piątek, 28 listopada 2014

Nadal faza szycie

Na FB znalazłam ogłoszenie o zabawie świątecznej. Takiej akurat jak dla mnie: na ostatnią chwilę: Last minute Christmas sampler QAL.
Jak zobaczyłam bloki..... nie miałam nawet sekundy zawahania nad decyzją.
Autorką projektu jest Julianna Gąsiorowska prowadząca blog: Sewing under rainbow i projektownię Jednoiglec.
W pierwszym odcinku wystąpiły choinki. Musiałam je uszyć.
Wszystkie materiały do szycia tego bloku pochodzą ze sklepu Ładne tkaniny.

 Materiał na tło to Fabric Freedom. Spójrzcie jak ślicznie się mieni na złoto. Nie jestem fanką złota ale tym razem urzekła mnie dyskrecja połysku.


Zupełnie z innej paczki:
Dzięki zabawie o sobie samym poznałam sporą grupę quilterek i jest to ogromna zaleta zabawy. Nie wszystkie łańcuszki są takie złe.
Miło było napisać kikak słów niekoniecznie tylko o skończonej pracy, czy bieżączkach. Bardzo mi miło że to czego się uczę - szycie - podoba się Wam chociaż troszkę. Wciągnęło mnie i na pewno teraz ten blog będzie dzielony między hafty i patchwork.
Doszłam do wniosków i dojrzałam do zakupu dużej maty i linijki.  I w ten sposób z najmniejszego zestawu mata + linijka przeniosłam się na ten największy. Bardzo mnie to cieszy bo wreszcie duże projekty ruszą.

I z zupełnie innej bajki.
Tydzień temu zrobiłam sobie prezent - nagrodę za ciężką pracowniczą jesień i zawalone noce. Joasia Pawlikowska cyknęła mi sesję kobiecą. Na zdjęcia jeszcze będę musiała poczekać. Ale jedno ze zdjęć które już otrzymałam podoba mi się tak bardzo że chętnie tutaj zareklamuję talent i wyczucie Asi jako fotografa. Link do bloga:  klik.
Nieskromnie powiem że zdjęcie podoba mi się tak bardzo że od tygodnia nie mogę się nim nacieszyć.  






Dobrego weekendu Wam życzę!


poniedziałek, 17 listopada 2014

O sobie samym - Around the World Blog Hop

Do zabawy zaprosiła mnie Pani Ula prowadząca blog Ładne Tkaniny. Celem zabawy jest aby quilterki z całego świata opowiedziały nieco o sobie. 

Ja przyznam się że nominacja Pani Uli mnie bardzo mile zaskoczyła. Na pewno nie jestem quilterką, tym bardziej miło mi się zrobiło że Pani Ula dostrzegła moją walkę z maszyną, tkaninami i doceniła fakt że się uczę. 

O sobie samej
Jestem umysłem ścisłym, lub jak mój Tata mawia: ściśniętym. I nawet się nie obrażam. Tak: mam umysł ściśnięty i całkowicie pozbawiony genu  kreatywności. Za to jestem rzemieślnikiem, który stara się wykonać swoją pracę jak najlepiej.
Jestem też korpoludkiem. Niemal od razu po studiach podjęłam pracę w korpo jednej, drugiej i tak zostało. Prowadzę projekty telekomunikacyjne, od pięciu lat działam w krajach afrykańskich. Zespoły z tak egzotycznych krajów jak Gabon, Ghana, Demokratyczna Republika Kongo, Botswana czy Niger to tylko niewielka część nazw jakimi posługuję się na co dzień. Mam do Afryki wiele sentymentu. 
A już zupełnie prywatnie i na co dzień jest nas troje. Duży nie chce się pokazywać w sieci więc tylko ja i Młody. 

Lubimy tworzyć razem w większej skali. 
Za nami dom "dla wroga". 
Wiosną zabieramy się budowy "dla przyjaciela". Dziennik budowy już zarejestrowany.
Przed emeryturą zbudujemy wreszcie dom "dla siebie" ;)

Patchwork zawsze plątał mi się gdzieś po obrzeżach fascynacji. Ale uznałam że albo ktoś pokaże mi jak zjeść tę żabę albo nic z tego. Nie zamierzałam wyważać drzwi otwartych. 
Pierwszy raz przy maszynie na poważnie usiadłam w lipcu 2012 roku, kiedy to z Yenulką wybrałyśmy się na kurs do Julii Kosicki w Krakowie. Odbywały się wtedy warsztaty Berniny. 

Kurs był wspaniały, atmosfera radosna i ekscytacja i satysfakcja z pracy tak wielka że wiedziałam już że chcę iść tą drogą. 
Nękałam zespół Berniny o akcję w Warszawie. 
I wtedy pojawiła się na horyzoncie cudna osoba z błyskiem w oku: Anna Sławińska. 
Byłam u Ani w jej Szkole Patchworku na pierwszym i kolejnych kursach. Nauczyłam się mnóstwo o patchworku i sobie. To najcenniejsze doświadczenia!
Aniu dziękuję!


Nad czym teraz pracuję?
Największe przedsięwzięcie to w tej chwili zakończenie cyklu Sugar Block Club 2014. Zostały mi do uszycia dwa ostatnie bloki  i czekam na publikację ostatniego, aby zadecydować o kolorach których będę używać do zamknięcia koła barw. 
Oczywiście potem będzie TYLKO zszycie topu, pikowanie, lamowanie....


Drugi, prawie równie duży projekt to tajna kołderka co się jej nie szyje latami. W technice "aplikacja". To jest taki temat który gdyby nie Liderka Małgorzata pozostał na zawsze w sferze dolnych partii listy "to do". 
Bo ja aplikacji boję się jak diabli i chyba to jednak nie jest "moja bajka". A Małgosia mnie kopnęła w zadek i w nagrodę za bycie gadułą nominowała do zacnego grona projektantek. 

Trzeci projekt bieżący to efekt nocnego oglądania filmów na youtube. Jedna babeczka z Missouri Star Quilt Company pokazała jak w godzinę uszyć top z jelly roll. Tak się podekscytowałam szybkością szycia, że pojechałam następnego dnia do Ładnych Tkanin żeby zakupić słuszny jelly roll. Nocą machnęłam co trzeba bijąc rekordy ściegów szytych ciurkiem. Pierwszy raz szyłam w takim tempie i tak nie zważając na milimetrowe odmierzanie łączeń pasków. Po prostu szyłam. 
Teraz top leży bo przeraża mnie jego wielkość i nie obmyśliłam jak go wyprasować. Kolory jak widać energetyczne.



No i jeszcze ostatni projekt w trakcie a najpotrzebniejszy w zasadzie: pokrowiec na maszynę. Pikowany maszynowo i ręcznie. A do tego zszyty z łatek wielkości 2 cali na gotowo.

Czym moje prace różnią się od prac innych quilterek ?
Mają mój unikalny, tylko mi właściwy stamp w postaci mojej 1/4" szwu. Która jest jakaś większa niż 1/4" mierzona na całym świecie. Nie umiem jeszcze trafić w TEN rozmiar szwu.
Zdecydowanie za dużo myślę a zbyt mało szyję.
Za dużo mierzę zamiast dać popuścić się wodzom fantazji. Po prawdzie wodzów fantazji brak, umysł ściśnięty  rządzi.
Nie wiem jak można szyć ze skrawków kołderkę z wielkich kwadratów. Moje skrawki są nie większe niż 2,5 cala. Nie mam dużego pola do popisu i mogę co najwyżej pin cushion szyć z moich łatek ;)
Nie mam unikalnego stylu pracy, bo raczkuję. Raptem kilka sztuk prac do tej pory uszyłam, w różnych technikach, w różnych kolorach. Uczę się. Próbuję. Wszystkie poznane techniki zawdzięczam kursom Ani Sławińskiej.
I nie wiem kiedy wypracuję swój własny unikalny styl. A w zasadzie to czy muszę??? W końcu moje prace mają sprawiać mi przyjemność a nie zbawiać świat :D


Dlaczego tworzę to, co tworzę?
Tworzę bo bez tego moje życie byłoby bardzo ubogie. Jestem człowiekiem cierpliwym i precyzyjnym, lubię widzieć materialny efekt mojej pracy, lubię być zadowolona z efektów, choć przyznaję że właśnie w quilcie dopada mnie syndrom "myślenia": tak długo myślę o tym jak trudny jest projekt i jakie dobrać kolory że ostatecznie bojąc się rozczarowania niesatysfakcjonującym efektem nie zabieram się za pracę/projekt. A czas leci. 
Moja największa pasja to haft i to się nie zmieni. Ale patchwork i maszyna to druga technika po hafcie która mnie tak wciągnęła, że mogę śmiało przyznać iż dla quiltu jestem w stanie porzucić na dłużej haft.


Jak przebiega mój proces twórczy?
Niestety nie jestem kreatywna ale odtwórcza. Nie mam tego syndromu "co mi w duszy gra" więc  muszę mieć inspirację: instrukcję lub zdjęcie. Większość potem jestem w stanie sama zaprojektować - w końcu to tylko kwestia matematyki. 
Jestem słaba z rysunku, zatem moje prace będą naturalnie zmierzały w kierunku modern quiltu i prostych form, prostej kolorystyki. 
Na przeciwnym końcu są prace z obszaru pełnych aplikacji ręcznych, cieknących roślinnymi i zwierzęcymi motywami z fantazyjnym pikowaniem. Bo choć podobają mi się w większości to nie czuję mięty aby je szyć. Ręcznie realizuję się w hafcie a nie w szyciu. W szyciu poszukuję szybkiego efektu. 
Najlepsza droga do  inspiracji to dla mnie blogi i Pintrest - kocham!

Mam nadzieję że Was nie zanudziłam tak do końca. W końcu wszystkie te wpisy są do siebie podobne - każda z nas szyje/haftuje bo LUBI spędzać czas w ten a nie inny sposób. Każda wie co jej w duszy gra, a gra podobnie ;) 


Do zabawy zapraszam Jolę z bloga: od czasu do czasu. Zobaczcie jakie Jola ładne prace szyje w wolnych chwilach.