sobota, 30 lipca 2011

¿Hmmmm?

No nie.
"Sklepik z Niespodzianką" nie powinien się skończyć jak się skończył.
To nie fair. Taka zagwozdka na koniec że o mało nie spadłam z krzesła.

A kolejny tom z serii dopiero na wiosnę 2012.

Nie zgadzam się, nie kupuję tego zakończenia.


Do Kejt M. (jeśli to kiedyś przeczyta)

Ale dlaczego Anna Potocka? I to w takiej chwili? 
?????????????



Jestem Jednym Wielkim Znakiem Zapytania od dziś do następnego tomu. Chyba napiszę do Autorki i wydawcy żeby się trochę pospieszyli.

sobota, 23 lipca 2011

To nie tak że nic nie robię

tylko jakoś czas mi się kurczy. Daleko mi do igły. Jak nie praca, to wyjazdy, przyjazdy i latanie. Po Nowym Roku będzie lepiej.

A tymczasem chwytam za książkę.
"Lato w Jagódce" łyknęłam w jeden weekend a teraz dopadłam "Rok w Poziomce". "Teraz" to znaczy dziś przed południem.
Niestety skończyła się. Książka jest krótka. Za krótka. Spłakałam się, uśmiałam, wzruszyłam. Zrelaksowałam...

W tym tygodniu również skończyłam "Białą królową" Philippy Gregory. To już kolejna książka tej historyczki i specjalistki od czasów Anglii Tudorów. Polecam wszystkie książki! Traktują o kobietach twardych, zdecydowanych, ambitnych, wykazujących się niezwykłą intuicją i sprytem aby w czasach męskich rządów osiągać to co chcą.

A na tapecie zaraz będzie "Sklepik z Niespodzianką" również Kejt Em i "Czerwona królowa" Philippy Gregory. Tym razem o Małgorzacie Beaufort, przeciwniczce tytułowej Białej królowej. Ciekawa jestem jak z perspektywy twardej i zdesperowanej Małgorzaty wyglądały rządy Edwarda i Elżbiety Woodville.


I ot. Sobota dobiega końca.
Idę po herbatę i po książkę.


Pa!

poniedziałek, 18 lipca 2011

Pieśń przyszłości czy dzień dzisiejszy?

Tak się zdarzyło że mnie nie było jakiś czas tu. Za to nawet dość długo byłam gdzieś. W miejscu tajemnym, pożądanym, będącym synonimem luksusu, bogactwa, szaleństwa.
Powiem tylko że zaskoczyło mnie, powaliło, obezwładniło. Miasto. Nowoczesne, nieprzewidywalne, sen wariata. Wygląda jak z filmu który zaczyna się od napisu: "Rok 2075".
Wyprzedza pokolenia.

Tu mój hotel na granicy wieżowców i plaży (centrum miasta).... 

 

Nie potrafiłam zrobić zdjęcia stacji metra (z taksówki nie mieściła się w aparacie, a na piechotę tam się po prostu nie da dojść: brak chodników). A właśnie w projekcie metra zakochałam się. Oto pożyczone zdjęcie. Czyż stacja nie wygląda zjawiskowo???
W tle najwyższy budynek świata Burj  Dubai.
A poniżej w budowie kolejny sen wariata: budynek którego dach jest przekręcony o 90 stopni w stosunku do ziemi.... I te dźwigi na dachach. Ściągają je helikopterem??? Podobno 15% dźwigów na świecie zlokalizowanych jest właśnie w Dubaju. Nie wiem - nie liczyłam, ale jestem w stanie uwierzyć.

 

Był i czas na pluskanie w Zatoce Perskiej.
Jak widać poniżej: obok nowoczesności zderzenie z tradycją. Wielbłąd turystyczny i kobiety w czadorach.

Zresztą tych zderzeń chodziły pełne ulice, pachnące perfumami i parkujące Porche i Ferrari na granitowych chodnikach i podjazdach hotelowych......

Pierwszy raz cywilizowane miasto dnia dzisiejszego tak na mnie zadziałało. I nie ważne że w ciągu dnia temperatura była bliska 50stopni C w cieniu a w nocy spadała tylko o kilka stopni.

*
*               *

Co zostanie z niego gdy skończy się ropa? Co się stanie za dwadzieścia lat gdy trzeba będzie je utrzymać w dobrym stanie?
Teraz w Dubaju nikt o tym nie myśli. Najważniejsze że turyści jadą, biznes kwitnie.
A ja wracam do mojego kochanego kraju, który niestety zdaje się być wioską średniowieczną przy tym co tam widziałam.