niedziela, 25 listopada 2007

święta w drodze ...


...dlatego czas najwyższy już zacząć przygotowania.
Tak jak zapowiadałam, musiałam sobie odpocząć od powellka. Ale czas goni i nie można siedzieć bezczynnie. Dlatego wydłubałam sobie dwa wkłady do kartek świątecznych. Potrzebuję jeszcze co najmniej jeden wkład.... Ale to już nie jest takie pilne...
Bombki są wykonane na czarnej kanwie 18 ct, srebrną i złotą muliną Madeira i muszę zaznaczyć, że chociaż nie cierpię wyszywać nićmi metalizowanymi, to tym razem obyło się bez rękoczynów - tylko nawlekanie sprawia nieco kłopotów, ale już wyszywanie samymi nićmi to przyjemność w porównaniu do nici metalizowanych np.: DMC. Jeśli chodzi o wzorki w bombkach to wykonałam ją tradycyjną muliną z jednego tylko względu: jedna nitka nici metalizowanych była nieco zbyt gruba i nie było widać misternych "zawijasków" na wzorach.

Dodatkowo zrobiłam sobie małego aniołeczka. A to dlatego ze kupiłam idealne nici do tego celu. Mianowicie po raz pierwszy skusiłam się na zakup mulin wielokolorowych = cieniowanych. I jak na razie jestem całkiem zadowolona z efektów pracy  Aniołek ma wymiary 5,5 cm x 6,5 cm i jest wykonany na aidzie 16 ecru.

niedziela, 18 listopada 2007

połowa IV panela(u)

Pomimo intensywnego tygodnia, oraz weekendu spędzonego uczciwie w szkole od rana do nocy, udało mi się dobrnąć do połowy panelu Cafe. Przyznaję że dziś same backstitche malutkich okienek nad wejściem o mało mnie nie dobiły - niemal cały wieczór dłubałam tych kilka kresek !!!! Jakoś traumatycznie je przeżyłam. Chyba będę musiała sobie zrobić ze dwa dni przerwy w dłubaniu.

poniedziałek, 12 listopada 2007

po kakao, czas na kawę

....zapraszam więc do Cafe des Arts, której fasada została zaprojektowana przez światowej sławy projektanta bez szóstej klepki: a jednak krzywe okna, kopnięte drzwi nie przeszkadzają w miłym spędzeniu czasu.
Spędzam miło czas już od kilku dni nad czwartym z pięciu paneli - tym razem tytułowa Cafe 2, Handmade Houe of Provence, M.Powell.
Choć już dziś nie zdążyłam zrobić wszystkich backstitchy to i tak uważam że warto pokazać postęp - widać po prostu na kontraście co tak naprawdę dla tego typu haftu oznacza wykończenie - WSZYSTKO !
Oryginał zaś wygląda tak: tutaj

wtorek, 6 listopada 2007

i kakao się rozlało.....

.... czyli koniec.

Teraz szybko zabieram się za kolejne dwie prace z serii moich ulubionych - czyli zagadkowo powiem, że będę kończyć rozpoczęte jakiś rok temu panele.
Siedzenie w domu na zwolnieniu ma swoje dobre strony ...

poniedziałek, 5 listopada 2007

kakao cd....

Trochę się pochorowałam - sam nie wiem dlaczego: ostatnio nie zmarzłam, ani nie biegałam zgrzana po zimnie. Niemniej dopadło mnie katarzysko, kaszel i gorączka. W związku z tym wczoraj prawie cały dzień przeleżałam w łóżeczku. Zwlekłam się na chwilę żeby posprzątać mieszkanie, ugotować zupkę ale nad wieczorem już znowu leżałam w łóżku. Za to już dziś nieco lepiej się czułam i postanowiłam złapać za robótkę już dawno nieśmiganą 
Udało się nieco podgonić robotę - teraz to już z górki będzie lecieć