym tak długo i namiętnie wymieniać. Z Yenulką nie mogłyśmy się nagadać do wieczora. Aż dziw jak mój 'terrorysta' to przyjął spokojnie ;)
Spotkanie było fantastyczne! Odświeżające! Emocjonujące! Do tej chwili mam przed oczami Autorów i prace utrwalone na tych zdjęciach: #1 i #2
Madziula, Krzysiu: dziękuję Wam! I liczę na więcej podobnych okazji :)
Potem była już tylko nuda: podróż do Płocka do ciemnej nocy, na działkę. A tam czekała już na mnie Mama. W niedzielę rano po deszczu zrobiłyśmy obchód, zliczyłyśmy absolutnie priorytetowe rzeczy do zrobienia i poszłyśmy, nie omieszkam dodać że przybite ilością pracy, na kawę.
Po kawie zaczęło się od grabienia liści pod ławkami a skończyło na wypieleniu rabaty, posadzeniu jaśminowca i obsypaniu korą hektara części rabaty (to ta żywa zieleń na tle nowej kory). Minęło południe.....
Potem pozostała /dla odmiany oczywiście ;) / nudna, ciężka praca.... pielenie, sadzenie, obsypywanie, sadzenie, wynoszenie gruzu, zbieranie kamieni.
Mama posadziła hosty:
i wetknęłyśmy liliaka. Magnolię Mama posadziła kilka dni wcześniej.
Kilka dni wcześniej również dokończyła taką rabatkę, pokazaną w poprzednim poście w trakcie pracy:
Na koniec dnia Mama, ze wsparciem Młotkowego, wybrukowali stopień kamienny. Zdjęcia gotowego stopnia brak, ale dowód że praca była wykonywana jest:
**********
A do tego wszystkiego kilku bystrych Szpiegów ;) wyśledziło, że już od wczoraj nie jestem 30+ ale 30++. Ano, 12 maja roku pamiętnego urodziłam się i jakoś leci.
Dostałam od Was mnóstwo życzeń! Bardzo, bardzo mnie zaskoczyły, bo się ze swoimi urodzinami nie afiszuję. I za wszystkie okrutnie Wam dziękuję! Dla Was dedykuję te oto kwiaty wiosenne, majowe, z własnego już ogródka:
I mam nadzieję że życzenia niedługo zaczną się realizować i wreszcie pokażę Wam jakieś robótki zamiast ogródkowych dokonań :D
P.S. w pracy z okazji urodzin dostałam świetny prezent (na razie tylko papierowy dowód zamówienia ... ;) ) . Mam nadzieję że już w poniedziałek jednak doleci z UK i wtedy się pochwalę :D
P.S.2 .... szydełkowej firanki kurakowej zostało 8 rządków ..... Oby do końca!
sobota, 8 maja 2010
Dziękuję
Dziękuję za miłe przyjęcie!
Blogspot nie jest mi obcy, bo jakby nie było bawiłyśmy się razem w Choinkowego SAL-a i teraz właśnie tutaj gości inicjatywa neeldepointowa. Ale wiecie jak trudno opuszczać własne kąty. Choćby były nieco zagrzybione i nieustawne nawet, to są to własne kąty. Chyba nie przepadam za zmianami.
Ale jestem dzielna i kopiuję wpisy z bloxa: po kilka dziennie i do końca roku dam radę ;)
Jutro czeka mnie dzień na który nie mogę się doczekać już od kilku tygodni: jedziemy na spotkanie z Białostockimi Szalonymi Robótkowiczkami. Krzysia TU pisała o spotkaniu i mnie nosi.
Upieczony sernik i zrobione napoleonki jako backup (bo co do sernika mam marne przeczucia :((() no i wiozę dwa pojemniki warzyw i gar dipu czosnkowego, do podjadania na słono.
A potem lecim na szczecin, czyli jak odstawię Yen w objęcia mężowzięcia, to kierunek Płock się kłania. I działeczka na której aktualnie pracuje moja Mother. Zobaczcie co wyczynia ta szalona Kobita:
Do miłego zobaczenia w poniedziałek!
Blogspot nie jest mi obcy, bo jakby nie było bawiłyśmy się razem w Choinkowego SAL-a i teraz właśnie tutaj gości inicjatywa neeldepointowa. Ale wiecie jak trudno opuszczać własne kąty. Choćby były nieco zagrzybione i nieustawne nawet, to są to własne kąty. Chyba nie przepadam za zmianami.
Ale jestem dzielna i kopiuję wpisy z bloxa: po kilka dziennie i do końca roku dam radę ;)
Jutro czeka mnie dzień na który nie mogę się doczekać już od kilku tygodni: jedziemy na spotkanie z Białostockimi Szalonymi Robótkowiczkami. Krzysia TU pisała o spotkaniu i mnie nosi.
Upieczony sernik i zrobione napoleonki jako backup (bo co do sernika mam marne przeczucia :((() no i wiozę dwa pojemniki warzyw i gar dipu czosnkowego, do podjadania na słono.
A potem lecim na szczecin, czyli jak odstawię Yen w objęcia mężowzięcia, to kierunek Płock się kłania. I działeczka na której aktualnie pracuje moja Mother. Zobaczcie co wyczynia ta szalona Kobita:
Do miłego zobaczenia w poniedziałek!
czwartek, 6 maja 2010
Teraz TU
Nadejszła wiekopomna chwila. Blox dziś nie działa od 18. U mnie nie działa od 19:30, tyle jestem w stanie potwierdzić bo o tej porze próbowałam go odpalić. Siedzę z palcem na F5 i odświeżam. I ciągle to:
I wiecie co???? Mam serdecznie dość. Już tyle osób pytało kiedy się przeniosę z bloxa i nie robiłam tego z powodu przywiązania do tamtego miejsca. Tyle czasu włożyłam w jego 'gładzenie', zabawę w zakładki, zdjęcia, linki ..... Ale to co dzisiaj się dzieje a do tego nadwyrężona cierpliwość Drogich mi Wirtualno-Realowych Dziewczyn przepełniła czarę goryczy.
Zostawiam za sobą kawał mojego życia: 2,5 roku. Wspólne emocje i przeżycia. Setki, a nawet tysiące komentarzy. Narodziny mojego Siostrzeńca, SAL Choinkowy, wpisy moje chałupkowe, narty i inne zdarzenia którymi się z Wami dzieliłam.
Niemniej żywię nadzieję że się tu zadomowię i ze będziecie mnie dalej odwiedzać.
I wiecie co???? Mam serdecznie dość. Już tyle osób pytało kiedy się przeniosę z bloxa i nie robiłam tego z powodu przywiązania do tamtego miejsca. Tyle czasu włożyłam w jego 'gładzenie', zabawę w zakładki, zdjęcia, linki ..... Ale to co dzisiaj się dzieje a do tego nadwyrężona cierpliwość Drogich mi Wirtualno-Realowych Dziewczyn przepełniła czarę goryczy.
Zostawiam za sobą kawał mojego życia: 2,5 roku. Wspólne emocje i przeżycia. Setki, a nawet tysiące komentarzy. Narodziny mojego Siostrzeńca, SAL Choinkowy, wpisy moje chałupkowe, narty i inne zdarzenia którymi się z Wami dzieliłam.
Niemniej żywię nadzieję że się tu zadomowię i ze będziecie mnie dalej odwiedzać.
ZAPRASZAM
Archiwum: Maj
Najpiękniejszy miesiąc roku - maj oczywiście - rozpoczął się nareszcie! Bardzo lubię zieleń drzew i krzewów w maju.
Uwielbiam kwiaty majowe wszelkiej maści: konwalie, bzy, kasztany, narcyzy, pierwiosnki, barwinki, serduszki, peonie, głogi i inne magnolie i brzozy. Dlatego bardzo się cieszę że na brzegu naszego lasu rosną brzozy właśnie. Teraz są cudnie ozdobione krzykliwą, ostrą zielenią cudnie kontrastującą z białą korą.

Uwielbiam kwiaty majowe wszelkiej maści: konwalie, bzy, kasztany, narcyzy, pierwiosnki, barwinki, serduszki, peonie, głogi i inne magnolie i brzozy. Dlatego bardzo się cieszę że na brzegu naszego lasu rosną brzozy właśnie. Teraz są cudnie ozdobione krzykliwą, ostrą zielenią cudnie kontrastującą z białą korą.
No dobra. Przyłapaliście mnie. Wygódka jeszcze nie została rozebrana, ale ładnie się komponuje z działką. Działka bez wygódki jest jakby ... niekompletna ;) Ale kiedyś ją rozbierzemy.
W sobotę pół dnia (do 20!!!) jeździłam na szmacie. Mycie okien po budowie, podłóg, łazienki , każdego drobiazgu .... to było wyzwanie. Ale satysfakcję mam ogromną! Szkoda tylko że jak siedziałam na szmacie pogoda była żarówiasta. I szkoda że już w najbliższy weekend znowu ekipa budowlana wchodzi na tydzień do domku ....
W poniedziałek za to było w kratkę: deszczyk, słońce, deszczyk, słońce. Pełłam zielsko z piaseczku, rozmawiałam z Sąsiadami, podotykałam i pozglądałam kąty działkowe. A to sprzwdziałam czy paprotki rosną, czy parzydło ma się dobrze, czy dęby posadzone późną jesienią żyją. A to górę ziemi z gruzu wstępnie przebrałam, pogrzebałam w piaseczku i perzu się pozbywałam. I uciekałam przed deszczem. I azalie opieliłam i każdy pączek obejrzałam. I azalie wszystkie zakwitną! A rododendrony niestety dwa nie będą miały kwiatków. Ale młode są, to mogą.
No to i zdęcia zrobiłam: oto rabatka pod tarasem. Widać tulipanów chmarę i zagubione na brzegu dwa hiacynty różwe. A przed nimi żurawki czerwone i jedną zieloną. Zielona żurawka wypuściła już trzy kwiatostany!
No i widać już że barierka jest na tarasie :D
A w tle muszę, bo się uduszę ..., pochwalić pięknym stopniem drewniano-kamiennym:
Produkt mojej Mammy oczywiście.
A tu druga rabatka. Ciemierniki, skalniaczki, tulipany i inne trzmieliny w stadium maleńkości:
A to pokażę Wam jeszcze pąki azalii Glowing Embers:
Będzie zdecydowanie ładniejsza jak zakwitnie na pomarańczowo, ale ponieważ to jej pierwszy rok na działce i pierwszy raz u nas zakwitnie to ja już doczekać się nie mogę. Tym bardziej że jak ją kupiłam miała trzy kwiatostany, a teraz ma ich chyba z 10! Na każdej gałązce rozwinie się burza ognisto-pomarańczowych kwiatuszków! No i czerwone azalie też będą kwitły :D
Teraz już znacznie częściej będę Was zanudzać takimi opowieściami o niczym - bo że pieliłam nic nie widać na tak zarośniętej działce, to i wydaje się że straciłam czas.
A robótek nie przybywa.
Ulikop - te znaki zapytania to był tajny kryptonim firanki. O TEJ. Głowa już jest, nowe cipaki też są. Tylko 16 brzegowych rządków brak. Masakra....
Dziewczyny, ja tam nie kłamię nic a nic: to dobieranie kolorów w needlepoincie to droga przez mękę i co jak co, ale ja więcej nie chcę. A że ładnie to wyszło przez przypadek. Laura Perin wcześniej ładnie dobrała do swojej pracy kolory to i mnie ładnie wyszło :) Bo od Laury podpatrzyłam kolorystykę :)
wtorek, 4 maja 2010
Archiwum: zniknęłam
zaginęłam w boju, ale znowu wracam. Zło zawsze wraca ;)
Zaczęła się wiosna, po ostatnim wyjeździe narciarskim pora wracać do rzeczywistości. Rzeczywistość w postaci działki piszczy aż miło. Ale o tym w kolejnym poście.
Żeby nie było się że się opierniczam, przedstawiam ile udało mi się w ciągu weekendu majówkowego wydziobać na działce. Znaczy dziobałam na materiale, ale siędząc na działce w 'salonie'. Dziś nadrobiłam zaległości z połowy kwietnia i całego maja. Czyli w SAL-u jestem bardzo na bieżąco. Chowam teraz robótkę do szafy na cały miesiąc i wyciągnę ją dopiero w czerwcu, kiedy to na stronie ANG znajdzie się publikacja części czerwcowej.
Teraz moja wersja SAL-a wygląda w całości i aktualnie następująco:
Zaczęła się wiosna, po ostatnim wyjeździe narciarskim pora wracać do rzeczywistości. Rzeczywistość w postaci działki piszczy aż miło. Ale o tym w kolejnym poście.
Żeby nie było się że się opierniczam, przedstawiam ile udało mi się w ciągu weekendu majówkowego wydziobać na działce. Znaczy dziobałam na materiale, ale siędząc na działce w 'salonie'. Dziś nadrobiłam zaległości z połowy kwietnia i całego maja. Czyli w SAL-u jestem bardzo na bieżąco. Chowam teraz robótkę do szafy na cały miesiąc i wyciągnę ją dopiero w czerwcu, kiedy to na stronie ANG znajdzie się publikacja części czerwcowej.
Teraz moja wersja SAL-a wygląda w całości i aktualnie następująco:
Nie oprę się też i zaproszę Was do obejrzenia innych pięknych prac na stronie Polski Needlepoint.
Dodatkowo jako robótkę wzięłam na działkę myszy i firankę. Obie prace wróciły w stanie wyjściowym, czyli progres "zerowy". Mysz będę kończyć w tym tygodniu. A firnaka??? Zostało mi 16 rzędów. Ratunku: tak niewiele a nie mogę się zabrać!
Ale zmobilizuję się, zmobilizuję, zmobilizuję. Jak już wybiorę lodówkę, klamki, światło do łazienki, kupimy drzwi itd.... Sezon wiosenny ma niestety swoje prawa i powoduje że działka dostaje pierwszeństwo :)
niedziela, 25 kwietnia 2010
Archiwum: Powrót
Sto lat mnie nie było, ale już jestem. Wróciłam cała i zdrowa, chwała Najwyższemu! Na ostatni tydzień uciekliśmy do zabitej dechami dziury w austriacko-włoskich Alpach. Ja pojeździłam na nartach a Nie-monż /z racji połamania obojczyka/ się poobijał, czyli: udawał-że-jest-bardzo-zajęty kiedy ja i pozostałe 99% turystów jeździło na nartach.
Co by zbędnie nie gadać, było tak:
Jeden dzień śnieg i mgła, cztery dni żarówka (=lampa) i jeden dzień mgły/chmury szalejące na wysokości 2700-3000m n.p.m. Cztery dni żarówki spowodowały że pomimo używania kremów z filtrem 50+, mam nos spalony na węgiel. Broda i usta są w nieco lepszym stanie, lecz z uwagi na tragiczny efekt końcowy chwilowo moich zdjęć nie będzie.
A jeździło się po sztruksiku cudnie. Sztruksik to TO:

Co by zbędnie nie gadać, było tak:

A jeździło się po sztruksiku cudnie. Sztruksik to TO:

Wreszcie mam pewność że podstawy carvingu mam opanowane. Teraz została kompensacja i inne zabawy śnieżne. To już na przyszły sezon zostawiam :) w końcu też muszę mieć co robić za rok na stoku ;)
W innym klimacie zwróciłam swoje myśli ku zupełnie odmiennym obszarom. I nie włączałam TV, co zdecydowanie poprawiło moją kondycję psychiczną.
Teraz idę spać. W końcu dziś od 6 rano już siedzieliśmy w samochodzie... Podróż zajęła 14h, ale było to 14 przyjemnych godzin. O czym później ;)
Wracam z przyjemnością do domu, robótkowania i innych drobiazgów. Musiałam tu zajrzeć przed snem aby sprawdzić co się dzieje.
Zaskoczyła mnie niezwykle pozytywnie ilość uczestników zabawy SAL-owej needlepointowej na BLOGU ! WOW!!! A myślałam że zainteresuje ją co najwyżej kilka osób. Tymczasem taki ruch na blogu że aż trudno uwierzyć!!! BARDZO SIĘ CIESZĘ !!! I zapraszam kolejnych chętnych: jak się okazuje można używać każdych materiałów do tego typu prac!!!
Zmykam spać - czytać będę jutro przy kawce :)))
sobota, 10 kwietnia 2010
Archiwum: Zaproszenie do SAL-a
tym razem needlepointowego :)
Wiecie że życie składa się z całej masy splotów okoliczności? Ktoś wymyślił nasze historie długo przed nami i tylko poprowadził nasze ścieżki aby się spotkały?
Tak umawiałyśmy się z Yen na spotkanie że na drodze stanęła nam Madziula. To już było nas trzy. Co trzy głowy to nie dwie, to dokoptowałyśmy czwartą. I tak powstało COŚ tak mystery, że dopiero teraz się pokazujemy.
*
Niniejszym chciałybyśmy zaprosić Was na nową stronę /blog/ poświęconą needlepointowi, a zainspirowaną zabawą SAL Stitch of the Month.
Całość można śledzić na stronie stowarzyszenia American Needlework Guild a tegoroczny projekt jest autorstwa Sue Reed.
Docelowo blog ma gromadzić osoby zainteresowane needlepointem w każdej postaci. Rozpoczęta zabawa ma służyć poznaniu techniki, ściegów, rodzajów nici, tkanin i akcesoriów. Jak sobie ułatwiać pracę, jak nie utrudniać, jak czasem nie warto iść na skróty bo potem trzeba pruć. Jak sobie radzić przy naszym ubogim polskim rynku pasmanteryjnym i jak to robią inni.
Ideą bloga jest, że kilka osób wyszywa ten sam projekt. Na początek, wybrałyśmy coś co nas zaciekawiło. Mamy już pomysły na następne zabawy, ale czekamy na Was, bo to ma być nie tylko nasz ale i Wasz blog.
Zachęcamy nie tylko do uczestnictwa w zabawie ale i do współtworzenia bloga! Chciałybyśmy, aby nabrał charakteru prawdziwego SAL-a, gdzie poza naszą trójcą prace i postępy prezentować będą również inne uczestniczki/uczestnicy zabawy.
Zapraszamy do odwiedzin i konstruktywnych uwag :)
Cudny bannerek jest zasługą AnnMargaret :)
Yenulka & Madziula & Aploch
*
Od siebie dodam że zbudowanie tego co już jest na blogu sprawiło nam wiele przyjemności i a im dalej w las tym bardziej zabawa jest porywająca :)))
Wiecie że życie składa się z całej masy splotów okoliczności? Ktoś wymyślił nasze historie długo przed nami i tylko poprowadził nasze ścieżki aby się spotkały?
Tak umawiałyśmy się z Yen na spotkanie że na drodze stanęła nam Madziula. To już było nas trzy. Co trzy głowy to nie dwie, to dokoptowałyśmy czwartą. I tak powstało COŚ tak mystery, że dopiero teraz się pokazujemy.
*
Niniejszym chciałybyśmy zaprosić Was na nową stronę /blog/ poświęconą needlepointowi, a zainspirowaną zabawą SAL Stitch of the Month.
Całość można śledzić na stronie stowarzyszenia American Needlework Guild a tegoroczny projekt jest autorstwa Sue Reed.
Docelowo blog ma gromadzić osoby zainteresowane needlepointem w każdej postaci. Rozpoczęta zabawa ma służyć poznaniu techniki, ściegów, rodzajów nici, tkanin i akcesoriów. Jak sobie ułatwiać pracę, jak nie utrudniać, jak czasem nie warto iść na skróty bo potem trzeba pruć. Jak sobie radzić przy naszym ubogim polskim rynku pasmanteryjnym i jak to robią inni.
Ideą bloga jest, że kilka osób wyszywa ten sam projekt. Na początek, wybrałyśmy coś co nas zaciekawiło. Mamy już pomysły na następne zabawy, ale czekamy na Was, bo to ma być nie tylko nasz ale i Wasz blog.
Zachęcamy nie tylko do uczestnictwa w zabawie ale i do współtworzenia bloga! Chciałybyśmy, aby nabrał charakteru prawdziwego SAL-a, gdzie poza naszą trójcą prace i postępy prezentować będą również inne uczestniczki/uczestnicy zabawy.
Zapraszamy do odwiedzin i konstruktywnych uwag :)
Yenulka & Madziula & Aploch
*
Od siebie dodam że zbudowanie tego co już jest na blogu sprawiło nam wiele przyjemności i a im dalej w las tym bardziej zabawa jest porywająca :)))
piątek, 9 kwietnia 2010
Archiwum: Mamy PRĄD!
Jak w temacie. Dotyczy oczywiście działki.
Co tu dużo pisać: każdy kto kiedykolwiek był pozbawiony tego cudu cywilizacji przez dłuższy czas, z ogromną ulgą wita zapaloną żarówkę.
A co dopiero jak się robi przedsięwzięcie budowlane???
Niesamowita ulga.
Przepraszam, ale ja MUSIAŁAM się z Wami podzielić tą informacją. To równie ważne wydarzenie jak wiecha czy oprawienie okien a we wszystkich tych momentach mi towarzyszyłyście.
Dziękuję :D
Co tu dużo pisać: każdy kto kiedykolwiek był pozbawiony tego cudu cywilizacji przez dłuższy czas, z ogromną ulgą wita zapaloną żarówkę.
A co dopiero jak się robi przedsięwzięcie budowlane???
Niesamowita ulga.
Przepraszam, ale ja MUSIAŁAM się z Wami podzielić tą informacją. To równie ważne wydarzenie jak wiecha czy oprawienie okien a we wszystkich tych momentach mi towarzyszyłyście.
Dziękuję :D
Archiwum: Bilans miesiąca
jest bardzo krótki i całkowicie niesatysfakcjonujący robótkowo.
1. od 7 marca nie zaczęłam żadnej pracy xxx.
No dobrze chodzą mi koguty po głowie i MTSA. Ale te łażące koguty na razie mi tylko wydeptały te tam zwojo-pagórki i mam płaski mózg. Płaski znaczy się bez powierzchni zdolnej do myślenia. Znaczy się jestem pełna pomysłów jak sprytna plastikowa Barbie albo watolinowy miś.
Jest pewna zaleta powyższego stanu (jak to brzmi !!!!): znalazłam więcej czasu dla domu, wzięłam się za siebie (nawet byłam kilka razy w sklepach z ciuchami!!!), byłam w kinie, przeczytałam książkę (na usprawiedliwienie powiem że baaardzo grubą) i jeszcze jedną książkę, wypiłam kilka butelek wina. Miało być "dla zdrowotności" - a wyszło jak alkoholizm ;)
Wadą powyższego rozwiązania jest to że do pary z kogutami łażą zakupy nitkowo-materiałowe. I po co mi to skoro mam pełne cztery pudła nitek????
2. skończyłam wyszywać 8. z 12 myszy na kalendarzu RR. Ta mysz mnie po prostu nerwowo wykończyła. Ale jest zrobiona. Teraz już 'z górki' - zostały tylko cztery sztuki :)))
3. Przypomniałam sobie o firance szydełkowej i ją wyciągnęłam. Może wreszcie ją skończę przed wakacjami skoro domek zaczyna nabierać kształtów i co raz bliżej wykończenia wnętrz???
4. Robię za to COŚ. Coś co nie jest krzyżykowe, ani szydełkowe ani nawet drutowe. Jest igłowe i ilość inwencji i czasu jaki poświęciłam na własny dobór kolorów (całych trzech) mnie:
Zatem już za chwilę, już za momencik premiera. Żeby nie było że całkowiecie pokryłam kurzem igłę. Będzie RÓŻOWO! Nie oczekuję że pokochacie różowy. Ale może będziecie bardziej kreatywne ode mnie i użyjecie innych kolorów???
Najbardziej pozytywne z tego wszystkie są wiadomości poświąteczne: od dziś mamy zrobione przyłącze energetyczne do działki!!!! Jutro będzie licznik i PRĄD!!!! Najprawdziwszy, nasz,własny i osobisty PRĄD!!!! Oj. Oczy mi zwilgotniały od wzruszenia.
1. od 7 marca nie zaczęłam żadnej pracy xxx.
No dobrze chodzą mi koguty po głowie i MTSA. Ale te łażące koguty na razie mi tylko wydeptały te tam zwojo-pagórki i mam płaski mózg. Płaski znaczy się bez powierzchni zdolnej do myślenia. Znaczy się jestem pełna pomysłów jak sprytna plastikowa Barbie albo watolinowy miś.
Jest pewna zaleta powyższego stanu (jak to brzmi !!!!): znalazłam więcej czasu dla domu, wzięłam się za siebie (nawet byłam kilka razy w sklepach z ciuchami!!!), byłam w kinie, przeczytałam książkę (na usprawiedliwienie powiem że baaardzo grubą) i jeszcze jedną książkę, wypiłam kilka butelek wina. Miało być "dla zdrowotności" - a wyszło jak alkoholizm ;)
Wadą powyższego rozwiązania jest to że do pary z kogutami łażą zakupy nitkowo-materiałowe. I po co mi to skoro mam pełne cztery pudła nitek????
2. skończyłam wyszywać 8. z 12 myszy na kalendarzu RR. Ta mysz mnie po prostu nerwowo wykończyła. Ale jest zrobiona. Teraz już 'z górki' - zostały tylko cztery sztuki :)))
3. Przypomniałam sobie o firance szydełkowej i ją wyciągnęłam. Może wreszcie ją skończę przed wakacjami skoro domek zaczyna nabierać kształtów i co raz bliżej wykończenia wnętrz???
4. Robię za to COŚ. Coś co nie jest krzyżykowe, ani szydełkowe ani nawet drutowe. Jest igłowe i ilość inwencji i czasu jaki poświęciłam na własny dobór kolorów (całych trzech) mnie:
- zmotywował
- a potem zniechęcił
- potem spowodował dołek mentalny uświadomieniem sobie całkowitej dysfunkcji plastycznej
- a na końcu wpędził w rezygnację i kompletny marazm co doprowadziło do najbardziej prawdopodobnego z końców:
- machnełam ręką, olałam wysiłki, wzięłam co było i będzie co będzie.
Zatem już za chwilę, już za momencik premiera. Żeby nie było że całkowiecie pokryłam kurzem igłę. Będzie RÓŻOWO! Nie oczekuję że pokochacie różowy. Ale może będziecie bardziej kreatywne ode mnie i użyjecie innych kolorów???
Najbardziej pozytywne z tego wszystkie są wiadomości poświąteczne: od dziś mamy zrobione przyłącze energetyczne do działki!!!! Jutro będzie licznik i PRĄD!!!! Najprawdziwszy, nasz,własny i osobisty PRĄD!!!! Oj. Oczy mi zwilgotniały od wzruszenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

