poniedziałek, 28 maja 2012

Malynowo


Czyż one nie są apetyczne???

Les Brodeuses Parisiennes, Etude aux Framboises
by V. Enginger
Fabric: Zweigart Belfast Linen, Antique White 
Threads: DMC


środa, 23 maja 2012

Niespodzianka jedna na 30-kilka lat


Pewnego dnia wchodzę bladym zapłakanym świtem do moich Rodziców, godzina 9 rano, spodziewam się rodzinki przy śniadanku a tu cisza.....
Lecę na pięterko, słyszę Krzysia, przewala się po łóżku a za zawalonym bogactwem biurkiem w piżamie siedzi moja Sister. Po chwili pokazuje mi niemal skończony naszyjnik soutache.
No stanęłam w progu jak wmurowana. Ona? Która moje zamiłowanie do dłubania zbywała wiele mówiącym  milczeniem, z przymrużeniem oka patrzyła na "dzieła" sama rysując i malując obrazy.
A tutaj rękodzieło-rękodzieło!
Zaskoczyła mnie nieziemsko! I bardzo to miłe że zwróciła się również w kierunku dłubania. Teraz łatwiej Jej będzie zrozumieć miłość do nitek, igieł, koralików i innych przydasiów ;)

W rezultacie nowej pasji na swoje urodziny dostałam bransoletkę.
Bogatą, szeroką tak jak lubię.
I w idealnych moich zimowych kolorach!




Muszę Sister przypomnieć że miała bloga ze zdjęciami swoich prac założyć ;)

czwartek, 17 maja 2012

Party dress ready!

Oto haft z historią i bagażem kilometrów. Zestaw zakupiony na wyprzedaży w Krakowie, haft rozpoczęty w Egipcie podczas urlopu, wyciągnięty ponownie na Krecie, dokończony w Polsce pod Płockiem.
Czas? Jakieś 2 lata.


Przysięgam: wyszycie backstitchy zajęło mi tyle czasu co wyszycie samej miśkowej. Jakiegoś szalonego projektanta mają w Anchorze. Najpierw wyszycie samych krzyżyków to pikuś. Ale potem posiatkowanie ich w 5 miejscach konturami to jakby siekać wołowinę.... Chwilami wydawało mi się że kanwa 14ct jest jednak zbyt gęsta na takie szaleństwo.
Niemniej jest! Skończony. W sam raz dla Różyczki, Zosi czy Jagódki.



Anchor Design: Forever Freinds "FRC197xs Party Dress"
Aida 14ct, Anchor threads

czwartek, 10 maja 2012

Śmierdząca sprawa

... zwykle pojawia się jak wchodzą w grę różne wyciągane z szuflad trupy. Nie wiem czy to WIP czy raczej UFOk ale mam takie ze trzy, może cztery ;)
W różnych okolicznościach przyrody różne rzeczy należy wyciągnąć. I tak podczas długiego weekendu majowego, podczas gdy szaleli w okół stołu chłopcy i ja nie miałam swojego krzesełkowego-stołowego miejsca na krzyżyki, wyciągnęłam serwetę z haftem ze Schwalm.  Bo tego typu haft mogę wykonywać w fotelu.
Z uwagi na brak mojej cierpliwości  i chęci do poświęcania dużej ilości pracy serwecie która może zostać zalana przy pierwszym nakryciu stołu, założyłam że serweta będzie miała ozdobione haftem co najwyżej dwa rogi. I koniec.
Komu się nie podoba nie zasiądzie przy stole ;)

Praca jest zdecydowanie in progress ale już nie wiele jej brakuje do końca. Już mi wstyd przed Anią Baranowicz że tak długo mi schodzi tylko z tymi dwoma rożkami.

Sedno drugiego bukietu kwiatowego prezentuje się tak (po prawej):
 Poniżej trochę detali:



Jeszcze tylko kilka listków i haft będzie skończony. Zabiorę się za wykończeniówkę - czyli coś czego tygrysy zdecydowanie nie lubią......