niedziela, 14 czerwca 2015

Jak daleko leży zasłona od narzuty?

Ano blisko. 
Spadła zasłona milczenia i ukazała się narzuta.
Narzuta której historię opisała bardzo szczegółowo Monika Ata na swoim blogu: LINK.

A to mój skromny wkład.
Najpierw powstało pole. Pole długo czekało na zasiedlenie/zarosty. Dumałam, myślałam, kombinowałam jak by tu wierzby zrobić.

 

 Jeździłam z nosem przy szybie samochodowej i oglądałam. Wykombinowałam. I w końcu uszyłam.

A efekt mi się tak spodobał że postanowiłam na statek do Serocka zabrać szmaty. Podczas rejsu cięłam, szyłam.... 
Po zszyciu okazało się że że zbyt mały jest więc musiałam jeszcze doszyć.
Jak już wypikowałam dobrałam się do koralików i machnęłam pole z makami i chabrami.
I dziewannę na łące i motylka.
Praca wyszła oszczędna w wyrazie ale właśnie taka miała być. Taką ją widziałam oczami wyobraźni i taka powstała.

A teraz cała narzuta zagościła już u Danki więc za późno na reklamacje ;)

Czas brać się za kolejne projekty.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Pracowity koniec weekendu

Ostatnimi czasy uczestniczę w samych tajniackich projektach szyciowych. Cokolowiek już uda się po nocach szycia stworzyć idzie w tajniacką dziurę i nic nie mogę pokazać dopóki wszystko nie trafi na swoje miejsce.
A ponieważ czas skurczył mi się jeszcze bardziej od kwietnia, w ogóle zadziwia mnie że jeszcze raz na dwa tygodnie odpalam maszynę.

Długi weekend minąl cudownie: ZERO pracy, ZERO laptopa, nie-ZERO internetu. Nałóg nałóg, nałóg.
Ale odpoczęłam i tak.
Wybraliśmy się nad morze. Jakieś 3 godziny na plaży wystarczyło żebyśmy zapragnęli natychmiastowej zmiany.
Siedzenie na plaży to nie nasza bajka. Ale muszę przyznać że plaża Stogi jest piękna!
 Sobotni upał unieruchomił nas w domu więc dopiero wieczorem wybraliśmy się na melanż po Płocku.
Za to w niedzielę rano... Miałam plan. Wreszcie zabrać się za stojące od jesieni krzesła.
Muszę przyznać że kiedy zobaczyłam 7 sztuk takich krzesełek na śmietnisku poczułam się jak żul: musiałam je przygarnąć. Mój A. jako odważny człowiek poszedł śmiałym krokiem i po prostu  je wyniósł. Pojechały na działkę, a ja obiecałam im drugie życie. Zrobiłam im nowe siedziska i czekają. Aż je odrestauruję.
Pod koniec lata ubiegłego roku wybrałam się z Kajką do Łodzi. I tam zostałam ugoszczona przez Iwonkę z blogu Biel z odrobiną błękitu. Miałam zaszczyt obejrzeć Jej mieszkanie. I ja i mój A. byliśmy pod wielkim wrażeniem. Obydwoje byliśmy zachwyceni wystrojem i funkcjonalnością mebli.
Iwonka udzieliła mi kursu malowania mebli i dała wiele cennych wskazówek co i w jakiej kolejności wykonać. Możecie też tutorial znaleźć tutaj: TUTORIAL.

Zanim z Łodzi dojechaliśmy na działkę do Płocka wyrok zapadł na połowie z naszych mebli: będzie biało!
Zakupiłam farby i ...stały. Do dziś.
Dziś rano uzbrojona w papier ścierny wreszcie odszlifowałam 4 krzesła. Uwierzcie że zdzieranie lakieru papierem ściernym to nie je-bajka. Odkryłam też wszystkim zapewne znaną prawdę: kluczem do sukcesu zdejmowania lakieru jest... ostry, nowy kawałek papieru ściernego.
Zatem podejmując dwa kawałki na jedno krzesło osiągnęłam ostatecznie wynik: 4 wyszlifowane. Nie, nie - idealnie się nie dało. Ale wystarczająco żeby zdjąć lakier w niektórych miejscach do drewna (ok 70% powierzchni) a w niektórych zmatowić tylko.
Tutaj obraz 4 krzeseł, czwarte (z lewej) jeszcze przed szlifowaniem. 


1 stare, 3 odszlifowane

Potem krzesełka odpyliłam. I po kolejnych 2,5 godzinach pomalowałam podkładem. Dokładnie takim jak poleca Iwonka.
4/7 krzeseł z podkładem
 Podkład elegancko wyschnie i za tydzień będę malować białą farbą. Doczekać się nie mogę efektu :)))
No i jeszcze tylko 3 krzesła do odszlifowania....

A gdyby  ktoś się pytał co to za pomieszczenie drewniane do trzymania krzeseł... To domek dla Jasia. Dziadek Janek wnusiowi poskładał. Ale Jasio jakoś nie pcha się do zabawy więc chwilowo przygarnęłam domek (hehe  - pałac raczej) w celu pracowni malarskiej. Idealnie się złożyło....

Domek Jasia

Domek Jasia
Po dzisiejszym dniu i 6 godzinach szlifowania i 2,5h malowania moje ręce mówią: dość. Mam nadzieję że odzyskam formę w tygodniu w następny weekend znowu ruszę z pełną parą do kolejnego etapu.