Inne miejsca

wtorek, 23 lutego 2016

Cykl produkcji: od urlopu do urlopu

Tyle leżał aż się wyleżał. Mowa o tym szarym, tutaj na tarasie przed zwycięskimi krzesłami. Które kończyłam jednak trochę dłużej niż quilt.
Rok temu zaczęłam szyć kulę 3D wg wzoru Grety Grama.
Około maja/czerwca skończyłam szyć ręcznie heksagony.
Design by Geta Grama

Wtedy wiedziałam już że chcę kolory połączyć z szarością i że kula będzie dla Jaśka.
Nie miałam odwagi zabrać się za złożenie. Wreszcie na urlopie w sierpniu złapałam wiatr w żagle. I docięłam, wypikowałam ręcznie 75% kuli.
Wstępnie wypikowałam w kamyczki kawałek tła szarego.
I maszyna się zbiesiła.
Tak, siak co uszyła kółko to zrywała nici.
&#!&*#$$%
Po dniu walki udało mi się ją doprowadzić do porządku ale kręciła kółka jednocześnie z tyłu wyciągając górną nić. Zawsze na tym samym zakręcie. Niezależnie od tego jak szybko szyłam.
Zniechęciło mnie to do jakiegokolwiek szycia. Rzuciłam w kąt pracę po wypikowaniu około 1/4.

Odczekała do stycznia aż wreszcie, kilkoma krokami i kilkunastoma godzinami kręcenia kółek została ukończona dzięki wypożyczonej maszynie. Anno, dziękuję!
Po samym wypikowaniu w bąble trzeba było jeszcze:
- wypikować brzegowe zielone kwiatki heksowe,
- przyszyć koło jak aplikację do szarej tkaniny,
- przyszyć lamówkę.
W sumie ostatni etap to niemal 13 godzin ciągłej pracy.

Skąd taki kop w ostatniej minucie i determinacja?
Z wiadomości że moja praca pojedzie na 10 Prague Patchwork Meeting  w kwietniu 2016. Nie miałam wyjścia i musiałam do 22 lutego skończyć = skończyć.
A tu urlop i zaraz wyjeżdżamy!

Poza moją pracą jedzie jeszcze na mini polską wystawę jeszcze 9 innych prac. Ze sporą grupą Koleżanek spotkamy się w samej Pradze.
Na co cieszymy się niezmiernie :)
Urlop wzięty i hotel zarezerwowany :D

Chyba nie będzie wstydu.
Rozmiar: 113cm x 113cm
- heksagony zszywane ręcznie
- pikowanie heksagonów ręczne
- podszycie kuli ręczne (aplikacja)
- maszynowe "kamienie" szare (FMQ)
- lamówka maszynowo-ręczna





pikowanie prehistorycznym kordonkiem  - chyba moim rówieśnikiem - głębokie lata 80....
















niedziela, 21 lutego 2016

Kalkulacja kosztów wytworzenia Quiltu

Polecam bardzo dobry artykuł o tym ile pracy/czasu/materiału kosztuje zrobienie quiltu.

Artykuł po angielsku, ale tabelka jest zrozumiała dla każdego średnio zaawansowanego.

Dotyczy pracy, która wygrała na tegorocznym QuiltCon.
http://mollisparkles.com/2014/08/tgiff-no-value-does-not-equal-free-it/
 .
.
.
.
.
.
I teraz niech mi ktoś powie:
1. czy w Polsce jest odbiorca który uczciwie zapłaci za taką pracę?
2. "przecież to TYLKO szycie"
3. "uszyj mi coś" (="przecież nie masz nic ciekawego do roboty").


Szacunku nieco więcej się uprasza dla wszystkich rękodzielników.

Kropka.

============
to ja padam na kolana robić "squaring" & "attach binding".

czwartek, 11 lutego 2016

Wystawa w Szczecinie

Zaczęło się całkiem niewinnie. Około 8 tygodni temu trzy Gwiazdy ze Szczecina ogłosiły że mają możliwość zorganizowania wystawy.
Jolcia, Karolina i Agnieszka ciężko pracowały aby wszystko zorganizować.
Tymczasem nam pozostało je dopingować i zapewnić swoją obecnością że jest dla kogo wykonywać tę pracę charytatywną po godzinach. 
Chęć wystawienia prac zgłosiło 41 Autorek, w sumie deklarując 119 prac.
Ostatecznie ze względu na ograniczoną powierzchnię i duże zainteresowanie dokonano selekcji i wystawiono 60 prac.
Tutaj jest strona wydarzenia:  http://patch-work.pl/
i lista uczestniczek: http://patch-work.pl/wystawa-w-szczecinie/lista-uczestnikow/

W sobotę, silna grupa pod wezwaniem opuściła stolicę. W pociągu relacja W-wa - Kutno do rozmowy na znany temat wciągnięci zostali bogu ducha winni pasażerowie przedziału. Niestety: nieopatrznie Pani wyraziła zainteresowanie, odłożyła książkę, zadała pytanie i.... została wchłonięta przez patchwork.
Dosłownie:
Tutaj w roli głównej Ani Sławińskiej "Ślubny" patchwork.
W Kutnie dosiadły Łodzianki i pokulałyśmy się do Szczecina.
Wieczorny spacer po mieście zaprowadził nas do Filharmonii. 

 Do której wróciłyśmy nazajutrz, aby ją dokładnie obejrzeć od środka.
 Piękne i przestronne wnętrze....

W kafejce serwowano kawę. Miejsce spotkań okazało się na tyle puste i obszerne że posłużyło nam jako punkt zbiórki przed wymarszem na wystawę. 
Wrzało.
Ostatecznie blisko 20 Kobiet udało się usadzić do ustawianego zdjęcia.
Jolu, jak miło było Cię wreszcie poznać!

Wreszcie wystawa, a na wejściu portfolio.... Wzruszenie.
Też tu jestem.
Dla mnie to pierwsza wystawa. Pierwsza pod każdym względem: pierwsza którą oglądam, pierwsza na której jest moja praca.

Oddając jednak sprawiedliwość to już trzecia wystawa polska. 3 lata temu była w Krakowie, dwa lata temu w Berlinie.
Teraz Szczecin.
Zainteresowanie przerosło oczekiwania. Chociaż było to niedzielne wczesne popołudnie, zwiedzający zamiast zajadać rosół i schabowego, dopisali.


Mnóstwo zdjęć zrobiła Jo Ho, a w wkrótce pojawią się również zdjęcia Karoliny, jednej z Organizatorek.

Nie ukrywam że niedzielę raczej przerozmawiałam, witałam się, żegnałam, odpowiadałam na pytania zwiedzających.
Wieczorem z przyjemnością wyszłam na spacer do hotelu, z silnym postanowieniem że należy wszystko omówić  i koniecznie wrócić w poniedziałek.
Co też uczyniłyśmy.
Wreszcie kilka zdjęć. 

Pamiątka na pożegnanie:
Zdjęcie Ani Sławińskiej

Truchtem, przed odjazdem, zakupy w Sweet Craft:
Cud że Właścicielki nie wywaliły stada krzyczących, z obłędem w oczach, kobiet.....Cierpliwie odmierzały metry, kilometry bawełny.....

Wystawa była przepiękna. Absolutnie warto ją obejrzeć raz i dwa a nawet trzy razy.
Najlepsza praca?
Nie wiem! Wszystkie są piękne!

A sam Szczecin? Pełen patchworku:


podłoga w Filharmonii

graffiti na przęśle mostu
Kto się waha niech jedzie na weekend - oby szybko!


Wystawę można odwiedzać w dniach 7-21 luty 2016 i serdecznie zapraszam aby to zrobić bo mnogość technik i pięknych tkanin zmusza do dokładnego obejrzenia i zachwytu.
Emocje mnie tak trzymały że niemal nie spałam. Dopiero w domu odsypiałam dwie noce.

Dziękuję Ani S., Hali G, Basi, Ewie i Lence za świetną podróż i towarzystwo oraz konstruktywne rozmowy!

piątek, 29 stycznia 2016

Poduszki dla Ewy

Jak zauważyłyście już może: szyję, szyję i wszystko "wychodzi". Magicznie, zupełnie bez mojej kontroli. W sumie to przyjemne że Ktosie chcą mieć to co robię :)

Ostatnim Ktosiem została Ewa. Ewa czekała na swoje poduszki cały rok. Rok temu obdarowała mnie zestawami materiałów z Craftfabric. Gwiazdka 2014.
A na te święta jako prezent zwrotny dostała poduszki. Dobry interes, co? :D

Najpierw było kilka opcji kolorystycznych. A ponieważ Ewa to Artystka plastyk, wolałam nie zadzierać.
Na kolorach się nie znam i generalnie zachowuję się jak facet. Kolorów jest pięć: żółty, niebieski, czerwony, biały i czarny.  Co do tych bezpiecznie się definiuję, reszta to grey zone.
Zatem postanowiłam skonsultować i kazałam wybierać jak w Wielkiej Grze: zestaw nr 1-4.
Oczywiście odpowiedź zwrotna utwierdziła mnie w przekonaniu "daltonizmu". Został wybrany kawałek zestawu nr 1 i 2 czyli powstał nr 5.


Co do wzoru tu już byłam stanowcza: nie patrzeć mi przez ramię, sama wybieram i mam mieć frajdę.
Wybrałam gwiazdę. Od roku wiedziałam że to ma być gwiazda.


Jedna było mało, to uszyłam dwie.

A potem to już klasyka: kanapka, pikowanie, suwak.
 I wyszły dwie takie o:




Dwie poduszki dla Ewy i różowa minky dla Maji wyczerpały limit wolnego czasu na kwartał 4. Zatem więcej już zakończonych prac na 2015 brak.
Te które wykonałam dobrze się prezentują i jestem z nich zadowolona.

A to kolaż moich prac wykonanych w 2015. Kolorowo?
I dobrze, bo lubię kolorowe życie :D

Czas wracać do Żony Farmera i ręcznie szytego bieżnika o którym w następnej odsłonie.

Postanowień na 2016 brak.
Bo o czym tu większym marzyć niż przeprowadzka do własnego domu i WŁASNEJ pracowni?

poniedziałek, 25 stycznia 2016

w Nowym Roku nowe wydarzenia: Stara Rzeźnia

a mianowicie nie wyszło z Kongresem Kobiet ale bardzo ambitne i obrotne Dziewczyny z Zachodniopomorskiego zorganizowały ekspozycję w Starej Rzeźni na Łasztowni w Szczecienie.
Już po naborze prac, wszystkie informacje dostępne są tutaj:


Wszystkich uczestników można podejrzeć tutaj: LISTA UCZESTNIKÓW

Otwarcie wystawy 7 lutego o 14:00; w imieniu ciężko pracujących Organizatorek zapraszam do odwiedzin  Starej Rzeźni do 21 lutego.

Z uwagi na ilość zgłoszeń tylko około 35% (moja kalkulacja pobieżna) zostało przyjętych na wystawę. Udało mi się i w Szczecinie zawiśnie "Anna":
Bardzo mnie to cieszy :D

sobota, 26 grudnia 2015

Poduszka dla Majki

Jak ja się cieszę że moje śliczne krzesła po-śmietnikowe znalazły Wasze uznanie :D
Dziękuję Wam za pozytywne komentarze i zapewniam że to nie koniec moich reinkarnacji. Niemniej następne pewnie za rok gdyż warunki do renowacji tylko w miesiącach letnich są.

A teraz inna historia.

Około połowy listopada zadzwoniła do mnie jak zwykle zorganizowana Ewa z tradycyjnym już zapytaniem: a co na święta? No muszę uczciwie przyznać że ZAWSZE takie pytanie doprowadza mnie do lekkiej nerwowości.
Ja prezenty ogarniam gdzieś w okolicach 20 grudnia. Niezależnie od postanowień podejmowanych w październiku.

W tym roku tematem przewodnim miała być poszewka na poduszkę i minionki. Jednakowoż miałam alternatywę w różowym. I całe szczęście. Gdyż minionki to jednak nie jest mój ulubiony temat.

Postanowiłam wreszcie zrobić użytek z pierwszych heksów które miały być poduszką dla Majki.
Jak również wykorzystać aplikację Sue którą zrobiłam jakiś czas temu z myślą o poduszce dla Dziewczynki.
Połączyłam co miałam gotowego, bo nie ukrywam że szycie topu rozmiaru 60 x 90 cm to całkiem spore wyzwanie jak ma się tylko 2-3 godziny w tygodniu na szycie.
Wyszła MEGA-poszewka biało różowa.

Duże powierzchnie trzeba było zapełnić.
Kombinowałam, rysowałam, inspirowałam się Pintrestem......



... aż wykombinowałam, narysowałam mazakami "znikającymi" i zaczęłam pikować.

Przy tej poduszce przekroczyłam pewne granice. Dałam swojemu mózgowi na luz,  dałam sobie nieograniczony margines akceptacji wyniku. Przy tym starałam się jak mogłam, ale uznałam że co wyjdzie to będzie. Nie mam czasu na niekończące się prucie i poprawki.

I wyszło to:




Kolejne wyzwanie: wszywanie suwaka krytego w brzeg poduszki.
Youtube, tutoriale na blogach były nieocenione. Dzięki nim dowiedziałam się jaka jest różnica pomiędzy zwykłym i krytym suwakiem. Też cenne biorąc pod uwagę że do tej pory kupowałam jaki bądź i każdy grał.

Kolejna bariera: minky (bo jeśli nie minionki to miał być minky.....).
Moja pierwsza reakcja była: no way! Nie będę szyła tego draństwa! Tyle słyszałam negatywnych opinii o szyciu tej tkaniny....
Ale po kilku dniach zastanowienia stwierdziłam że z dwojga złego wolę szyć minky niż miniony. No i może jednak negatywne opinie są przesadzone? Potraktowałam to jak wyzwanie.

Kupiłam. Wszyłam suwak z dwoma drobnymi poprawkami.
Potem przyszyłam całe plecy poduszki.
I co? Nie szyło się gorzej innej tkaniny bawełnianej. Nie taki minky straszny jak go rysują.

I jak Wam się wszycie suwaka podoba?

 A tak koresponduje tył i przód poszewki.
 I trochę esów-floresów.

Całość wyszła "róziowa-pluszowa" i w sam raz jak dla siedmioletniej Dziewczynki.

O tym że pikownkami nie mam się co przejmować niech świadczy sytuacja: jeszcze w wieczór wigilijny poszewka została powleczona na poduszkę do spania. Minky do góry :D

=======================================================================

Niech moc będzie z Wami w te święta! Przełamujcie bariery i luzujcie zwoje mózgowe. Pokonujcie siebie i stawiajcie sobie wyzwania. Nie tylko kulinarne.


Wesołych Świąt!

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Krzeseł drugie życie


jak to było?
Niech pomyślę.... ze dwa lata temu poszłam wyrzucić śmieci. I w śmietniku natknęłam się na śmieci po remontowanym mieszkaniu. Wśród nich krzesła. Odrapane, zużyte, brzydkie i stare. Ale lekkie, stabilne i identyczne!
Wróciłam podniecona do domu i memu A. nagadałam że idealne na Grabinę, że do odszlifowania raz ciach i w ogóle.
I On poszedł i wyciągnął je ze śmietnika! Nawet nie namawiałam i nie trułam godzinami. No może ze dwie minuty.
7 krzeseł skonfiskowano i uratowano im życie. Zwłoki krześlane trafiły na Grabinę i czekały. Najpierw aż Jachu podrośnie (bo nie dawał mi nawet 10 minut czasu abym sama powalczyła z materią). Potem minął sezon.
Potem trafiłam zupełnie przez przypadek w progi Wspaniałej osoby, Iwonki Blue z blogu:http://bluewhite-inspiracje.blogspot.com/.
Na żywca oglądałam wspaniałe wnętrza oraz dostałam kurs malowania mebli który można znaleźć również tu: http://bluewhite-inspiracje.blogspot.com/2013/09/kurs-malowania-mebli.html

Wreszcie po drugiej długiej jesieni, zimie i wiośnie nadszedł TEN czas. Słuchawki na uszy, radio na full i heja do roboty. Już po 6 godzinach szlifowania papierem ściernym miałam 3 krzesła z 7 przygotowane do podkładu.
Musiałam zdjąć z nich sporo brudu i odpryskującej powłoki lakierniczej.
Widać na zdjęciu że trzy są jasne (wyszlifowane) a jedno dla porównania pierwotne.

W tej partii postanowiłam przeskoczyć połowę i przygotowałam 4 sztuki, czym prędzej nakładając  podkład, żeby wysychał.
I tak po 8 godzinach katorżniczej fizycznej pracy, odpadających rąk i zdartych paznokci miałam już cztery krzesła wstępnie odmienione!

 W kolejnym tygodniu dokończyłam szlifować 3 pozostałe i zamalowałam podkładem, a pierwszą partię pomalowałam już właściwą farbą (cztery w drugim rzędzie).
 Ostatecznie chyba po 3-4 weekendach były gotowe, a po kolejnych 4 weekendach zrzędzenia (mojego) doczekały się przykręcenia siedzisk.
 I oto moje kochane, leciuchne, czyściutkie, białe krzesła z odzysku!.
 Nie szpachlowałam dziur - niech będą sobie takie niedoskonałe.
 i cały zastęp harcerzy ;)
I znowu.
Czyż nie są piękne?!?!?!?!

Czasami warto przynieść coś ze śmietnika ;)

A Wam co się zdarzyło zajumać ze śmietniska?