Czas na pierwszą pracę skończoną w 2017 roku.
Nie na darmo doszłam do wniosku że ten rok będzie rokiem UFOków.
Wreszcie mam chwilę i warunki na ukończenie takich szufladowych projektów.
Choć ten taki zupełnie szufladowy nie jest. Był w ciągłym użytku, niewykończony.
A historia UFO sięga aż... 2014. Wtedy Karolina z B-Craft opublikowała swój autorski schemat PP maszyny do szycia. Zapałałam miłością od pierwszego wejrzenia - przecież to był mój Singer jak byk!
Również w tym czasie na mojej maszynie rozleciała się (dosłownie rozpadła w proch) plastikowa pokrywa. Postanowiłam uszyć motyw PP wg Karoliny i wkomponować go w nowe przykrywadło do mojego osobistego Singera.
Szycie bloku było bezproblemowe.
Gorzej poszło z wkomponowaniem w wymyśloną pokrywę, ale i tutaj jakoś sobie poradziłam.
Potem pikowanie
i sygnatura 2014:
Ostatecznie: cięcie żeby wymodelować kształt pokrowca.
Trochę się naskakałam po podłodze....
Szycie i gotowe.
I w takim sobie oto stanie bezlamówkowym ochraniacz spełniał funkcję nieco ponad dwa lata.
Aż podczas przeprowadzki, albo raczej podczas urządzania swojego pokoju odnalazłam lamówkę którą wtedy przygotowałam!
Odnalezionej już z ręki nie wypuściłam i natychmiast doszyłam.
Teraz praca jest kompletna i mogę uznać, że jest zakończona.
Na koniec: nie śmiać się proszę! 3 lata robiłam pracę a utknęła na lamówce.
Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień!
Tak to wchodzę już z pracami zakończonymi w 2017 roku.
wtorek, 14 marca 2017
sobota, 4 marca 2017
Aix galericulata na pomarańczowo oczywiście
Właśnie wróciłam z wernisażu prac konkursowych i wystawowych
"Pomarańczowo mi.." organizowanego przez Stowarzyszenie Polskiego Patchworku i Fiskars.
Jestem pełna emocji, radości, uśmiechnięta, wygadana, naładowana pozytywnymi emocjami! Dziękuję Wam za piękny czas!
Prace nagrodzone zrobiły na wszystkich ogromne wrażenie! Zapraszam do zapoznania się z wynikami konkursu i zdjęciami prac nagrodzonych na stronie Stowarzyszenia:
WYNIKI KONKURSU.
Wszystkim Autorkom prac gratuluję serdecznie bo stworzyłyście dzieła!
Ilość odcieni pomarańczowego, różnorodność stylów (artyzm, klasyka, modern), różnorodnść struktur - wszystko było. Będę smakować kolory jeszcze długo!
A ja? Ja też zgłosiłam swoją pracę.
Na pewno znacie i widzieliście nie raz te kolorowe śliczności:
Mandarynki.
Właśnie te filigranowe, kolorowe cuda natury stały się dla mnie inspiracją do uszycia quiltu na konkurs.
Szycie go wymagało ode mnie podejścia do flying gees. A bardzo się do nich zraziłam wykonując pierwsze kroki w patchworku.
Teraz koncepcja była tak silna że przezwyciężyła niechęć i obawy. W sumie top szyłam kilka godzin.
Pikowanie to cała historia.
Sam projekt zajął mi dzień. Wykorzystałam do tego komputer, programy graficzne. I to było dobre! Bo pozwoliło mi spojrzeć na tę pracę z innej strony i wyznaczyć inne linie podziału niż gdy patrzyłam na samą pracę.
Pikowanie sprawiło mi bardzo dużo radości. Zarówno sama praca jak i uzyskiwany efekt.
I nawet mój mały Singer nie zbiesił się przy tej pracy a był najsłabszym ogniwem całego planu.
Tak powstały kaczki. Chociaż w konkursie nie zrobiły wrażenia na jury ani na głosujących to dla mnie nadal są top one!
Podczas wernisażu usłyszałam wiele bardzo miłych słów i tym razem skromna nie byłam. Pękałam z dumy :D
Dane techniczne:
Rozmiar: 72 x 72 cm
Tkaniny: solidy polskie & Kona
Wypełnienie: poliester 180g/m2 z kiltowo.pl
Autor wzoru i pikowania & wykonanie: Aploch
Jestem pełna emocji, radości, uśmiechnięta, wygadana, naładowana pozytywnymi emocjami! Dziękuję Wam za piękny czas!
Prace nagrodzone zrobiły na wszystkich ogromne wrażenie! Zapraszam do zapoznania się z wynikami konkursu i zdjęciami prac nagrodzonych na stronie Stowarzyszenia:
WYNIKI KONKURSU.
Wszystkim Autorkom prac gratuluję serdecznie bo stworzyłyście dzieła!
Ilość odcieni pomarańczowego, różnorodność stylów (artyzm, klasyka, modern), różnorodnść struktur - wszystko było. Będę smakować kolory jeszcze długo!
A ja? Ja też zgłosiłam swoją pracę.
Na pewno znacie i widzieliście nie raz te kolorowe śliczności:
Mandarynki.
Właśnie te filigranowe, kolorowe cuda natury stały się dla mnie inspiracją do uszycia quiltu na konkurs.
Szycie go wymagało ode mnie podejścia do flying gees. A bardzo się do nich zraziłam wykonując pierwsze kroki w patchworku.
Teraz koncepcja była tak silna że przezwyciężyła niechęć i obawy. W sumie top szyłam kilka godzin.
Pikowanie to cała historia.
Sam projekt zajął mi dzień. Wykorzystałam do tego komputer, programy graficzne. I to było dobre! Bo pozwoliło mi spojrzeć na tę pracę z innej strony i wyznaczyć inne linie podziału niż gdy patrzyłam na samą pracę.
Pikowanie sprawiło mi bardzo dużo radości. Zarówno sama praca jak i uzyskiwany efekt.
I nawet mój mały Singer nie zbiesił się przy tej pracy a był najsłabszym ogniwem całego planu.
Tak powstały kaczki. Chociaż w konkursie nie zrobiły wrażenia na jury ani na głosujących to dla mnie nadal są top one!
Podczas wernisażu usłyszałam wiele bardzo miłych słów i tym razem skromna nie byłam. Pękałam z dumy :D
Dane techniczne:
Rozmiar: 72 x 72 cm
Tkaniny: solidy polskie & Kona
Wypełnienie: poliester 180g/m2 z kiltowo.pl
Autor wzoru i pikowania & wykonanie: Aploch
czwartek, 23 lutego 2017
Pocztówki ze Szwecji
i nie chodzi o podróż, choć tę chętnie bym odbyła.
Ten post będzie miał duuużo zdjęć.
We wrześniu uszyłam top Pocztówek. I zgodnie z zapowiedzią zdążyłam go skończyć na Jasia urodziny, czyli na 14 października :D
A było to tak: termin goni, ja nie mam warunków do skończenia (czasy mieszkania jeszcze).
Zatem doszłam do porozumienia z moją Mamą iż u Niej na salonach wykończę quilt.
Zapakowałam cały majdan szyjący, włącznie z moim osobistym żelazkiem wielkiej mocy.
Otorbiona stałam przy windzie kiedy zadzwoniła Agnieszka z Wytwórni Śliczności i w krótkich żołnierskich słowach zażądała natychmiastowego stawienia się z żelazkiem na Pradze.
Normalnie telepatia..... Zamiast do Mamy pojechałam na Pragę.
Akurat ktoś pikował na longarmie więc poczekałam. A potem nadziałyśmy mój top na ramy i w godzinę z okładem wypikowałyśmy.
Domyślacie się że samo skanapkowanie zajęłoby mi tyle czasu a pikowanie na domówce trwałoby cały dzień jak nic.
Longarm zbawiennym jest. I szczerze polecam bo oszczędza kolana, nerwy i czas.
Ostatecznie zdążyłam z lamówką i na 4 urodziny mój Jasiek, wielbiciel kolorów, dostał "Postcards from Sweden" z małą modyfikacją ode mnie. Ta modyfikacja to jeszcze jeden rządek bloków, na samym dole.
Dlaczego?
Bo zostały mi bloki z szycia quiltu i postanowiłam dobić do rozmiaru 2m. Bo każde porządne dorosłe łóżko ma rozmiar 2m. Zatem potraktowałam quilt rozwojowo. A jak Jasiek "wyrośnie" z kolorów (co jest wielce prawdopodobne) przygarnę go dla siebie i nie oddam!!!!
A teraz uwaga: dużo zdjęć. Bo kocham te kolory. I kocham ten quilt.
Materiały: Kona solids; kompletowanie w kilku sklepach w Polsce i UK.
A tutaj w użyciu codziennym:
Wraz z poduszką z którą się nie rozstaje. Tutaj o tym jak powstała.
Ten post będzie miał duuużo zdjęć.
We wrześniu uszyłam top Pocztówek. I zgodnie z zapowiedzią zdążyłam go skończyć na Jasia urodziny, czyli na 14 października :D
A było to tak: termin goni, ja nie mam warunków do skończenia (czasy mieszkania jeszcze).
Zatem doszłam do porozumienia z moją Mamą iż u Niej na salonach wykończę quilt.
Zapakowałam cały majdan szyjący, włącznie z moim osobistym żelazkiem wielkiej mocy.
Otorbiona stałam przy windzie kiedy zadzwoniła Agnieszka z Wytwórni Śliczności i w krótkich żołnierskich słowach zażądała natychmiastowego stawienia się z żelazkiem na Pradze.
Normalnie telepatia..... Zamiast do Mamy pojechałam na Pragę.
Akurat ktoś pikował na longarmie więc poczekałam. A potem nadziałyśmy mój top na ramy i w godzinę z okładem wypikowałyśmy.
Domyślacie się że samo skanapkowanie zajęłoby mi tyle czasu a pikowanie na domówce trwałoby cały dzień jak nic.
Longarm zbawiennym jest. I szczerze polecam bo oszczędza kolana, nerwy i czas.
Ostatecznie zdążyłam z lamówką i na 4 urodziny mój Jasiek, wielbiciel kolorów, dostał "Postcards from Sweden" z małą modyfikacją ode mnie. Ta modyfikacja to jeszcze jeden rządek bloków, na samym dole.
Dlaczego?
Bo zostały mi bloki z szycia quiltu i postanowiłam dobić do rozmiaru 2m. Bo każde porządne dorosłe łóżko ma rozmiar 2m. Zatem potraktowałam quilt rozwojowo. A jak Jasiek "wyrośnie" z kolorów (co jest wielce prawdopodobne) przygarnę go dla siebie i nie oddam!!!!
A teraz uwaga: dużo zdjęć. Bo kocham te kolory. I kocham ten quilt.
Dane techniczne:
Rozmiar: 155 x 200 cm.Materiały: Kona solids; kompletowanie w kilku sklepach w Polsce i UK.
Bloki: 192 HST o rozmiarze 5,5"
Wypełnienie: bawełniane 150 g/m2 z Kiltowo
Plecy: tkanina BRITTEN NUMMER z IKEA
Pikowanie: z wolnej ręki, na longarm Bernina; Agnieszka z Wytwórni Śliczności & mła.A tutaj w użyciu codziennym:
Wraz z poduszką z którą się nie rozstaje. Tutaj o tym jak powstała.
niedziela, 19 lutego 2017
Kilka słów i kalendarz nr 2
Jeszcze tak długiej przerwy na blogu nie miałam. 8 grudnia - 19 luty - ponad dwa miesiące!
Wydaje się że tylko dwa a ileż się wydarzyło w tym czasie.
Ostatni kwartał roku angażował nas mocno w domu - to nie ot takie sobie wytarte stwierdzenie - nie co rok człowiek kończy budowę. A my byliśmy na tym właśnie etapie.
W końcu, po wielu perypetiach i (jak to często bywa) przeprawach z wykonawcami ostatecznie 20 grudnia rozpoczęliśmy przeprowadzkę do nowego domu, zwieńczoną Wigilią rodzinną.
Przyznam, że gdyby nie obie Mamy i ich wydatny udział w przygotowaniu kolacji zginęlibyśmy z kretesem i podali chyba bułki z dżemem. Lub ewentualnie makaron z serem i śmietaną ;)
Pierwsze tygodnie po przeprowadzce to była walka z mrozem i naszą instalacją grzewczą którą konfigurowaliśmy w locie, testując jej możliwości na naszej osobistej skórze.
Co skończyło się zakupem kilku ciepłych kamizelek i bezwzględnym zakazem chodzenia na bosaka.
Teraz temperatura w domu zaczyna się stabilizować na przyjemnym poziomie a my jesteśmy już w coraz mniejszym stopniu zaskakiwani różnymi niespodziankami ;)
Nawet Kocica, po 3 tygodniach męki siebie i nas, w końcu otrzaskała się z nowym miejscem. Wykurował się jej system trawienny i wreszcie przestała miauczeć w nocy (przez pierwsze trzy noce Pan domu oprowadzał ją po domu ... jak na spacerze :D )
Tak więc finalnie, "już" po około 5 tygodniach ukończyliśmy przeprowadzkę z mieszkania zabierając ostatnie pokłady ubrań i butów oraz innych "niezwykle-potrzebnych-nagromadzonych-latami-przydasi". Zwaliliśmy to wszystko do kartonów i teraz łapiemy oddech finansowy żeby zamówić szafy.
Ponadto nasze myśli a moje fizyczne siły już od około października zaprzątał dodatkowy temat a mianowicie Drugi. Drugi pojawi się w maju/czerwcu. I cieszę się że dopiero wtedy bo mam jeszcze kilka miesięcy względnego spokoju na realizowanie projektów szyciowych w czasie gdy Jasiek dzielnie uczestniczy w zajęciach przedszkolnych.
Ale pomimo tak napiętego czasu prywatnego + regularnej pracy, szyłam i nie poddawałam się. Teraz czas na kilka publikacji tego co wydarzyło się w tzw "międzyczasie".
Nowy rok będzie dobry szyciowo (tak sobie życzę) bo będzie obfitował w prace wykończone.
Po pierwsze wreszcie mam własny pokój do szycia (youpi!!!!!) i tak zostanie jeszcze przez kilka lat. Po drugie te 2-3 miesiące zamierzam szyć. I nie żeby było inaczej. Nie przewiduję innej opcji.
Wyciągam z szuflad kolejne topy skazane na wykończenie a spakowane z powodu braku miejsca na zrobienie kanapki. Są też zupełnie nowe projekty. A i Żonę w końcu wyciągnę - chciałabym podgonić ilość bloków.
Na pierwszy ogień idzie prezentacja Kalendarza nr 2.
W zasadzie, chronologicznie rzecz ujmując to był on pierwszy. Jednak z powodu tego iż kalendarz szyty jako Dwójka musiał natychmiast iść do ludzi, a w zasadzie Panienek, dostał pierwszeństwo sesji foto i wpis.
Jedynka, przeznaczona dla Jaśka mojego, czekała na sesję aż dwa miesiące.
Kalendarz adwentowy kupiłam już w grudniu 2015 w Seven Sisters. Niestety, w tamtym czasie nie zdążyłam go uszyć - i tak była połowa grudnia jak go zamówiłam....
W roku 2016 postanowiłam ambitnie już w listopadzie wyciągnąć go na światło dzienne. I tak też się stało.
Przez ten rok straciłam trochę do niego zapał, zwłaszcza gdy zobaczyłam w ofercie Craftfabric cudnej urody kalendarze Dashwood Studio....
No trudno - kupiłam sobie kilka Dashwoodów do uszycia w 2017 roku ;) A tymczasem walczyłam z tym co miałam.
Szycie było przyjemne, prawie wg instrukcji załączonej do panela. Prawie.
Otóż producent/projektant zalecał aby cały kalendarz uszyć w całości jako top, potem zszyć z wypełnieniem i plecami po brzegu , wywinąć jak podszewkę i myk, mamy gotowy kalendarz.
Uznałam że to bzdura.
Przy rozmiarze 50 x 50 cm, cokolwiek włożone do kieszonki będzie powodowało deformację kształtu kalendarza (odstawanie wierzchniej warstwy). A przecież wieszadło powinno stanowić zwartą całość!
Zatem nie bez żalu dokonałam modyfikacji. Przed przyszyciem kieszonek, najpierw zszyłam top + wypełnienie + plecy kilkoma przeszyciami (użyłam jako linii prowadzących drewniane "okiennice").
Dopiero do tak przygotowanej kanapki naszywałam kieszenie JEDNOCZEŚNIE pikując cały quilt.
W tej sytuacji po przyszyciu kieszonek, kalendarz/makatka był gotowy. Jeszcze lamówka i prezenty - niespodzianki zaczęły pojawiać się od 2 grudnia w kieszonkach.
Kieszonki są dość wąskie - ot na dwie gumy mamba najwyżej. Jednego cukierka. Nie mają zakładek jak w kalendarzu nr 1.
Do tego złocenia które niekoniecznie są w mojej stylistyce. Trudno, przeżyłam. Lepiej skończone niż perfekcyjne.
Dane techniczne:
Panel: RAPHAEL; sklep: Seven Sisters
Wkład: wypełnienie poliestrowe 180g/m2; sklep: Kiltowo
Plecy: złote kropeczki na kremowym; sklep: Ładne Tkaniny
I to by było na tyle - jak mawia Tosia i Tymek, ulubieni bohaterowie Jaśka.
Pozdrawiam serdecznie z wygnania i powrotu blogowego :D
P.S. Zawsze jak robię podsumowanie materiałów na swoje prace widzę jaki mam misz-masz zakupowy. Podziwiam quilterki które potrafią uszyć quilt z jednej kolekcji wykonując zakupy w jednym sklepie.
Wydaje się że tylko dwa a ileż się wydarzyło w tym czasie.
Ostatni kwartał roku angażował nas mocno w domu - to nie ot takie sobie wytarte stwierdzenie - nie co rok człowiek kończy budowę. A my byliśmy na tym właśnie etapie.
W końcu, po wielu perypetiach i (jak to często bywa) przeprawach z wykonawcami ostatecznie 20 grudnia rozpoczęliśmy przeprowadzkę do nowego domu, zwieńczoną Wigilią rodzinną.
Przyznam, że gdyby nie obie Mamy i ich wydatny udział w przygotowaniu kolacji zginęlibyśmy z kretesem i podali chyba bułki z dżemem. Lub ewentualnie makaron z serem i śmietaną ;)
Pierwsze tygodnie po przeprowadzce to była walka z mrozem i naszą instalacją grzewczą którą konfigurowaliśmy w locie, testując jej możliwości na naszej osobistej skórze.
Co skończyło się zakupem kilku ciepłych kamizelek i bezwzględnym zakazem chodzenia na bosaka.
Teraz temperatura w domu zaczyna się stabilizować na przyjemnym poziomie a my jesteśmy już w coraz mniejszym stopniu zaskakiwani różnymi niespodziankami ;)
Nawet Kocica, po 3 tygodniach męki siebie i nas, w końcu otrzaskała się z nowym miejscem. Wykurował się jej system trawienny i wreszcie przestała miauczeć w nocy (przez pierwsze trzy noce Pan domu oprowadzał ją po domu ... jak na spacerze :D )
Tak więc finalnie, "już" po około 5 tygodniach ukończyliśmy przeprowadzkę z mieszkania zabierając ostatnie pokłady ubrań i butów oraz innych "niezwykle-potrzebnych-nagromadzonych-latami-przydasi". Zwaliliśmy to wszystko do kartonów i teraz łapiemy oddech finansowy żeby zamówić szafy.
Ponadto nasze myśli a moje fizyczne siły już od około października zaprzątał dodatkowy temat a mianowicie Drugi. Drugi pojawi się w maju/czerwcu. I cieszę się że dopiero wtedy bo mam jeszcze kilka miesięcy względnego spokoju na realizowanie projektów szyciowych w czasie gdy Jasiek dzielnie uczestniczy w zajęciach przedszkolnych.
Ale pomimo tak napiętego czasu prywatnego + regularnej pracy, szyłam i nie poddawałam się. Teraz czas na kilka publikacji tego co wydarzyło się w tzw "międzyczasie".
Nowy rok będzie dobry szyciowo (tak sobie życzę) bo będzie obfitował w prace wykończone.
Po pierwsze wreszcie mam własny pokój do szycia (youpi!!!!!) i tak zostanie jeszcze przez kilka lat. Po drugie te 2-3 miesiące zamierzam szyć. I nie żeby było inaczej. Nie przewiduję innej opcji.
Wyciągam z szuflad kolejne topy skazane na wykończenie a spakowane z powodu braku miejsca na zrobienie kanapki. Są też zupełnie nowe projekty. A i Żonę w końcu wyciągnę - chciałabym podgonić ilość bloków.
Na pierwszy ogień idzie prezentacja Kalendarza nr 2.
W zasadzie, chronologicznie rzecz ujmując to był on pierwszy. Jednak z powodu tego iż kalendarz szyty jako Dwójka musiał natychmiast iść do ludzi, a w zasadzie Panienek, dostał pierwszeństwo sesji foto i wpis.
Jedynka, przeznaczona dla Jaśka mojego, czekała na sesję aż dwa miesiące.
Kalendarz adwentowy kupiłam już w grudniu 2015 w Seven Sisters. Niestety, w tamtym czasie nie zdążyłam go uszyć - i tak była połowa grudnia jak go zamówiłam....
W roku 2016 postanowiłam ambitnie już w listopadzie wyciągnąć go na światło dzienne. I tak też się stało.
Przez ten rok straciłam trochę do niego zapał, zwłaszcza gdy zobaczyłam w ofercie Craftfabric cudnej urody kalendarze Dashwood Studio....
No trudno - kupiłam sobie kilka Dashwoodów do uszycia w 2017 roku ;) A tymczasem walczyłam z tym co miałam.
Szycie było przyjemne, prawie wg instrukcji załączonej do panela. Prawie.
Otóż producent/projektant zalecał aby cały kalendarz uszyć w całości jako top, potem zszyć z wypełnieniem i plecami po brzegu , wywinąć jak podszewkę i myk, mamy gotowy kalendarz.
Uznałam że to bzdura.
Przy rozmiarze 50 x 50 cm, cokolwiek włożone do kieszonki będzie powodowało deformację kształtu kalendarza (odstawanie wierzchniej warstwy). A przecież wieszadło powinno stanowić zwartą całość!
Zatem nie bez żalu dokonałam modyfikacji. Przed przyszyciem kieszonek, najpierw zszyłam top + wypełnienie + plecy kilkoma przeszyciami (użyłam jako linii prowadzących drewniane "okiennice").
Dopiero do tak przygotowanej kanapki naszywałam kieszenie JEDNOCZEŚNIE pikując cały quilt.
W tej sytuacji po przyszyciu kieszonek, kalendarz/makatka był gotowy. Jeszcze lamówka i prezenty - niespodzianki zaczęły pojawiać się od 2 grudnia w kieszonkach.
Kieszonki są dość wąskie - ot na dwie gumy mamba najwyżej. Jednego cukierka. Nie mają zakładek jak w kalendarzu nr 1.
Do tego złocenia które niekoniecznie są w mojej stylistyce. Trudno, przeżyłam. Lepiej skończone niż perfekcyjne.
Dane techniczne:
Panel: RAPHAEL; sklep: Seven Sisters
Wkład: wypełnienie poliestrowe 180g/m2; sklep: Kiltowo
Plecy: złote kropeczki na kremowym; sklep: Ładne Tkaniny
I to by było na tyle - jak mawia Tosia i Tymek, ulubieni bohaterowie Jaśka.
Pozdrawiam serdecznie z wygnania i powrotu blogowego :D
P.S. Zawsze jak robię podsumowanie materiałów na swoje prace widzę jaki mam misz-masz zakupowy. Podziwiam quilterki które potrafią uszyć quilt z jednej kolekcji wykonując zakupy w jednym sklepie.
czwartek, 8 grudnia 2016
Kalendarz nr 1
Tytuł w zasadzie jest jasny. Będzie również drugi kalendarz, jak zrobię zdjęcia.
Ten poniższy uszyłam dla Córek Koleżanki.
Pierwotnie miałyśmy szyć razem, ale paczka nie zdążyła przyjść na czas i ostatni termin wspólny minął.
Uszyłam sama, ale nie ominie Koleżanki szkolenie z szycia bawełny. Bo przecież nie można szyć dresówki cały czas i trzeba wreszcie zrobić krok w kierunku osiągnięcia kolejnego levelu.
Skończyłam w związku z tym na początku grudnia. Trudno. Jeszcze trzy tygodnie się przyda.
W końcu to trzy tygodnie słodyczy i innych przyjemności dla dzieci stanowczo wystarczy.
| Festive Friends z Craftfabric |
- panel Festive Friends (kupiony w Craftfabric)
- wypełnienie poliestrowe 180 g/m2 (kupione w Kiltowo)
- na plecy bawełna jasno szara z zapasów
- lamówka: Kona Cotton kolor Lipstick
Wymiar: 22" x 23"
I gdyby mnie ktoś zapytał (a przecież może paść takie pytanie) jaki wg mnie jest najbardziej bożonarodzeniowy kolor czerwony to odpowiem: Lipstick Kony. To jest czerwień iście świąteczna.
Teraz będzie dużo zdjęć - wybaczcie. Ta tkanina i nadruki mnie zaczarowały.
I teraz detale. Oto jak przyszyte są kieszenie. To rzędy 5 obrazków, nadrukowane w pewnej odległości od siebie. Trzeba było je zaprasować (zapasy między nadrukami) i podszyć brzegi. A następnie naszyć je na panel. Tutaj widać o co chodzi.
Muszę przyznać że wyszło bardzo ładnie. Ale i obrazki na panelu są po prostu urocze. Nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu szyjąc kalendarz.
A jak u Was przygotowania do świąt?
Nasze są intensywne. W końcu na budowie ruszyły prace wykończeniowe (gładzie, gipsy i malowanie ścian) oraz zaplanowane są montaże drzwi wewnętrznych, kuchni, mebli w pokojach.
Wprowadzka akurat szykuje się na 21-23 grudnia.
Kciuki proszę.
środa, 9 listopada 2016
Moje TOP5 darmowych wzorów
Dwa dni temu Ela Zeman (BLOG) napisała świetny post o Jej własnych TOP5 darmowych wzorów quiltowych (POST).
Postanowiłam i ja podzielić się swoimi ostatnimi odkryciami. Bo skoro wzory te są FREE i można ich użyć legalnie, bez konsekwencji, a do tego są śliczne, dlaczego nie szerzyć o nich wiedzy i nie doceniać projektanta?
Zaczynamy!
WZÓR 1
Tytuł: Postcards from Sweden
Autor: Jeliquilts
Link: http://jeliquilts.blogspot.com/2014/07/postcard-from-sweden-aka-ikea-hst-quilt.html (wzór podlinkowny w poście)
Tak, ten uszyłam dla Jaśka. I wciąż, niezmiennie baaardzo mi się podoba :)
WZÓR 2
Tytuł: Fox quilt
Autor: Shwin&Shwin
Link: http://shwinandshwin.com/2016/07/fox-quilt-free-pdf-pattern.html
Z tego wzoru już skorzystałam i powstał top na pomarańczowego lisa. Lis w wersji zielonej się wyciął i czeka na cudowne zszycie ;)
WZÓR 3
Tytuł: World Map
Autor: Shwin&Shwin
Link: http://shwinandshwin.com/2014/03/world-map-quilt-home-sewn-series.html
W kolejce TO DO.
WZÓR 4
Tytuł: Hipster Cat
Autor: Shwin&Shwin
Link: http://shwinandshwin.com/2015/01/hipster-cat-quilt-free-pdf-pattern.html
WZÓR 5
Tytuł: Butterfly Charm block
Autor: Lillyella
Link: https://lillyella.com/2015/09/02/butterfly-charm-block-paper-piecing-patterns/
Ten ostatni link to jakieś szaleństwo z mojej strony: ja nie przepadam za motylami! Ale wzór jest prosty i w tym wydaniu kolorystycznym po prostu mnie urzekł.
I jeszcze: Podrasowałam ostatni tutorial "lisi" na Freezer Ppaer tak żeby uwzględniał lewe-prawe strony tkanin. Wiem że dla osób które nie mają wyobraźni przestrzennej to cenna wskazówka.
Postanowiłam i ja podzielić się swoimi ostatnimi odkryciami. Bo skoro wzory te są FREE i można ich użyć legalnie, bez konsekwencji, a do tego są śliczne, dlaczego nie szerzyć o nich wiedzy i nie doceniać projektanta?
Zaczynamy!
WZÓR 1
Tytuł: Postcards from Sweden
Autor: Jeliquilts
Link: http://jeliquilts.blogspot.com/2014/07/postcard-from-sweden-aka-ikea-hst-quilt.html (wzór podlinkowny w poście)
Tak, ten uszyłam dla Jaśka. I wciąż, niezmiennie baaardzo mi się podoba :)
WZÓR 2
Tytuł: Fox quilt
Autor: Shwin&Shwin
Link: http://shwinandshwin.com/2016/07/fox-quilt-free-pdf-pattern.html
Z tego wzoru już skorzystałam i powstał top na pomarańczowego lisa. Lis w wersji zielonej się wyciął i czeka na cudowne zszycie ;)
WZÓR 3
Tytuł: World Map
Autor: Shwin&Shwin
Link: http://shwinandshwin.com/2014/03/world-map-quilt-home-sewn-series.html
W kolejce TO DO.
WZÓR 4
Tytuł: Hipster Cat
Autor: Shwin&Shwin
Link: http://shwinandshwin.com/2015/01/hipster-cat-quilt-free-pdf-pattern.html
WZÓR 5
Tytuł: Butterfly Charm block
Autor: Lillyella
Link: https://lillyella.com/2015/09/02/butterfly-charm-block-paper-piecing-patterns/
Ten ostatni link to jakieś szaleństwo z mojej strony: ja nie przepadam za motylami! Ale wzór jest prosty i w tym wydaniu kolorystycznym po prostu mnie urzekł.
I jeszcze: Podrasowałam ostatni tutorial "lisi" na Freezer Ppaer tak żeby uwzględniał lewe-prawe strony tkanin. Wiem że dla osób które nie mają wyobraźni przestrzennej to cenna wskazówka.
piątek, 21 października 2016
Krecio-lisia robota
chociaż raczej bliżej jej do kreciej. Post ma charakter tutorialowy.
Na początku września trafiłam na Pintereście na zdjęcie narzut dziecięcych z lisami.
Choć nie jestem zapaloną fanką zwierzaków w szyciu to dla tych dwóch osobników po prostu umarłam.
Musiały swoje nieco odczekać, bo kończyłam inną narzutę (o której wkrótce) ale powoli i w tle robiłam analizę w celu przygotowania się do pracy.
Sam wzór (jest bezpłatny, dostępny na stronie Shwin & shwin) zajmuje 20 stron A4. Zatem jest naprawdę spory jak na tradycyjne PP.
Większość elementów z których się szyje jest umiarkowanej wielkości ale te pozostałe są tak duże że zaczęłam się zastanawiać jak sensownie podejść do szycia tym razem.
Dlaczego?
Szyjąc tradycyjnie, przez papier xero bądź do PP, te duże elementy będą "odpadały" od kartek i efekt usztywniania nie wystąpi.
Do tego jest sporo elementów długich, wąskich, trójkątnych które będą cięte w poprzek nitek tkaniny (ryzyko wyciągania i deformacji!).
Przyklejać klejem w sztyfcie? Bez sensu.... bo powierzchnie ogromne.
Krochmal? Zbyt małe naprężenie.
Wymyśliłam że może coś na kształt flizeliny by się zdało. Ale nie chciałam aby flizelina została na na elementach uszytych. Co się usuwa?
Freezer paper !
Na szczęście freezer paper jest już dostępny w Polsce w całkiem przystępnych cenach. Ja swój kupiłam w Kiltowo (tuaj: LINK).
Można go również używać kilkukrotnie (podobno) a ja chcę uszyć dwa lisy.
Zabrałam się do pracy:
1. Sekcje na wzorze dodatkowo oznaczyłam literami - jak w tradycyjnym PP.
2. Sklejony, naturalnej wielkości wzór na kartkach xero pocięłam na poszczególne sekcje (litery) i poszczególne elementy (litery & cyfry).
Teraz zaczęła się najmozolniejsza część pracy: robienie form.
3. Każdy element papierowy przykładałam do freezer paper i przy linijce wycinałam identyczny kształt na freezer paper.
UWAGA: należy być konsekwentnym i zawsze przykładać formę tą samą stroną do tej samej strony papieru.
U mnie: chciałam uzyskać identyczny obraz lisa jak we wzorze (a nie lustrzane odbicie) więc przykładałam tylną (lewą) stronę formy do błyszczącej strony FP.
4. Koniecznie: nanosiłam na bieżąco oznaczenia identyfikujące (litera & cyfra) na freezer paper oraz dodatkowo oznaczałam boki o numer "siąsiada' z którym ma być szyty. Będzie widać na zdjęciu dalej.
5. Formy z freezer paper naprasowałam na tkaniny (błyszczącą stroną DO tkaniny!) i znowu przy linijce wycinałam tym razem Z NADDATKIEM NA SZEW 1/4". Na tkaninach gładkich lewa/prawa strona nie ma znaczenia (przynajmniej dla mnie). Ale do tkaniny z nadrukiem naprasowałam na lewą stronę. Dzięki temu podczas zszywania elementów (prawymi stronami do siebie) miałam papier i margines szwu widoczny.
Poniżej już gotowe elementy do szycia i kartka z wzorem "legendą".
Tak wyglądają elementy po zszyciu - szyłam z freezer paperem oczywiście - inaczej nie miałoby to sensu.
Uważałam żeby nie przeszyć papieru.
A tak wyglądała prawa strona po zszyciu, wciąż z podczepionym freezer paperem.
Przyznaję się bez bicia że w kilku miejscach maleńkie elementy FP odpadły. Na przykład na nosie. Również słabo FP sprawił się na bardzo wąskich rogach trójkątów - po prostu nie miał siły ani mocy aby mocno się trzymać. Materiał też silnie pracował w tych miejscach.
Mimo to i tak jestem zadowolona z precyzji szycia na FP. Jestem przekonana że nie udałoby mi się wszyć tych największych i ostrych elementów bez usztywnienia bez nerwów i wielokrotnego prucia (--> zniszczenie materiału w wąskich miejscach!).
Ciemnopomarańczowa część ma rozmiar ~64 x 20cm. A białe są większe....
Tak prezentuje się uszyty top. Wymiar: 84cm x 98 cm.
W sumie formy i tkaniny przygotowywałam 4-5 wieczorów. A szycie wszystkich elementów zajęło mi 4 godziny.
Piszę o tym wszystkim bo sama miałam kłopoty ze znalezieniem materiałów które poparłyby moją tezę. Jeden dostępny na youtube film wykorzystywał metodę dla szycia małych gwiazdek i nie prezentował kroków przygotowawczych.
Ponieważ będę szyła jeszcze jednego lisa (będą wędrować do Bliźniaków, chłopca i dziewczynki) następnym razem napiszę jak to faktycznie i w praktyce było z wykorzystaniem form papierowych powtórnie.
Miłego weekendu!
Edit: zgłaszam post do Quilters Monday na blogu "Quilts My Way"
Na początku września trafiłam na Pintereście na zdjęcie narzut dziecięcych z lisami.
Choć nie jestem zapaloną fanką zwierzaków w szyciu to dla tych dwóch osobników po prostu umarłam.
| Źródło: Shwin&shwin |
Sam wzór (jest bezpłatny, dostępny na stronie Shwin & shwin) zajmuje 20 stron A4. Zatem jest naprawdę spory jak na tradycyjne PP.
Większość elementów z których się szyje jest umiarkowanej wielkości ale te pozostałe są tak duże że zaczęłam się zastanawiać jak sensownie podejść do szycia tym razem.
Dlaczego?
Szyjąc tradycyjnie, przez papier xero bądź do PP, te duże elementy będą "odpadały" od kartek i efekt usztywniania nie wystąpi.
Do tego jest sporo elementów długich, wąskich, trójkątnych które będą cięte w poprzek nitek tkaniny (ryzyko wyciągania i deformacji!).
Przyklejać klejem w sztyfcie? Bez sensu.... bo powierzchnie ogromne.
Krochmal? Zbyt małe naprężenie.
Wymyśliłam że może coś na kształt flizeliny by się zdało. Ale nie chciałam aby flizelina została na na elementach uszytych. Co się usuwa?
Freezer paper !
Na szczęście freezer paper jest już dostępny w Polsce w całkiem przystępnych cenach. Ja swój kupiłam w Kiltowo (tuaj: LINK).
Można go również używać kilkukrotnie (podobno) a ja chcę uszyć dwa lisy.
Zabrałam się do pracy:
1. Sekcje na wzorze dodatkowo oznaczyłam literami - jak w tradycyjnym PP.
2. Sklejony, naturalnej wielkości wzór na kartkach xero pocięłam na poszczególne sekcje (litery) i poszczególne elementy (litery & cyfry).
Teraz zaczęła się najmozolniejsza część pracy: robienie form.
3. Każdy element papierowy przykładałam do freezer paper i przy linijce wycinałam identyczny kształt na freezer paper.
UWAGA: należy być konsekwentnym i zawsze przykładać formę tą samą stroną do tej samej strony papieru.
U mnie: chciałam uzyskać identyczny obraz lisa jak we wzorze (a nie lustrzane odbicie) więc przykładałam tylną (lewą) stronę formy do błyszczącej strony FP.
4. Koniecznie: nanosiłam na bieżąco oznaczenia identyfikujące (litera & cyfra) na freezer paper oraz dodatkowo oznaczałam boki o numer "siąsiada' z którym ma być szyty. Będzie widać na zdjęciu dalej.
5. Formy z freezer paper naprasowałam na tkaniny (błyszczącą stroną DO tkaniny!) i znowu przy linijce wycinałam tym razem Z NADDATKIEM NA SZEW 1/4". Na tkaninach gładkich lewa/prawa strona nie ma znaczenia (przynajmniej dla mnie). Ale do tkaniny z nadrukiem naprasowałam na lewą stronę. Dzięki temu podczas zszywania elementów (prawymi stronami do siebie) miałam papier i margines szwu widoczny.
Poniżej już gotowe elementy do szycia i kartka z wzorem "legendą".
Tak wyglądają elementy po zszyciu - szyłam z freezer paperem oczywiście - inaczej nie miałoby to sensu.
| Lewa strona, widać oznaczenia ułatwiające lokalizację elementu wobec innych części |
| Lewa strona |
Przyznaję się bez bicia że w kilku miejscach maleńkie elementy FP odpadły. Na przykład na nosie. Również słabo FP sprawił się na bardzo wąskich rogach trójkątów - po prostu nie miał siły ani mocy aby mocno się trzymać. Materiał też silnie pracował w tych miejscach.
Mimo to i tak jestem zadowolona z precyzji szycia na FP. Jestem przekonana że nie udałoby mi się wszyć tych największych i ostrych elementów bez usztywnienia bez nerwów i wielokrotnego prucia (--> zniszczenie materiału w wąskich miejscach!).
Ciemnopomarańczowa część ma rozmiar ~64 x 20cm. A białe są większe....
Tak prezentuje się uszyty top. Wymiar: 84cm x 98 cm.
W sumie formy i tkaniny przygotowywałam 4-5 wieczorów. A szycie wszystkich elementów zajęło mi 4 godziny.
Piszę o tym wszystkim bo sama miałam kłopoty ze znalezieniem materiałów które poparłyby moją tezę. Jeden dostępny na youtube film wykorzystywał metodę dla szycia małych gwiazdek i nie prezentował kroków przygotowawczych.
Ponieważ będę szyła jeszcze jednego lisa (będą wędrować do Bliźniaków, chłopca i dziewczynki) następnym razem napiszę jak to faktycznie i w praktyce było z wykorzystaniem form papierowych powtórnie.
Miłego weekendu!
Edit: zgłaszam post do Quilters Monday na blogu "Quilts My Way"
niedziela, 25 września 2016
Sky Garden entry to BQF - Fall edition
Welcome to all who been redirected from Amy's blog and Blogger's Quilt Festival - Fall edition 2016 link party.
My quilt has been created in 2014 in "Sugar Block Club" invented by Amy Gibson (flickr). I had no bloody idea how to quilt it.
Until June 2016 top of the quilt just filled the drawer in my bureau. Then I met Agnieszka and that was it! I said: do what you like!.
And she did amazing. Quilting is master class. I am so proud and happy it my, own quilt! My first and belongs to me only.
I have used fabrics from my begginer stash: batics, cotton, prints, solids.
I have learned several techniques and practised PP until I liked it.
I have learned how accuracy of 1/4" seam is important!
Ladies and Gentelman: here it is! "Sky Garden"!
Now I am entering the quilt to the Rainbow quilts category.
Finished size: 48"x 61 1/2"
Fabrics: batics, cotton, prints, solids. All variation of stash.
Quilting: Free motion on longarm Bernina - using Isacord
More pictures here: LINK
My quilt has been created in 2014 in "Sugar Block Club" invented by Amy Gibson (flickr). I had no bloody idea how to quilt it.
Until June 2016 top of the quilt just filled the drawer in my bureau. Then I met Agnieszka and that was it! I said: do what you like!.
And she did amazing. Quilting is master class. I am so proud and happy it my, own quilt! My first and belongs to me only.
I have used fabrics from my begginer stash: batics, cotton, prints, solids.
I have learned several techniques and practised PP until I liked it.
I have learned how accuracy of 1/4" seam is important!
Ladies and Gentelman: here it is! "Sky Garden"!
Finished size: 48"x 61 1/2"
Fabrics: batics, cotton, prints, solids. All variation of stash.
Quilting: Free motion on longarm Bernina - using Isacord
| "Sky Garden" quilt |
![]() |
| one of the blocks |
poniedziałek, 12 września 2016
Postcard from Sweden - top gotowy
Zbliża się październik i urodziny Jaśka, więc trzeba przyspieszyć z prezentem.
Weekend był wyjątkowo relaksacyjny, zatem jako punkt honoru postanowiłam zszyć top kolorowego patchworku "Postcard from Sweden" autorstwa Jeliquilts.
Przy okazji, znalazłam również wpis na blogu autorki, poświęcony temu jak powstał projekt. Zapraszam do lektury - jak wspaniałą inspiracją jest to co nas otacza!
WPIS Jeliquilts --> LINK
A tutaj mój top. Wygląda zupełnie jak oryginał więc zaskoczenia nie będzie.
Dane techniczne:
Rozmiar: ~155 na 192cm.
Materiały: Kona solids
Bloki: 180 HST o rozmiarze 5,5"
Miłego tygodnia!
Weekend był wyjątkowo relaksacyjny, zatem jako punkt honoru postanowiłam zszyć top kolorowego patchworku "Postcard from Sweden" autorstwa Jeliquilts.
Przy okazji, znalazłam również wpis na blogu autorki, poświęcony temu jak powstał projekt. Zapraszam do lektury - jak wspaniałą inspiracją jest to co nas otacza!
WPIS Jeliquilts --> LINK
A tutaj mój top. Wygląda zupełnie jak oryginał więc zaskoczenia nie będzie.
Dane techniczne:
Rozmiar: ~155 na 192cm.
Materiały: Kona solids
Bloki: 180 HST o rozmiarze 5,5"
Miłego tygodnia!
piątek, 2 września 2016
Koloroterapia
Znowu będzie kolorowo.
Kiedy tylko po raz pierwszy na Pinterest zobaczyłam ten schemat od razu wiedziałam że muszę go uszyć.
To darmowy wzór "Postcard from Sweden" opracowany przez Jeliquilts dla R.Kaufmana w oparciu o same solidy Kona.
Szyję dokładnie wg wzoru, solidy kupowałam w kraju i w UK. Jak widać mam kilka "dziurek" i te czekają na ostatnią przesyłkę koloru Oasis.
Tak wygląda top w półprodukcie. Prawie 200 bloków HST utworzonych z 36 kolorów tkanin.
Będzie to narzuta dla Jasia, który nieustannie mnie pogania i doczekać się nie może kolorowej narzuty do kompletu z poduszką....
Kiedy tylko po raz pierwszy na Pinterest zobaczyłam ten schemat od razu wiedziałam że muszę go uszyć.
To darmowy wzór "Postcard from Sweden" opracowany przez Jeliquilts dla R.Kaufmana w oparciu o same solidy Kona.
Szyję dokładnie wg wzoru, solidy kupowałam w kraju i w UK. Jak widać mam kilka "dziurek" i te czekają na ostatnią przesyłkę koloru Oasis.
Tak wygląda top w półprodukcie. Prawie 200 bloków HST utworzonych z 36 kolorów tkanin.
Będzie to narzuta dla Jasia, który nieustannie mnie pogania i doczekać się nie może kolorowej narzuty do kompletu z poduszką....
Subskrybuj:
Posty (Atom)








