piątek, 21 maja 2010

Tygodniowy niedoczas

Lenię się ostatnio. Robótkowo. Choć to też pół-prawdy. Około 90% czasu pochłaniają mi inne czynności i tzw. 'przeszkadzacze'. Latam jak kot z przysłowiowym 'pęcherzem'. Wyjścia towarzyskie, spotkania dawno odkładane, działka i sprzątanie domku po wykończeniówce, która jeszcze się nie skończyła i będę miała wielki comeback we wrześniu.

Przeszkadzacz to na ten przykład brak wody w całej dzielnicy, jak nie w całej zachodniej Warszawie. Otóż zaserwowano nam planowe wyłącznie wody. A przepraszam - minęłam się z prawdą. Toż woda jest!!!!  Ale ....  jej ciśnienie jest obniżone. W związku z czym na jedno wychodzi, ale brzmi lepiej ;)
Zatem przez trzy poranki tego pracującego tygodnia wstawałam, ładowałam się w samochód i leciałam do Rodziców się wykąpać i 'zrobić' do pracy. Po pracy zajeżdżałam do Rodziców w różnych celach. Ale generalnie takie już zmiany są niezłym czaso-pochłaniaczem w porównaniu z codziennym harmonogramem.

Mimo wszystko udało mi się wydłubać jakieś 90% myszy naszej Round-Robin. To już dziewiąta mysz na naszym kalendarzu. Pociesza mnie szybki progress w tym tygodniu, biorąc pod uwagę że mysz leży u mnie już ponad miesiąc. Miałam  ambitny plan skończyć ją wczoraj (backstitche i jedna chmura...), aczkolwiek włączono nam wreszcie wodę i ja z tej radości latałam na szmacie po domu oraz po sklepie  przygotowując się na dzisiejszą 'kolacyjkę' w babeczkowym gronie. Bardzo się na nią cieszę :)

A jutro rano lecimy do Łodzi - poobijamy się po Targach Sztuki w Łodzi,  a co! W niedzielę standardowo: działka ...

Ciekawa jestem jak długo jeszcze światło będzie docierać do wnętrza naszego mieszkania przez szyby w oknach. Ich stan czystościowy woła o pomstę do nieba. Albo ja po prostu tak lubię myć okna, że zawsze znajduję sobie inne, znacznie ciekawsze zajęcia ;)

Aaaaa..... szukam źródeł swoich najstarszych zdjęć. Muszę jeszcze górkę płyt CD przeszukać i wtedy zrobię wpis. Ileż wspomnień się podczas poszukiwań uaktywniło :D Zabawa w 10. zdjęcie jest naprawdę świetna!

Jestem z myślami z tymi którzy drżą w tej chwili o swoje zdrowie i dobytek z powodu zagrożenia powodzią. Liczę po cichu że może zdąży 'wyparować' nieco wody zanim spowoduje zbyt dużo nieszczęść?? Naiwna jestem, ale ogarnia mnie bezsilność na myśl jakim woda jest żywiołem. Ta sama woda od której tak zależy nasze być czy nie być....

3 komentarze:

  1. Biorę właśnie Bajta i idę popatrzeć.
    Anuś- przelatuj historię, tak wspaniale piszesz, ze z niecierpliwością czekam na wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  2. heheh! Widzę, że mycie okien to tak samo Twoja jak i moja pasja ;-DD

    I przyłączam się do prośby Ani - szukaj Aniu tej fotki, bo my tu czekamy niecierpliwie :-))

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj !
    Dziękuję za odwiedziny i dobre słowo.
    Cieszę się, że i Ty masz swój spokojny kawałek nieba na ziemi.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za kilka słów :)