Inne miejsca

piątek, 24 lipca 2015

Quilty "Siostry"


Będąc u Anny Sławińskiej na zajęciach z longarmem Yuki dopadłam do małego sklepu stacjonarnego Buktole, u Ani na półce. Musiałam, musiałam go mieć od momentu kiedy pierwszy raz zobaczyłam te kolory. Cały charmpack Kaffe Fasset. Mój! Mój ci on!

...mój skarb...
Wszystkie inne plany poszły w las.
Tego samego wieczoru metodą cięcia zrobiłam domowym sumptem charmpack biały, i metodą HST poczyniłam dwie zgrabne kupki kwadratów.

Kombinowałam kilka wieczorów, następnych kilka tygodni zszywałam (!!!!!! life....!!!!!) .
W końcu chyba ze dwa miesiące pikowałam (.... life :( .....).

W tym celu nabyłam zestaw nici Isacord i Coats Dual Duty Plus Multicolor 865.
Isacordem białym pikowałam po białym, a Coatsem po kolorze.

Dziś wreszcie mogę zaprezentować dwa quilty. Niemal bliźniacze, ale jednak różne. Siostrzane. Dla Sióstr.
Z okazji imienin Kingi, moja Siostra dostała swoją sztukę.
A ja z okazji imienin Anny, mam swoją wersję którą wręczyłam sobie już dziś.
Tutaj oba.

Lewy: "Siostry - Ania"; Prawy: "Siostry - Kinga"


 Quilty są inspirowane wzorami z Pintresta - nie znam źródła.
Podpis dla Kingi
Podpis dlaAni

Oba quilty mają formę naściennych makatek. Wielkość to około 50 x 60 cm.

Siostra zadowolona.

Ciekawa jestem jak Wam się spodoba. Ja wciąż od marca nie mogę napatrzeć się na kolory. Uwielbiam tę kolorystykę.

==========
 Zdałam sobie sprawę z tego że Siostry wpisują się w wakacyjny konkurs Hello Sunshine. Więc zgłaszam :)

 Prace już podlinkowane więc teraz tylko czekać na wyniki :)






środa, 1 lipca 2015

Jak żyć???

Czasami nawet to i udaje mi się poszyć. Ale nie ma warunków. No nie ma.
Wszystko się pcha na talerz - nijak obejść ani przeskoczyć.

Jak żyć????

niedziela, 14 czerwca 2015

Jak daleko leży zasłona od narzuty?

Ano blisko. 
Spadła zasłona milczenia i ukazała się narzuta.
Narzuta której historię opisała bardzo szczegółowo Monika Ata na swoim blogu: LINK.

A to mój skromny wkład.
Najpierw powstało pole. Pole długo czekało na zasiedlenie/zarosty. Dumałam, myślałam, kombinowałam jak by tu wierzby zrobić.

 

 Jeździłam z nosem przy szybie samochodowej i oglądałam. Wykombinowałam. I w końcu uszyłam.

A efekt mi się tak spodobał że postanowiłam na statek do Serocka zabrać szmaty. Podczas rejsu cięłam, szyłam.... 
Po zszyciu okazało się że że zbyt mały jest więc musiałam jeszcze doszyć.
Jak już wypikowałam dobrałam się do koralików i machnęłam pole z makami i chabrami.
I dziewannę na łące i motylka.
Praca wyszła oszczędna w wyrazie ale właśnie taka miała być. Taką ją widziałam oczami wyobraźni i taka powstała.

A teraz cała narzuta zagościła już u Danki więc za późno na reklamacje ;)

Czas brać się za kolejne projekty.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Pracowity koniec weekendu

Ostatnimi czasy uczestniczę w samych tajniackich projektach szyciowych. Cokolowiek już uda się po nocach szycia stworzyć idzie w tajniacką dziurę i nic nie mogę pokazać dopóki wszystko nie trafi na swoje miejsce.
A ponieważ czas skurczył mi się jeszcze bardziej od kwietnia, w ogóle zadziwia mnie że jeszcze raz na dwa tygodnie odpalam maszynę.

Długi weekend minąl cudownie: ZERO pracy, ZERO laptopa, nie-ZERO internetu. Nałóg nałóg, nałóg.
Ale odpoczęłam i tak.
Wybraliśmy się nad morze. Jakieś 3 godziny na plaży wystarczyło żebyśmy zapragnęli natychmiastowej zmiany.
Siedzenie na plaży to nie nasza bajka. Ale muszę przyznać że plaża Stogi jest piękna!
 Sobotni upał unieruchomił nas w domu więc dopiero wieczorem wybraliśmy się na melanż po Płocku.
Za to w niedzielę rano... Miałam plan. Wreszcie zabrać się za stojące od jesieni krzesła.
Muszę przyznać że kiedy zobaczyłam 7 sztuk takich krzesełek na śmietnisku poczułam się jak żul: musiałam je przygarnąć. Mój A. jako odważny człowiek poszedł śmiałym krokiem i po prostu  je wyniósł. Pojechały na działkę, a ja obiecałam im drugie życie. Zrobiłam im nowe siedziska i czekają. Aż je odrestauruję.
Pod koniec lata ubiegłego roku wybrałam się z Kajką do Łodzi. I tam zostałam ugoszczona przez Iwonkę z blogu Biel z odrobiną błękitu. Miałam zaszczyt obejrzeć Jej mieszkanie. I ja i mój A. byliśmy pod wielkim wrażeniem. Obydwoje byliśmy zachwyceni wystrojem i funkcjonalnością mebli.
Iwonka udzieliła mi kursu malowania mebli i dała wiele cennych wskazówek co i w jakiej kolejności wykonać. Możecie też tutorial znaleźć tutaj: TUTORIAL.

Zanim z Łodzi dojechaliśmy na działkę do Płocka wyrok zapadł na połowie z naszych mebli: będzie biało!
Zakupiłam farby i ...stały. Do dziś.
Dziś rano uzbrojona w papier ścierny wreszcie odszlifowałam 4 krzesła. Uwierzcie że zdzieranie lakieru papierem ściernym to nie je-bajka. Odkryłam też wszystkim zapewne znaną prawdę: kluczem do sukcesu zdejmowania lakieru jest... ostry, nowy kawałek papieru ściernego.
Zatem podejmując dwa kawałki na jedno krzesło osiągnęłam ostatecznie wynik: 4 wyszlifowane. Nie, nie - idealnie się nie dało. Ale wystarczająco żeby zdjąć lakier w niektórych miejscach do drewna (ok 70% powierzchni) a w niektórych zmatowić tylko.
Tutaj obraz 4 krzeseł, czwarte (z lewej) jeszcze przed szlifowaniem. 


1 stare, 3 odszlifowane

Potem krzesełka odpyliłam. I po kolejnych 2,5 godzinach pomalowałam podkładem. Dokładnie takim jak poleca Iwonka.
4/7 krzeseł z podkładem
 Podkład elegancko wyschnie i za tydzień będę malować białą farbą. Doczekać się nie mogę efektu :)))
No i jeszcze tylko 3 krzesła do odszlifowania....

A gdyby  ktoś się pytał co to za pomieszczenie drewniane do trzymania krzeseł... To domek dla Jasia. Dziadek Janek wnusiowi poskładał. Ale Jasio jakoś nie pcha się do zabawy więc chwilowo przygarnęłam domek (hehe  - pałac raczej) w celu pracowni malarskiej. Idealnie się złożyło....

Domek Jasia

Domek Jasia
Po dzisiejszym dniu i 6 godzinach szlifowania i 2,5h malowania moje ręce mówią: dość. Mam nadzieję że odzyskam formę w tygodniu w następny weekend znowu ruszę z pełną parą do kolejnego etapu.

sobota, 16 maja 2015

Świat się kończy

bo szaleństwo szyciowe "nie-moja-bajka" trwa dalej (po pikowaniu z wolnej łapy).
Właśnie skomponowałam sobie obrazek wielokolorowy krajobrazowy. Dalsza obróbka to pikowanie ale.... krajobraz, rozumiecie?
To jakby stać obok artquiltów.
To jakby...  nie szyć "dziubków".
aaaa.... Z wrażenia nie zasnę choć 3 nad ranem.



niedziela, 10 maja 2015

Nadmiar wrażeń

W ten weekend zalała mnie fala szycia. Aż uwiecznię to postem.

1. Skończyłam szyć kule 3D z heksagonów. Wyjęłam już nawet większość papierków. Jest ładnie a będzie jeszcze ładniej jak naszyję na tkaninę i przepikuję.
2. Uczestniczyłam w zajęciach z pikowania u Wiesi Pawłowskiej (Quilt and Smile) która przyjechała do Warszawy nauczać u Ani Sławińskiej (Szkoła Patchworku).
I wiecie co?
Wiesia mnie przekonała że pikowania z wolnej ręki DA SIĘ NAUCZYĆ! Ba! To wychodzi nawet po pierwszych zajęciach!!!


Bez odbioru, zdjęcia później, bo lecę pikować tę makatkę co mam ją na tapecie już od marca.


wtorek, 28 kwietnia 2015

Poduszka międzynarodowa


powstała z impulsu i potrzeby serca.
W styczniu znowu mnie los rzucił do mojej ulubionej Afryki. Tym razem wylądowałam w najbardziej cywilizowanym miejscu, czyli Johannesburgu.

Nawet chwilę się nie zastanawiając popełniliśmy spacer do centrum handlowego gdzie wpadłam na sklep podobny do naszych Empików. Nie zastanawiając się długo, pobiegłam do magazynów branżowych.
Znalazłam cykl tygodniówek patchworkowych, które wydawane są razem z zestawem materiałów do szycia, import wprost z UK.
Najważniejsze że miały materiały bo akurat do szycia nic ze sobą nie wzięłam.
Zakupiłam (a jakże!!!), przybyłam do hotelu i tu... nastąpił  popis kreatywności.
Nożyczki do haftu posłużyły do ćwiartowania tkaniny (heloł :D) .
Zestaw ratunkowy "mini sew kit" z hotelu posłużył do szycia ręcznego.

Mój mózg miał przerwę w liczeniu po nieprzespanej nocy więc źle skalkulowałam materiał w łączkę i ....nie wystarczyło mi na cały blok tkaniny.
Zatem blok dokończyłam szyć jak przyjechałam do kraju. Sprawiło mi to szycie ręczne dużo radości.


Ponieważ w RPA wreszcie osobiście spotkałam się z Roxaną (kilka miesięcy telefonicznych rozmów...) a ponadto spędziliśmy fantastycznie weekend na niezapomnianej wyprawie do Parku Krugera, postanowiłam że ten blok będzie w sam raz idealny na poduchę dla Niej.

Wypikowałam go maszynowo w szwach, a na brzegach dodałam napisy które mówią o naszej trójce wszystko. Kto, gdzie i kiedy się spotkał. I skąd pochodzi.





W ten sposób powstała pamiątka która powędrowała w marcu do Bukaresztu.

South Africa, bo tam się spotkaliśmy.
Romania, bo to kraj pochodzenia Roxany.
Rok i Poland, bo wiadomo.
Wyszło może i patriotycznie ale... w najgorszym wypadku powędruje do biednych ludzi. Poprosiłam o to Roxanę, gdyby poduszka się nie spodobała.  


Roxana, it was pleasure to meet you and enjoy amazing trip to National Kruger Park. Hope you like gift as souvenir of our great adventure. Enjoy changes coming soon :)


A dla Was kilka zdjęć z naszej "relaksacyjnej"* wyprawy do Parku Krugera, wszystkie autorstwa Roxany. Miłej podróży do jednego ze słynniejszych parków świata.













 I ptaki:






Warto było!

Dobrze że wiosna idzie - doczekać się nie mogę zieleni i równie sielankowych obrazków rodem z kraju. 



* w sobotę 800km w jedną stronę do parku, wypożyczonym samochodem, lewostronny ruch drogowy!!!; 
w niedzielę 600km w drogę powrotną. Padliśmy jak nieżywi....

niedziela, 19 kwietnia 2015

przestrzenność jak prostpopadłość

Nie wiem skąd skojarzenie, ale ostatnio jestem fanką tego filmu:
The movie... it is funny and I am keen on the idea and they showed what requirements are. At that moment of time perpendicularity sounds for me so close to 3D sewing ;)

Muszę się Wam przyznać że nie tylko z krzyżykami mi się ścieżki rozjechały, ale również i z blogiem. Ilość postów spadła. Choć oczywiście prace ręczne i szyciowe trwają.Tylko jakoś czasu brakuje. Kiedy ustawiam priorytety jakoś na ich szczycie mam dom, pracę, Jaśka i późną już nocą szycie a nie klepanie postów. No i jeszcze do tego budowa domu rozpoczęta miesiąc temu....
Posting became last priority comapring to home managing, work, my son John... the really deep night I prefer sewing than posting.... 

Nie mniej w dowód tego że nie próżnuję pokażę Wam co do tej pory ręcznie wydłubałam, w tym roku (trudno mi uwierzyć).
Jakoś w styczniu dostałam zaproszenie do wspólnego, bardzo kameralnego szycia kuli 3D. Pomyślałam sobie że co jak co ale heksów to ja raczej szyć ręcznie nie będę. Celu nie widziałam. Przecież mam tyle planów i żona farmera stuka po nocach....
However I am not loosing my time. Here is a proof. Starting Feb this year I joined a small group of Quilters who started to sew together 3D design of sphere.
Initially I was not intending to join - hexes are not my favorite. But very soon changed my mind: machine sewing at 1-2am is not necessary my neighborous favorite activity.

Ale potem zmieniłam zdanie. I dołączyłam do grupy szyjącej taki wzór Gety Grama, tutaj BLOG.
Here is the design I would like to achieve: Geta Grama blog and shop: BLOG.
Geta Grama
Na początku było trudno.
Zaczęłam od wydrukowania wzoru, sklejenia. Płachta to była zaiste OGROMNA, 15 kartek A4.
Potem ustaliłam kolory i zaczęłam żmudne wycinanie i obszywanie papierkami. To najmniejszy heks, brzegowy.
At the very begining  it was difficult: small pieces, 15 pages of design sticked together in one huge piece of paper. As soon as I chosen my colors immidiately started to cut away hex after another. 

Po chyba dwóch wieczorach było tyle. After two evenings:
Potem prace postępowały raczej z doskoku, ale za to nieprzerwanie przez 2-3 dni. Aż do dziury w palcu.
After small breake again 2-3 days in raw hand sewing and result:
Efekt żółtych środków nie zadowolił mnie i odłożyłam pracę na miesiąc.
I did not like the yellow centers (seems for me too agressive) but I already had a hole in my finger and decided to stop and recover.

Potem jak palec się zagoił znowu rzuciłam się w wir.  
After some time and recovery I took decision to exchange centers and did it. I like the effect much more now.

W święta Wielkiej nocy nie próżnowałam. Zszyłam tyle kwiatów i oblekłam tyle heksów  z tła że pozostało już tylko 5 "centralnych" kwiatów.
The most advanced capture: only 5 central "flowers" left to be finished... 


Zabrakło mi nieco tkanin. Musiałam poczekać na dostawę z Craftfabric.
I must refresh my fabric storage - oh - what a pleasure to buy in Craftfabric shop :D

Jak doszły, prace ruszyły pełną parą.
Dobrałam kolory do wszystkich elementów. Tutaj próba generalna przed rozpoczęciem obszywania papierków.
Here is final palette of the colors setelled for final 5 flowers. Just before asembling hexes. I hope finally the effect will be similar to 3D effect ;)
Mała produkcja, 2 może 3, kwiatki w kawałkach.
Niestety dziura w palcu się znowu ujawniła. Czas na krótką przerwę.
Time for breake now - I must recover my finger again. Every time after 2-3 days of hand sewing I have hole and I hate use thimble. Happened..... Must be patient and sew in phases. Meantime other proejcts are awaiting for splendid come back.

Przesunę siły na inne fronty robótkowe.