piątek, 20 stycznia 2012

Obalamy mity: len

Post jest odpowiedzią na komentarze które często pojawiają się przy okazji prezentowania prac wykonanych na lnie. Chodzę sobie po różnych blogach robótkowych, czytam posty, komentarze pod nimi i wydaje mi się... nie: jestem pewna że mamy w naszym ogródku mit dotyczący trudności pracy na lnie.
Trudno mi ocenić z czego takie przekonanie wynika. Podejrzewam że przyczyn może być kilka:
  1. jakość materiałów dostępnych na rynku w kiedyś, kiedyś dawno temu
  2. wyobrażenie o nierówności nitek z których tkany jest len
  3. braku równości splotu (nitek i osnowy)
  4. brak możliwości znaczenia kratek

    Ad 1 & 2: Czasy się zmieniły, tkaniny również. Jakość materiałów poszła bardzo do przodu. Oczywiście len jest tkaniną wykonaną z naturalnych materiałów - nierówność poszczególnych nitek jest właściwa i nieunikniona. Dlatego też nie będzie można porównać jednego x do drugiego x. Nie o to chodzi aby były kapka w kapkę identyczne. I nie wymagajcie od siebie tego wyszywając na lnie.

    Ad 3: Teraz można zakupić len o równym splocie i mamy gwarancję że krzyżyki wyjdą kwadratowe a nie prostokątne :)

    Zanim doszedł na nasze rynki len, była kanwa tudzież Aida (nie będę tu teraz roztrząsać różnic). Aida jest jak ... siatka do wyszywania-  gotowe dziurki, igła sama lata w narożnikach i krzyżyki stawiają się same. No i jest gwarancja że krzyżyki będą kwadratowe.

    Ad 4: można na lnie znaczyć kratki tak jak na aidzie. Ale po co? Osobiście nie popieram tego rozwiązania. Jak już KONIECZNIE musicie to polecam przyfastrygować kratki. A żeby było jeszcze prościej: zaznaczyć tylko ramki pracy i środek. Wszystkie konieczne 'przemieszczenia' się po materiale wyznaczyć sobie fastrygą! Krótką nitką (około 5 cm) i po rozpoczęciu wyszywania wzoru jednym pociągnięciem wyjąć nitkę. Praca na każdym etapie będzie wyglądała pięknie!!! Jak? Propozycja poniżej:



    Wzory/prace które nie mają zakrytego tła nie wyglądają na aidzie tak dobrze jak mogłyby wyglądać na lnie. Co więcej: do większości wzorów aż prosi się aby były wyszyte właśnie na lnie!
    I cóż zrobić?  Nie tłumaczyć się tym że to:
    • na pewno trudne 
    • pewnie oczy nie dadzą rady, 
    • nie poradzę sobie
    • nie mam gdzie kupić
    • za granicą nie kupuję bo nie znam języka
    • na pewno się pomylę
    Proszę: to nie jest złośliwe! Po prostu takie padają najczęściej argumenty.
    Wszystko da radę. Do wyszywania na lnie wcale  nie trzeba mieć lepszych ani innych umiejętności niż do wyszywania na aidzie. Trzeba mieć dokładnie takie samo zdrowie jak do wyszywania na innych materiałach. Wyszywanie to wyszywanie. Nie dla mięczaków ;)
    Wcale nie trzeba wybierać lnu który jest drobny jak gaza i wcale nie trzeba wyszywać jedną nitką obejmując jedną nitkę tkaniny (jak w moim chłopaku).  Wyszywanie na lnie jest takie samo jak wyszywanie na aidzie.
    Inna jest numeracja i oznaczenia tkanin.

    W aidach oznaczenie jest proste i następujące:
    18ct to 18 krzyżyków na cal*
    16ct to 16 krzyżyków na cal
    i dalej analogicznie ..... 

    W lnie oznaczenia są następujące:
    60ct to 60 nitek tkaniny na cal
    40ct to 40 nitek tkaniny na cal
    36ct to 36 nitek tkaniny na cal
    32ct to 32 nitek tkaniny na cal
    28ct to 28 nitek tkaniny na cal

    Jeśli wyszywamy krzyżyk obejmując jedną nitkę (jak w moim chłopaku) tkaniny to będziemy miały następujące wyniki:
    36ct -->  36 krzyżyków na cal
    32ct -->  32 krzyżyków na cal
    28ct -->  28 krzyżyków na cal

    Jeśli wyszywamy krzyżyk obejmując dwie nitki tkaniny (tak jak zazwyczaj wyszywamy) to uzyskamy następujące wyniki:

    36ct -->  18 krzyżyków na cal --> czy to nie przypomina gęstości Aidy 18ct?
    32ct -->  16 krzyżyków na cal --> czy to nie przypomina gęstości Aidy 16ct?
    28ct -->  14 krzyżyków na cal --> czy to nie przypomina gęstości Aidy 14ct?

    A przecież na Aidach wyszywamy na co dzień i wcale nie są zbyt gęste, prawda???

    W kwestie producentów nie chcę wchodzić. Ja mam swoją wypróbowaną firmę Zweigart. I na materiale nie oszczędzam. Bo spory kawałek materiału który jest też sporym wydatkiem wystarczy na długie miesiące pracy i dobrego samopoczucia. Lepiej wydać na dobry materiał który wykorzystamy niż na kolejny organizer lub większy kawałek aidy ale który będzie leżakował ....W Polsce są dostępne materiały lniane dobrej jakości, trzeba poszukać w sklepach internetowych.

    Sama kiedyś wyszywałam tylko na aidzie - taka kolej rzeczy i naturalny samorozwój. Myślę że w życiu każdej hafciarki kiedyś musi nastąpić ten pierwszy krok: próbka lnu. Dla wahających się: mam nadzieję że ten post Was zachęci i przechyli wagę na korzyść lnu.
    Przyznaję: pierwszych kilkadziesiąt krzyżyków jest "innych" - trzeba bardziej uważać na to gdzie wbijamy igłę.
    Potem dłoń, umysł przyzwyczaja się i krzyżyki same się stawiają!


    Poniżej znajduje się kilka zdjęć poglądowych na temat gęstości tkanin - z centymetrem w tle ku porównaniu:
    Aidy:



    Len: 


    Czy tym artykułem przekonam choć jedną hafciarkę do spróbowania lnu?
    Dajcie znać co o tym sądzicie.


     * 1 cal = ~2,54 cm

    78 komentarzy:

    1. Świetny artykuł, bo tak chyba ten wpis trzeba nazwać.
      Mnie namawiać nie trzeba, wyszyłam świetne serwetki wiosenno-wielkanocne na dość nierównym materiale, z roku na rok coraz bardziej mi się podobają;-)

      OdpowiedzUsuń
    2. dzięki za artykuł :) mnie do lnu nie trzeba przekonywać, sama czekam z niecierpliwością, aż będę miała chwilkę czasu (czytaj - pokończę w końcu to co mam rozgrzebane :P), żeby popracować z lnem :)

      pozdrawiam ^^

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. :D Cieszę się z każdego komentarza który wspiera sprawę - dowodzi żem nie wariatka ;)

        Usuń
    3. Mnie też nie trzeba namawiać uwielbiam kolorysykę i "klimat" jaki daje len. A Post - przez duże P - Profesjonalny!

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Dziękować, dziękować :D

        Cieszę się że podpisujesz się pod wnioskiem o 'len'ienie się!

        Usuń
    4. Wyszywałam na lnie od zawsze. Początki były hardcorowe, bo dostałam od babci do "zabawy" płótno samodzielnie wykonane przez jej ciotkę.
      A potem było już tylko łatwiej.
      Żadna praca na aidzie nie była tak ładna, jak na płótnie. Nie mówiąc o niemożliwości wykonania na niej żadnego ściegu poza krzyżykowym, kwadratowym i za igłą.
      Hafciarka z klasą używa lnu.
      No chyba, że to aidowa wstawka na adamaszkowym obrusie, jak ktoś lubi takie rzeczy.
      Hafciarka z klasą używa płótna.
      Howgh.
      To pisałam ja, Gackowa

      OdpowiedzUsuń
    5. Kusisz niesamowicie :)
      A podasz link do sklepu i lnu, który Ty kupujesz ? (dla mnie tak dla porównania cenowego)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. sądzicie że prawisz kobieto najprawdziwszą prawdę. Najpiękniejszy jest moment, gdy umysł przechodzi na samodzielne, automatyczne stawianie krzyżyków i jeszcze ta świadomość, że dzieje się to bezpomyłkowo, miód i malyna!
        Osobiście na lnie jeszcze nie haftowałąm. Póki co macam, miziam i wzdycham w zachwycie. ... i odkładam na lepszy czas, lepszy pomysł, lepszy wzór... Haftuję na płótnie i to już jest niezła jazda, przyjemność niemywierna!
        Aneczko, super artykulik!

        Usuń
      2. Aeljot ja zakupuję zawsze w Sewandso - przy okazji też robię inne zakupy. Myślę że ceny tam mogą odbiegać od tych w Polsce. Nigdy nie porównywałam. Sama nie wiem dlaczego :/

        Usuń
      3. Ulcia, Dobra Kobieto. Bierz się do roboty bo zamiziasz ten len na śmierdź ;)

        Usuń
    6. Cieszę się,że napisałaś tego posta ! Ja nie boje się lnu, od dawna na nim wyszywam i ciągle słyszę słowa zdziwienia, że jest to możliwe, bo dla wielu tak właśnie nie jest. Choć w dalszym ciągu wyszywam też na kanwie, to bardziej podobają mi się te wykonane na lnie. Pozdrawiam i życzę wszystkim hafciarkom przyjemnego haftowania na lnie właśnie :)

      OdpowiedzUsuń
    7. Artykuł rewelacja, gratuluję!!! Na lnie wyszywam od niedawna i już żałuję, że nie "zmierzyłam" się z nim wcześniej. Kilka prac z pewnością wyglądało by lepiej, zwłaszcza tych z "pustym" tłem:)))
      Pozdrawiam Basia.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Popieram! Propagujmy len'ienie się :D

        Usuń
    8. jestem hafciarką bez klasy :)choć zdarzyło mi się coś tam kiedyś popełnić na lnie.
      boski pościk

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Jesteś Babeczka z klasą i jest git :)

        Usuń
    9. zachęciłaś. Zawsze chciałam spróbować tylko muszę gdzieś jakiś fajny len dorwać

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Arabesko - jesteś moim sukcesem :))))

        Zajrzyj do dwóch sklepów z brzegu: hobby studio i needleart - w obu można nabyć Zweigart Belfast.

        Usuń
    10. chyba każdy, kto chociaz raz spróbował lnu, już nigdy do aidy nie wróci, ja równiez nie jestem wyjątkiem. I nie wiem czego się tu bać, to jedynie kwestia "chcenia" i odrobiny cierpliwości na początku.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Howgh. Nie mam tak wielkiej wyobraźni żeby sobie Nore Corbett na aidzie wyobrazić ....

        Usuń
    11. Aniu widzę nauczycielską smykałkę :)
      Tak jak powiedziała wyżej Agata - len uzależnia i ostrzegam zaczynając wyszywać na lnie haft na aidzie już nigdy nie będzie taki sam ... ale warto!!!
      Aniu razem z Tobą wspieram akcję pod kryptonimem LEN!!

      OdpowiedzUsuń
    12. len to jest len choc od kanwy tez nie stronie,ja kocham DIM-ki i owe haftuje na kanwie;Zabwy typu RR tez,bo kiedys chcialam na lnie to poploch sie zrobil wsrod dziewczyn;jednak jako propagatorka lnu dolaczylam do mojej kanwy po mini kawalku lnu w postaci zakladeczki http://mamuska73.blogspot.com/2011/05/189bazy-zakladkowe.html ;wiecie ze RR sie juz prawie konczy a zadna z dziewczyn jeszcze sie nie przelamala do zrobienia chocby jednego xxx;szok
      ja swoje haftowanie zaczynal od "szarego" plotna zwanego tez sztywnikiem krawieckim;kanwa to bylo cos o czym zaczynalo sie dopiero slyszec a wyciaganie nitek z plotna doprowadzalo mnie do szalu

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Słyszałam właśnie od Qbaski o Twojej akcji (kawki). Popieram Cię w całej rozciągłości w Twej akcji. Szkoda tylko ze opornie idzie. Trzeba bardziej edukować chyba :D

        Usuń
      2. Fakt Mamuśka szkoda że dziewczyny nie chcą się przełamać :( A przeciez wyszywanie na lnie jest fajne.

        Usuń
    13. "Aleś pojechałaś" hihihihi ! Akcja LEN git jest !
      Na tym polu dokonania MAM I JA ! Ze 20 duszyczek zbałamuciłam i chociaż nie jest to handlowe podejście, bo mi aida zalegnie na połach, to i tak jestem ZA.
      Nie lubię cali, prościej liczyć też się da, ilość nitek w 1cm dzielona na 2 daje ilość #/cm itd.
      Buziaki mój ty GURU ;)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Dobrze, że ja nie muszę liczyć- Ty mi kochana to zrobisz bo to jakaś wyższa matematyka. Dobrze, że chociaż umiem liczyć już kanwę po kilku latach w końcu załapałam :D

        Usuń
    14. W końcu odpowiedni post się ukazał na łonie blogowym!!! Ja uwielbiam drobniusią kanwę i len (Marita poświadczy). Uwielbiam len za to, że wyszywany obraz jest delikatniejszy o wogle jakiś taki ładniejszy:D

      Aniu mam prośbę do Ciebie: potrzebuję legendę z oznaczeniem numerów mulin do twego Chłopaka. Schemat mam ale bez legendy. Poratujesz mnie???

      OdpowiedzUsuń
    15. a ja kupuję len w normalnej pasmanterii, na oko patrzę czy są równe krzyżyki, najczęściej mam szarości, jasnego o równych splocie jeszcze nie spotkałam, haftuję jedną nitka bo jest drobniutki i taki haft wychodzi dużo ładniej niż na kanwie. Krzyżyki są proste bez wyjątku i to wcale nie jest trudniejsze od haftowania na aidzie, tak jak napisałaś! Pozdrawiam i też POLECAM!!!

      OdpowiedzUsuń
    16. Słusznie prawisz. Len jest elegancki i nadaje się na wyroby użytkowe - serwetki, obrusy ozdobione haftem, czego nie można powiedzieć o aidzie. No i nasze babki żadnej aidy nie znały - to stosunkowo nowy wynalazek :)

      OdpowiedzUsuń
    17. Ja myślę nad tym już od jakiegoś czasu. Mam nadzieję, że czas pozwoli mi i na to, ale co do oczu to muszę sobie sprawić lupę, bo inaczej nie dam rady ;)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. wrrrrrr!!!! Proszę się nie poddawać!!! Wybierz grubszy len, taki około 28ct i będziesz śmigać jak na aidzie 14!

        Pokaż jak Ci idzie :)

        Usuń
    18. Ja uwielbiam len pod kazda postacia! Uwielbiam lniane ubrania i wyszywac na lnie. Haft, ktory teraz wyszywam na zamowienie jest wlasnie na lnie a gdyby len nie byl drogi sama bym tylko na nim wyszywala!

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. zgadzam się że ceny są mało przystępne. Ale które hobby jest tanie?

        Usuń
    19. No tak..łatwo Ci mówić ,mnie też nie trzeba przekonywac do lnu, bo prace na nim bardzo mi się podobają ,mam dośc kanwy! ale naprawdę ja nie widzę! ,ciągle się mylę ,próbowałam , przy małych pracach jeszcze ujdzie , ale duzych obrazów nie wyobrażam sobie wyszywać , mam podobny splot lnu jak Cyber Julka , z wymianki dostałam od Niej przybornik ale ledwie widziałam krzyżyki! i płakać mi sie chciało bo tez bym tak chciała. Mam kawałęk lnu z dawnych czasów i oszczędzam go jak mogę ,ponieważ jednak len z internetu jest drogi ,ponieważ jest produkowany za granicą, pozdrawiam .. ale jeszcze nie postawiłam kropki nad ''I''

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. są też polskie lny, znacznie tańsze. Kiedyś kupiłam taki w Łodzi, kosztował kilkadziesiąt zł za metr, ale szerokość miał .... 1,5metra! To była płachta materiału!!!
        Kolor śliczny, wyszywało się też niezgorzej. Trzeba tylko za każdym razem próbkę zrobić czy materiał ma równy splot. Np.: 10 na 10 krzyżyków i porównać wymiary.

        Usuń
    20. do tej pory tylko haftowałam na kanwie, jednak ostatnio zakupiłam len- po raz pierwszy w życiu :) oczywiście z zamiarem wyhaftowania na nim czegoś; zaczynam od 32 ct, myślę, że na początek to rozsądna gęstość;

      OdpowiedzUsuń
    21. Mnie też nie trzeba do lnu zachęcać. Bardzo lubię tę tkaninę. W początkach mojej przygody z haftem, a było to ok. pięć lat temu, moją drugą pracą był haft na lnie i to na dodatek pojedyńczą nitką! Uwielbiam len. Pozdrawiam.

      OdpowiedzUsuń
    22. Cały czas tu wracam bo straciłam przez ten len serce do kanwy i co ja mam teraz zrobić ? muszę skończyć wreszcie tę nieszczęsną syrenę!

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Spokojnie :) skończysz wtedy zaczniesz następną pracę. Taka kolej rzeczy :)

        Usuń
    23. Dołączam się z całego serca do orędowniczek lnu. Uwielbiam len w sumie chyba właśnie za jego niedoskonałości. Każda praca jest unikatowa. Obserwuję także niepokojącą tendencję do coraz drobniejszego splotu :-). Jeśli chodzi o oczy to lupa się przydaje. Chciałabym się także podzielić się metodą na unikanie błędów przy większych pracach. Ja robię fastryge w kwadraty 10 krzyżyków na 10. Fastryguję najczęściej żyłką, bo ładnie wyślizguje się po zakończeniu pracy. Także dziewczyny do lnu :-) i dzięki Aniu za świetną notkę

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Angelo dziękuję za wsparcie! I za fantastyczną podpowiedź z użyciem żyłki! Faktycznie żyłka to jest TO: nie da się jej podzielić igłą podczas wyszywania i ślicznie się wyślizgnie po wyszyciu.
        Brawo!

        Usuń
    24. A to ciekawe, bo właśnie niedawno kupiłam dwa kawałki lnu. Jeszcze nie wiem, co na nim będzie, ale na pewno coś fajnego :) A kupiłam, bo len jest taki elegancki w formie i wyglądzie.

      OdpowiedzUsuń
    25. Aniu, podpisuję się pod każdym Twoim słowem, sama bym tego tak trafnie nie napisała, choć myślę podobnie. Kiedyś, podobnie jak Gackowa, haftowałam na samodziałowym lnie i wcale nie było krzywo, było naturalnie !!!

      Nie lubię haftów udających coś innego: obraz, wydruk, haft ma być haftem. A haft ręczny, haftem ręcznym, gdzie może nie każdy krzyżyk/ścieg jest jednakowy, ale przez to prawdziwy, oryginalny, naturalny...

      Kiedyś, gdzieś czytałam, że aida jest tkaniną dla początkujących, zaawansowani haftują na płótnie (lnie, bawełnie. Sama przeszłam jakby odwrotną drogę, najpierw len, potem aida by znowu powrócić do lnu.

      Aniu, piszesz o lnach, ale tkaniny do haftu to nie tylko len, choć wg. mnie on jest najszlachetniejszy, może to być tez płótno bawełniane, chyba bardziej chodzi o splot i brak dziurek charakterystycznych dla kanw.

      A co do równej aidy to na kołderkowie miałyśmy partię, na której krzyżyki wychodziły prostokątne i trzeba było dobrze się zastanowić czy to co haftujemy ma być grubsze czy wyższe ;)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Krzysiu, dziękuję. Oczywiście len nie jest jedynym naturalnym materiałem ale jakoś siłą rzeczy to właśnie na nim się skupiłam. Nie zamierzone jest pominięcie innych tkanin. A celem jest tylko i wyłącznie zachęcenie do odłożenia na bok aidy na rzecz innych tkanin :)

        Usuń
    26. Z uporem amniaka niezmienisz ustawień na okno wyskakujące w komentarzach, ach...
      LEN-jest SUPER, REWELACJA, nic dodać nic ująć.
      Jak kogoś nie przekona do lnu ten post to...już nie wiem jak mówić, żeby dotarło.Mnie już nie trzeba przekonywać. Całam jestem za.
      Wróciłam już z ferii kochana więc czas na jakieś dobre winko w doborowym towarzystwie. Tylko bez samochodów.
      Buziole

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Ależ Kajko, ja zmieniłam na okno już dawno! Po naszej rozmowie! Tylko chyba po ostatnich upgradach bloggera w ogóle zmieniły się ustawienie komentarzy i sposób ich pisania.
        Winko bez samochodów -yes :)

        Usuń
    27. Nowy laptopik i trudności z pisaniem więc i błędów zdećko, ale co tam,przymknij oko...
      Buziole

      OdpowiedzUsuń
    28. Możecie coś więcej o tej żyłce? bo jak len drobny i delikatny co by dziur nie narobić...

      OdpowiedzUsuń
    29. Chodzi o zwykła nić żyłkową (zwykle czarną), którą za 2-3 złote można nabyć w pasmanterii.

      Również uwielbiam len. Szkoda, że najpiękniejsze lny są dostępne tylko online. W Poznaniu len do haftu krzyżykowego jest dostępny tylko w pasmanterii na Al. Marcinkowskiego. Nie zawsze mają i nie wszystkie gęstości.

      Aploch, co do Twojego znaleziska z targu staroci - na podstawie książek i filmów wysnuwam wniosek, że kiedyś wyposażenie robótkowe w Polsce było lepsze. Jest taka scena w filmie "Znachor", gdzie Bińczycki kupuje jedwabne nici w wiejskim sklepiku, a ekspedientka (Anna Dymna) pyta m.in. o kolor. Był to wiejski sklepik w małym miasteczku gdzieś na Kresach.
      Podłoże Twojego obrazka to zapewne perforowany papier - podobno popularny w czasach wiktoriańskich. Spotkałam się z nim w paru książkach robótkowych.
      Można go zamówić m.in. w skądinąd znanym sewandso.co.uk

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Arachne, dziękuję za wyjaśnienie kwestii żyłki. Sama nie używam więc nie wiedziałam kompletnie co poradzić.

        A co do znaleziska: dziękuję za podpowiedź. Faktycznie w tamte rejony sewandso się nigdy nie zapuszczałam. A papier jest jak nic. Chyba dla porównania sobie kupię przy zakupach kawałek żeby porównać.
        A z zaopatrzeniem to jest zabawnie. Niestety czasami mam wrażenie że nasze sklepy się uwsteczniają. Ostatnio pewna Pani wycofała len bo nie schodził. Ma w sprzedaży za to więcej kanw :(((( Buuu.

        Usuń
    30. Arachne dzięki za informację , zapytam bo nie mam zielonego pojęcia jak to wygląda. A jeśli chodzi o to co napisałaś , wyposażenie sklepów , to juz 20 lat temu było lepsze jeśli chodzi o tkaniny..

      OdpowiedzUsuń
    31. No kochana zaszalałaś!! Post super!! ja Ci i Wam napisze jak to było z moim haftowaniem... w związku z tym, że zaczęłam haftować jakieś naście lat temu (w VII kl. szkoły podstawowej - tj. w 1998 roku) no to zaczynałam na kanwie, na która teraz nie mogę nawet patrzeć... chyba 10 albo 12 ct... i ten paskudny kolor... brrr... Potem była taka sztywna, nieco gęstsza do haftu gobelinowego... spokojnie cała nitka muliny przechodziła... Potem zaczęłam kupować już te lepsze Aidy, o większej gęstości i dosyć długo na nich haftowałam i haftuję do dziś... z tym że obecnie na 14 ct to tylko kołderkowe kwadraciki (jak robię) albo coś małego na kartkę. A jak haft to 16 a najlepiej 18 ct. jedną nitką. Ze dwa lata temu nabyłam coś co się zowie etamina i ma gęstość chyba ze 25 ct. Hafciki na tym wychodzą cudne :) No tylko trzeba się nadłubać... Dostałam kiedyś kawałek takiego białego materiału do haftowania o gęstości nie znanej mi, ale myślę że więcej niż 25 ct. I wczoraj sobie go naszykowałam do wyhaftowania takiego jaja wielkanocnego jak tu widzicie... Mnie się tez len bardzo podoba... hafty na nim są cudne... ale tez się boje, że nie podołam, że to za drobne, no i krzywe, a ja krzywości nienawidzę!! No a przy haftowaniu do dwie nitki lnu to na bank bym się pomyliła i coś gdzieś źle wbiła... Ale myślę, że jak to jajo zacznę na tej drobnicy to będzie jakiś przedsmak haftowania na lnie... co prawda tu splot jest równy tylko bardzo gęsty, ale myślę, że będzie podobnie... Generalnie tendencja w haftowaniu jest wiadoma... z czasem materiał na którym się haftuje gęstnieje... i potem za nic się do tego rzadkiego nie chce wrócić :) bo na gęstym prace wyglądają o niebo lepiej....
      Ależ się rozpisałam....

      OdpowiedzUsuń
    32. Zgadzam się z Tobą we wszystkim, co napisałaś. Haftuje od niemal czterdziestu lat i zaczynałam na lnie. Dla mnie nie ma absolutnie żadnej różnicy jeśli chodzi o stopień trudności :)))
      Jeśli obejmujemy igłą dwie nitki, co to za problem policzyć do dwóch? :D A krzyżyki liczymy tak samo na lnie jak i na kanwie. Efekt nieporównywalny, na korzyść lnu, oczywiście. Kanwa jest dobra do drobniutkich hafcików na kartki wysyłkowe i przy haftach z zahaftowanym tłem. Ale jeśli chodzi o większe projekty, gdzie odkryte jest tło, len jest nie do przecenienia, ten nierówny też!
      Ubiegłaś mnie tym postem, bo już dawno chciałam "obalić ten mit" :)))

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. czytam Ci w myślach :D
        Dziękuję za głos ZA :)

        Usuń
    33. Tyle osób napisało, ze post jest super i ja też muszę! Wiele lat temu haftowałam na czym się dało, więc i len nie najlepszej jakości się trafił, później rozkochałam się w porządnej, równiutkiej kanwie, a teraz po obejrzeniu cudnych prac na lnie, pójdę w tą stronę... i wcale się nie boję! Będzie super! A Twój chłopak boski:)

      OdpowiedzUsuń
    34. Fakt, len jest nieporównywalnie ładniejszy od kanwy. Mam jeszcze stary dobry len babciny, ręcznie robiony, raczej go na coś 'szyciowego' wykorzystam. Ale znalazłby się i kawałek tego 'równiejszego', może, może i się skuszę...

      OdpowiedzUsuń
    35. ...Ja uwielbiam len, koniec kropka...

      OdpowiedzUsuń
    36. Też nie wiem w czym problem. Pierwszą pracę wyhaftowałam na aidzie, polskiej, badziewnej, nie podobała mi się. Len to jest zupełnie inna jakość, prace na lnie są elegantsze, a na lnie dobrej firmy haftuje się o wiele lepiej niż na aidzie, nie mówiąc o braku problemów z półkrzyżykami itp.

      OdpowiedzUsuń
    37. No to zostałam przekonana , może najpierw len grubszy..

      OdpowiedzUsuń
    38. no no, Pani Psorko ;)

      prawdą jest, że jak raz się człowiek przełamie i spróbuje na lnie, to Aida już nie wydaje się tak cudownym materiałem jak kiedyś się myślało. Dla mnie to kolejny etap rozwoju - zaczynałam od obrazka nadrukowanego na kanwie, potem była Aida 14 ct i kratkowanie, potem 18 ct i kratkowanie, potem bez kratkowania a potem len - następny pewnie będzie len 1x1 :D

      OdpowiedzUsuń
    39. Len szlachetny jest i basta. Ja mam spore kawały przedwojennego lnu i zamierzam je obhafcić. Nie zależy mi na równym splocie, ważny jest kolor, niekiedy przaśny efekt. Będę się lenić, ino porozganiam terminowe sprawy.

      OdpowiedzUsuń
    40. to też dorzucę moje 3 grosze w temacie ale wiem, że już to gdzieś pisałam ;) Kilka lat temu znalazłam w domu kawałek nici do wyszywania (nie wiedziałam wtedy że to się zwie muliną) i kawałek szmatki (surówki lnianej). Wyszyłam na niej parę drobiazgów pojedynczą nitką przez jedną nitkę tkaniny. Takie drobienie właśnie uwielbiam. Potem kupiłam to co było w pasmanterii - polską kanwę ok.21ct (bo taka nierówna lekko). Też się dobrze wyszywało. Potem wpadły i inne kanwy i do hardangera unifil 25ct - też super sprawa. A z rok temu len ( a może jakaś mieszanka - w każdym razie kupiona jako len). I znowu się dobrze wyszywa. Ja po prostu lubię wyszywać - na czymkolwiek!
      I myślę, że są osoby takie jak ja, że też by kupowały drogie materiały, dobrej jakości, i w sklepach zagranicznych i wypasione lny, ale po prostu ich na to nie stać... smutne ale prawdziwe.... Dlatego niezmiernie się cieszę, że są też inne tkaniny i o różnej gęstości, na których też się mogę realizować :) A post bardzo fajny, bo możliwe, że naprawdę kilka osób sięgnie po len, by się przekonać że nie taki straszny ten len.
      Żeby było śmieszniej to właśnie dziś siedziałam na allegro i patrzyłam na oferty lnu - są tanie i drogie, ale nie wiem czy na tych tanich da się wyszywać i czy nie jest to za sztywna tkanina.
      ps. jak komuś nadbywa lnu, to ja chętnie przygarnę ;) (żartuję tak sobie)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Violu moją intencją nie było zachęcać do kupowania drogich materiałów za granicą.
        Wiem że materiały maja koszmarne ceny.
        Post miał na celu propagację gatunku materiału w hafciarstwie. Oczywiście można nabyć i polski dobry len. Może bardziej wiotki, może nie tak równy i komfortowy do pracy, ale jednak len.

        Pozdrawiam ciepło.

        Usuń
      2. Kochana, ja bym Cię o to nawet nie podejrzewała :)

        Usuń
    41. Dziękuję za miły komentarz u mnie!Wrócę tu, by przeczytać ten interesujący wpis. Uwielbiam haftować na lnie, ale póki co zaopatruję się w przypadkowych sklepach, a marzę o dobrym lnie , tylko muszę wybrać odpowiednią gęstość!Pozdrawiam!

      OdpowiedzUsuń
    42. Snuję się po necie w poszukiwaniu informacji, z której strony ten len ugryźć:) no i tu znalazłam coś dla siebie.
      Pewnie ten "lniany" post i komentarze pod nim przeczytam jeszcze nie raz:)
      Pozdrawiam

      OdpowiedzUsuń
    43. Trafiłam na ten tekst dopiero dzisiaj, akurat w momencie, kiedy zastanawiałam się nad podjęciem pierwszej próby poważnego haftu na lnie. Bardzo Ci dziękuje za ten wykład, przekonałaś mnie i oświeciłaś w lnianych szczegółach :)))

      OdpowiedzUsuń
    44. Jednak spróbuje dzięki Tobie choc jestem zupełnie przerażona :D

      OdpowiedzUsuń
    45. Cieszę się, że kliknęłam na ten post...mam kawałek lnu w domu i tak sobie czeka aż spróbuje czegoś nowego...dzięki temu postowi wszystko stało się dużo jaśniejsze prostsze :) Dziękuję!

      OdpowiedzUsuń
    46. Podpisuje się pod tym postem wszystkimi odnogami. Ja lnu sprobowalam i nie żałuję. Kanwy używam do wzorów całkiem pokrytych mulina.... Ale to dlatego ze nie lubię marnotrawstwa. Bo len musi być widoczny! Mam też na koncie kilka dusz które przeszły na stronę lnu ;) i odbieram to jako mój osobisty sukces. Brawo za super post.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Właśnie spojrzałam na datę: 2,5 roku od publikacji postu :D
        A ciekawa jestem czy mi się udało kogoś na tyle skutecznie zachęcić żeby zaczął wyszywać na lnie i już nie wrócił do kanwy? Ciekawe...

        Usuń

    Dziękuję za kilka słów :)