czwartek, 12 marca 2015

Fajne Babeczki


Jak to się zaczęło???
Tak normalnie. Był facebook,  grupa, znajomość z Małgosią z Silesian Quilt i nagle... Rach, ciach. Jak to u Małgosi. Cyk, zaproszenie, zapytanie, zgoda i już byłam w projekcie.
Projekcie Suebonnet sun czyli SBS. 

Koncepcja była taka:
  • jest nas 9 sztuk kobiecych
  • szyjemy 9 identycznych bloków z laleczkami SBS
  • wybór wzoru: dowolny (chłopiec, dziewczynka, parka, ogrodniczka czy lekarka)
  • wybór tematyki: dowolny,  pod warunkiem że (pełna demokracja doprawdy ;) ) odzwierciedla i charakteryzuje miesiąc urodzenia autorki 
  • rozmiary: narzucone; blok 12"x12" na gotowo, laleczka minimum 8,5" wysokości
Po ukończeniu laleczek całe 9 sztuk wpakowałam w kopertę i pojechały do Małgosi. To był punkt centralny zbiórki wszystkich naszych uszytków.
Szefowa po zebraniu wszystkich zrobiła szacher- macher i każdej z nas przydzieliła po jednej. Znowu biedne dziewczęta zostały wsadzone do koperty i tym razem do mnie trafiła paczka zwrotna z całym stadkiem.

Teraz trzeba będzie uszyć kołderkę i pożenić te fajne babeczki.
Zobaczcie jakie ciekawe interpretacje miesięcy zostały uszyte.






















Teraz TYLKO pozostaje mi wymyślić jak z tych wszystkich babeczek ukleić jedną kołderkę.

Mission Impossible.....

piątek, 6 marca 2015

Wiosna - lato - jelly roll race


Chce Wam się wiosny? Bo mi TAK!

Ale ja zacznę od tego że jesienią 2014 trafiłam na fantastyczny pomysł: przecież podobno na youtube są filmy i tutki patchworkowe! Odkrycie godne Einstaina, doprawdy.

Kliknęłam na najpopularniejsze filmy i wsiąkłam w kanale Missouri Star Quilt Company i cudnej trenerki Jenny Doan.
Ciemną nocą, kiedy już nie wypadało turkotać maszyną, kliknęłam na film:


Jak skończyłam go oglądać było już za późno na zakupy. Ale następnego dnia pojechałam do jedynego mi znanego sklepu stacjonarnego i zakupiłam pierwszy jelly roll który mi wpadł w rękę.
By to Free Spirit - kolekcja The Painted Garden Deny Fishbein.

Zrobiłam jak na filmie dokładnie: jelly roll race :D
Zajęło mi to co prawda jakąś godzinę z hakiem, ale mam!  I jeszcze miałam dużo zabawy z szyciem :D

Top sobie leżał długo bo nie mogłam się zdecydować jak go wykończyć i jak... poprzestawiać kolory. Bo wyszło mi dużo powtórek i jakiś taki "symetryczny" się zrobił kolorystycznie. Aż wreszcie nadszedł jego czas, dojrzała decyzja o najprostszym wykończeniu i pikowaniu z wolnej ręki, lotem trzmiela.
Dwa wieczory zmagania się z maszyną i quiltem. 
W końcu ręczne przyszycie lamówki i już jest! Letni pled.

Rozmiar to 91cm na 142cm. Niby dziecięcy rozmiar a i tak mój największy do tej pory.
Quilterki zabiją mnie śmiechem ;)

Trenowałam dzielnie na swojej maszynie lot trzmiela, naciąg nitki, w miarę jednakową długość ściegów. Wyszło jak wyszło ale bez treningu nie ma postępu. Na szczęście wstydu pled nie przynosi.


 Kolory i ich połączenie podoba mi się niezmiennie.
 Mniam.

Niech ten kolorowy post nieco rozjaśni Wam piątek i weekend.