niedziela, 28 sierpnia 2011

Na Novo

Dawno nic nie pisałam o Novej. Bo i zacięłam się, szło bardzo powoli. Nasz zlot czarownic zaowocował  jednak przełamaniem niemocy wszechrobótkowej.  No i jaki wniosek? Zloty po prostu SĄ EFEKTYWNE!

Do tego stopnia że tydzień temu zrobiłam wycieczkę objazdową swojej niemobilnej pracy. Zabrałam ją na działkę i pracowałam dzielnie. A nawet zrobiłam Pani Novej sesję.

Znalazłam nawet niezwykłą jak dla mnie pozycję do pracy. Do tego stopnia dla mnie niespotykaną że aż musiałam ją utrwalić.  I wiecie co??? Wygodnie mi było!



Poranna kawa musi być. Taką magiczną serwetą wita mnie i kawę poranek w kuchni.....
Zazdrostka produkcji mojej Mamy

Kawa od razu smakuje bajkowo.

Miłego tygodnia!

niedziela, 21 sierpnia 2011

Sierpniowe wieczory i poranki

czasami ma się szczęście spędzić w towarzystwie nie tylko swojego Osobistego.
Wyrwałyśmy ze stolicy w piątek popołudniem a wieczorem dopadłyśmy domku na Grabinie. Z góry upatrzone pozycje w okół wspólnego stołu, kolacja, pogawędki, radość nieschodząca z oblicza. W końcu po opróżnieniu 'buteleczki' wina obrałyśmy strategiczne miejscówki łóżkowe. Było późno ;)
W sobotę Dziewczyny zajęły strategiczne miejsce robótkujące i przemeblowały mi chałupkę: kanapa wylądowała frontem do tarasu
 a Jola i Madziula zyskały miejsca z widokiem na las.
Nie na długo. Zaraz dołączyła moja Mama i zaczęła się nauka robienia na drutach.
Choć Madziula nie planowała nauki drucenia to nie mogła się oprzeć trzem Gracjom i dołączyła.
Małe przemeblowanie i już Dziewczyny siedziały w zupełnie innej konfiguracji i dłubały pierwsze oczka. Cóż za skupienie!
 Yenulka, Naila , Mama Aploch i Madziula

A za chwilę!?!? Jest ! Wyszło!!! Miny już odzwierciedlają ten stan upojenia :D
Madziula i Aga trenowały. 
Moja Mama robiła Himalayą Padisah, śliwkową. Do nocy zrobiła kilka powtórzeń schematu, o 1 w nocy spruła do zera i od 6 rano następnego dnia kontynuowała. Wiem z rozmów z Mamą że dzielnie walczy (aktualnie dwa tygodnie w Bieszczadach) i będę  miała szal :D
Jola trochę pokombinowała ale wreszcie znalazła coś dla siebie. A konkretnie dla siebie i dla uwypuklenia pięknej włóczki z dzikich ostępów. Zresztą poczytajcie u Joli na blogu skąd włóczka przyjechała :) Koniec świata!
Mama i Aga pojechały w niedzielę niestety :(
A my pełnie energii zrobiłyśmy kolejne przemeblowanie (i tym razem wpadłyśmy na fantastyczny pomysł użycia samowyzwalacza ;) )
Moje króliki dostały speeda i podgoniłam je. Również Madziula porzuciła druty na rzecz wieńca swego:

I tak w nastroju drutująco-krzyżykowym dotrwałyśmy do Kociołka. Jola dzielnie podniecała ogień, ja strugałam Joli kołki na głowie że wygasa i skutkiem tego jadłyśmy skwarki ;)

Było pięknie: towarzystwo, robótki, rozmowy, gotowanie wspólne, wędrówki z fotelami w poszukiwaniu cienia bądź słońca - zależnie od potrzeb. Luz i spokój. Muzyczka w tle. Cisza w której było słychać tylko ptactwo i stukanie drutów. Skupienie na twarzach.
Tyle się działo że nie pamiętałyśmy nawet o robieniu zdjęć. Przecież jeszcze Aga wyszywała swój Golden Pavilion, pokazywała nam pięknego hardangera, Jola prezentowała sutaszowe dzieła i Szeherezadę którą rok wcześniej też na Grabinie dziergała, Madziula robiła koralikową bransoletkę, którą skończyła! A zdjęć większości brak!

To był niezapomniany weekend.
Dziewczyny Dziękuję Wam i cieszę się że mogłam Was gościć!

Do spotkania za rok!

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Dubai come back

Jola twierdzi że TO trzeba zobaczyć.
No to pokazuję. Nie będę się kłocić, nie?

Dziś krótkie nawiązanie do wizyty w Dubaju a przede wszystkim wizytancja w Dubai Mall która zaowocowała niespodziewanie oglądaniem jednego z największych akwariów świata (Dubai Aquarium, rekord księgi Guinessa w 2009r. ) .
Gdybym miała świadomość że w galerii jest akwarium nie wybrałabym się do niego celowo. Ponieważ przez galerię szliśmy do słynnych fontann, po drodze trafiłam w to niesamowite miejsce. Spędziłam tam około 3 godzin. I jak teraz czytam to co napisałam (z perspektywy kraju) to pewnie znowu uważałabym że ktoś kto tam był przesadza.
Niestety byłabym w błędzie.
Akwarium to niesamowita atrakcja!
Poza olbrzymią ilością płaszczek i innych rekinów białych i młotów poniżej te najbardziej znane potwory. Pływające nad moją głową. 



Po akwarium oglądałam widowisko światła i dźwięku w fontannach zlokalizowanych pomiędzy Dubai Mall i Burj Dubaj (najwyższy budynek świata).
Dubai Fountain to miejsce w centrum miasta zbudowane absolutnie sztucznie w celu zabawy gawiedzi i bawienia tłumów przybywających na zakupy w Galerii. Ot, taka karuzela z konikami dla każdego. Niestety jakość ręczna gdyż filmy zostały zarejestrowane na mało profesjonalnym sprzęcie (aparat fotograficzny) o 22:30 i 23:00.
Pierwszy pokaz to Whitney Houston  a drugi to lokalny, arabski kawałek.
Miłego oglądania!