czwartek, 30 września 2010

Stara znajoma

Po nieszczęsnych myszach przyszedł czas na oddech.
Wyciągnęłam z szafy pewną ramę na której jeszcze w maju zaczęłam wyszywać różne takie figury.
I właściwie od czerwca nic więcej nie zrobiłam.

Za to podczas urlopu wreszcie wyciągnęłam ramy i skoncentrowałam się na Gwiezdnej nocy autorstwa Laury Perin.

Czas przedstawić nową, bardziej aktualną odsłonę tej pracy.

W gotowym już fragmencie znajdują się "dziury" - to miejsce na Krainika granatowego. Czekam aż doleci zza wielkiej wody. Może doleci do czasu gdy skończę większość pracy? Na pewno :)
Na razie jeszcze trochę pracy przede mną.


Zdjęcie jest tylko takie bo zdjęcia zbliżeń okazały się być potężnie wadliwe (zamglone).
Do tej pory nie wiem jak ja to zrobiłam że tak ubrudziłam obiektyw i nie zauważyłam smug ... Wylazły dopiero na zrobionych zdjęciach :(

No ale następne zdjęcia Laury będą jak żyleta :D

wtorek, 28 września 2010

Never ever RR!

Wiadomo już że podczas urlopu się opierniczałam. A co.
No i jasna sprawa że tak przez 12 godzin to po lesie nie łaziłam albo cały dzień kawy nie piłam przy krzyżówce.
Trochę udało się też podłubać.
Miałam swój plan który zakomunikowałam. Mam i progres. Zaczynam od tego co spędzało mi sen z powiek i powodowało wstręt do innych prac: RR myszowe.


Sama się zgłosiłam, sama się wpisałam, mea culpa, mea maxima culpa. Reklamacje mogę tylko na własne biurko kierować, ale.... wreszcie..... po tylu miesiącach!



Ta dam! Nastąpi wiekopomna chwila!

.

.
.
.
.
.
.
.
.
.
.



 WIELKI KONIEC!
.

.
.
.
.
.
.
.
.
.
.



Wielki koniec jedynego w życiu Round Robin w jakim wzięłam udział!

Oto ostatnia mysza wyszyta. 

I nie powiem, wyszywało się całkiem sympatycznie. To dlatego że OSTATNIA to była mysz :)


Kalendarz jutro wróci do Właścicielki. Wiecie ile czasu się plątał po Polsce?
Od grudnia 2008 do września/października 2010 czyli 19 miesięcy wyszywania 12 myszy ..... A niektóre inne kalendarze jeszcze nieskończone! No comments.





Here is the last piece of Round Robin I decided to start with group of friends in December 2008.
It took 19 months to complete calendar with 12 motives dedicated for each month upon the year. I must admit now, once last mice is over I am happy more than ever! That was the easier and the longest project in my cross-stitcher career.

Next time when I will try to look at any RR please remind me (accordingly and roughly)
that project!





Cieszę się że już jest koniec!
Mój osobisty kalendarz też doleciał, ale brudny jest jak melediabeł i muszę mu jeszcze jakąś dedykacyję dłubnąć. Zatem nie gotowy do pokazywania jest.


Witajcie inne robótki :D

niedziela, 26 września 2010

Melduję

że jestem z powrotem. Urlopu mam jeszcze jakieś 12 godzin, kiedy to rozpocznie się regularny dzień pracy błeee..... 
Ale do stolycy, mieszkania i pralki czas wrócić już teraz, choć chciałoby się pobyczyć jeszcze. I  nie ważne czy pada czy świeci słońce: kocham tę porę roku i dla mnie każda pogoda ma we wrześniu swój niepowtarzalny urok.  

Zgodnie z Waszymi wspaniałymi i serdecznymi życzeniami  urlop się udał bardzo! Plany zrealizowałam w jakichś 90%. Po prawdzie to tylko powideł nie nasmażyłam bo w lesie śliwek zabrakło. A i tyłka mi się nie chciało ruszać w poszukiwaniu targowisk bliżej niezlokalizowanych.  Niestety sklep pobliski nie dysponował tymże asortymentem w stopniu mnie zadowalającym. No ale mieli bułkę i kawał chabaniny to i nie zmarniałam podczas tych dwóch tygodni, niestety ...
Zastanawiam się tylko czy ja kiedyś będę umiała spędzić czas ot tak. Bez PLANÓW ;)

Uwaga, chwalę się: jestem z siebie dumna! Bo urlop minął niemal bez-internetowo. Mojej zasługi w tym niewiele, twarde realia górą. A to dzięki temu że korzystałam z telefonu jako modemu i wpadałam tylko przejrzeć pocztę oraz ze dwa różne blogi odpalić, komentarzy nie zostawiałam zatem teraz będę nadrabiać: podczytywać, komentować, odpowiadać na maile i inne.
Nie buszowałam po świecie netowym to i czasu miałam dużo: na kawę poranną, krzyżówkę,  książkę, śniadanko, kawkę, spacerek. Poczytałam, powyszywałam,  poszydziłam, grzybów nazbierałam i nasuszyłam. Odkryłam u siebie również dysfunkcję szydełkową, a jakże. Ale o  tym w swoim czasie. 

Teraz mus przygotować się na jutro do pracy: pralek kilka przekręcić, dom ogarnąć, odkurzyć biurka, stoły i meble bo zarosły nieco.

Dobrze że już jestem tutaj bo mi Was brakowało :)



sobota, 11 września 2010

Czas na urlop

Jadę odpoczywać. Nigdzie daleko - tylko na działkę.
Zamierzam rano mieć czas wypić kawę.
Poczytać książkę.
Wziąć szydełko do ręki.
Odwiedzić znajomych.
Pochodzić po lesie za grzybami.
Zrobić powidła śliwkowe.
Wrócić do wyszywania Laury.
Nadgonić naszego SAL-a.
Skończyć wyszywać myszy.

Podsumowując: zadbać o swoje zdrowie psychiczne, wyciszyć się, skoncentrować na sobie.
Nie zamierzam: chodzić do biura, biec na spotkania, stać w korku porannym i wieczornym, pisać dokumentów po godzinach, spełniać oczekiwań wszystkich którzy mnie otaczają z silnym przekonaniem tychże że właśnie od tego jestem, pięć razy okrążać blok i pokątne ulice zanim znajdę miejsce do parkowania, szukać miejsc do chodzenia między psimi kupami, ocierać się w sklepie o innych ludzi, walczyć w kolejce o swoje miejsce bo 'oj nie zauważyłem"....długo by wymieniać.

Mam dość.

Pierwszy raz wzięłam urlop i pozostanę w domu. Chcę spokoju. Takiego jak na ten przykład tutaj podczas czyszczenia grzybów dwa tygodnie i tydzień temu.



A takie kwiatki zasłużyły na fotę:


 Ten rok wyjątkowo obfituje w grzyby, dlatego zachęcam do spacerów po lesie i gimnastyki: skłony, przysiady i kicanie ruchem posuwisto-zwrotnym (od grzyba do grzyba) dobrze zrobi na zastałe kości,  stawy i mięśnie. I cudnie! Potem można oczy cieszyć rządkami słoików z przetworami!



 A taki gigant wyrósł na naszej działkowej skarpie pod dębem, ważył 228g i ostatecznie poszedł do suszenia.



Życzę sobie i Wam pięknej pogody, owocnych zbiorów, lub w najgorszym przypadku choć
przemiłych rodzinnych spacerów!  W kaloszkach :)

Pa!

środa, 8 września 2010

Horensja pastelowa

Ślicznie dziękuję za wszystkie komentarze po poprzednim postem ogrodowym. I cieszę się że i Wam się spodobała koncepcja wrzosowa pod lasem :)
Zdaję sobie sprawę z pracy która jeszcze nas czeka. Ale mam silne wsparcie w głowie i rękach (!!!) mojej Mamy, która znajduje mnóstwo radości w pracach ogrodowych. I na szczęście mierzy siły na zamiary i sama już nie porywa się z motyką na słońce a rozkłada i planuje prace dając sobie odetchnąć w przerwach.

Ale ad rem: jak groziłam tak i wracam. Mam aparat, mam zdjęcia. To Wam pokażę co wydłubałam ostatnimi czasy pomiędzy zakupami i pracami ogrodowymi. Oto surowe jeszcze 'dzieło' na kominku


A tutaj już ukończona choć, jak widać, jeszcze gorąca (na tamborku) hortensja. 

 Hydrangea designed by DMC
Stitched on Zweigart Belfast Raw Linen, 32ct with linen muline. Instead of beads (in line with pattern) I stitched french knots.
Stitching was real smooth - as always using linen materials...

Wykonałam ją na swoim ulubionym materiale: Balfast Raw Linen 32ct, ale niespodzianka..... mulinami lnianymi.
Wbrew powszechnym opiniom dotyczącym używania tychże mulin, wyszywało mi się świetnie.
Muszę jednak oddać sprawiedliwość, że efekt może wydawać się niechlujny. Jak to z lnem: nitki miały różną grubość, zdarzały się węzełki, supełki, jakieś zmechacenia. Ale ten matowy kolor daje cudny efekt: jakby kwiatek był namalowany kredą pastelową na chodniku.

Kolory na zdjęciu oddają kolory w realu - może to zasługa tego że muliny lniane są matowe i nie odbijają światła tak bardzo podczas fotografii?

Ulcia, dziękuję za podzielenie się kwiatkiem :)

poniedziałek, 6 września 2010

Sezon na zimozielone

Długo Was nie męczyłam opowieściami działkowymi to teraz się nieco zemszczę ;)
Połowa sierpnia - do połowy września to korzystny czas na sadzenie zimozielonych. To taki okres w którym jeszcze zdążą się przyjąć przed zimą, ale już nie są narażone na wysuszenie i na upalne słońce.
Szykowałyśmy się z Mamą na sierpniowe nasadzenia od wiosny. Tzn Mojej Mother buzowały zwoje a ja tylko akceptowałam pomysły.

I wydumałyśmy: zimozielone Szmaragdy przed tarasem, koniecznie wysokie żeby od razu nieco zniwelować jego wysokość. I oto już po kilku dniach pracy moja Mother w kwietnej sukni koloru lapis lazuli prezentuje nowo posadzone tuje.

Z powodu posadzenia tuj musiałyśmy niestety pozbyć się żurawek (wylądowały dwa tarasy niżej), kępy szczypiorku i szczątków klematisów. Nie ma bata: klematisy nie będą rosły w kwaśnej glebie żeby nie wiem co. A u mnie jest gleba kwasowości 4,0 i troszkę w stronę 4,5. Tylko kwaśnolubne wytrzymają takie ostre klimaty .... No a ja leniwa jestem i nie zamierzam rąbać dołów wielkości basenów i napełniać ich wannami ziemi ogrodniczej aby kilka zasadolubnych roślin trzymać.

Już dawno temu bardzo zachciało mi się wrzosowiska (po prawdzie dużego wyboru roślin na gleby kwaśne nie ma .........)
Chodziłam, dumałam, marudziałam Mamie aż ją przekonałam. I mam nadzieję że nawet trochę się Jej spodobało co wydumałam: trawy + wrzosy na niższym tarasie. No i żurawki z tarasu teraz zagospodarowanego przez tuje. No i szczypiorek.

Tak teraz wygląda zagospodarowana dolna rabata:

W centralnej części rabaty znajduje się wysoka trawa, również zaakcentowana dla równowagi po lewej i prawej stronie trawami.
Zaczyna się i kończy również grupami żurawek wysiedlonych. Pomiędzy tymi powtarzającymi sie akcentami jest misz-masz wrzosowy.
Od lewej są wrzosy wzniesione (to moja nazwa robocza) w kolorze ciemno różowym (7 sztuk):


potem pojawia się grupa wrzosów białych (też wzniesionych, 7 sztuk). Białe i purpurowe wrzosy podsadzają sosnę Globosa Viridis, dość niewielkie w sumie drzewko:

Na prawej części rabaty pojawiają się akcenty żółte (wrzosy) odsadzone linią żółtozielonych traw ozdobnych:

Na prawo od traw pojawiają się wrzosy płożące, które kolorem nawiązują już do kolejnej grupy wrzosów, tym razem jednak ozdobionych liśćmi w kolorze dojrzałej mięty.   
Na koniec oczywiście .... szczypiorek :)


 Mama porwała się również na obsadzenie płotu od strony sąsiada. Szalona kobieta posadziła samodzielnie 30 szmaragdów, tym razem rozmiar 80cm.

 Wyrażam cichą nadzieję że za kilka lat już nie będziemy znajdować się w zasięgu wzroku zwierzęcia psiego sąsiadów. 

Na zakręcie teraz ogródek wydaje się być wykończony (najbliżej brzozy rośnie miskant - podobno tak gigantyczna trawa, że bez siekiery i łomu nie podchodź. No to zobaczymy co przeżyje: brzoza czy trawa ;) )

 Poza tym przybyło azalii w kąciku azaliowym no i modyfikacjom uległy schody z tarasu.
Ale o tym to już kiedy indziej bo mi tu pośniecie. 
Na sam koniec dotychczasowa skarpa szyszkowa:


I to byłby w zasadzie na dziś koniec opowieści działkowych.  

Przyznam że to urządzanie ogrodu było czymś bardzo czasochłonnym bo pomimo dość zdecydowanych oczekiwań, same zakupy ciągnęły się chyba z tydzień. A i biorąc pod uwagę bieżące prace i oblężenie w weekendy gośćmi, przez ostatnie trzy tygodnie Mama pociągnęła prace bardzo mocno.
Chwała Jej za to. Co ja bym bez Mamy zrobiła? Chyba do tej pory bym sadziła rankami i wieczorami po kilka tuj....

Następnym razem będzie już chyba robótkowo bo mam za sobą pewnego ukończonego pastelka. Bardzo jestem z niego kontenta.
No i ....urlop mi się zbliża: dwa tygodnie błogiego nic nie robienia. Pojadę na działkę i zniknę :)
Ale o tym potem!


Dobrej nocy!

środa, 1 września 2010

Lubię i ja

bo czemu nie? To że latam na wysokości lamperii, warczę na pracę i brak czasu, ryczę czasami z bezsilności wcale nie znaczy że nie lubię! Wręcz przeciwnie!

Celem zabawy jest radosne wyznanie światu ileż (najlepiej 10 sztuk) to i co się lubi :)

Zawsze lubiłam, ale ostatnio najbardziej ze wszystkiego lubię samotność (1) - pobyć z samą sobą, posłuchać siebie, nie słuchać radia, tv, ludzi ....
Uwielbiam jesień (2) z zapachem wrzosów, suchej łąki w ciepłym świetle  ....
Lubię być zajęta (3) czytaniem, robótkowaniem, sprzątaniem - bez zajęcia się męczę ....
Uwielbiam zachwyt potęgą natury (4) który ogarnia mnie gdy patrzę o jezioro o wschodzie słońca, mgłę nad łąką, słońce prześwitujące między drzewami .... Co prawda czuję się wtedy tylko mróweczką ale moje życie zawodowe odzyskuje właściwe proporcje i wraca na swoje miejsce przy nodze ;)
Lubię wszystkie pory roku (5) z ich niepowtarzalnym pięknem natury
Lubię krzątać się po kuchni  (6) zwłaszcza gdy piekę i gdy smakuje mojemu Połamańcowi to co zrobię :)
Lubię wyszywać, szydełkować (7) i wykonywać inne aktywności wykonywane własnymi rękami - wiem ze wtedy wszystko zależy tylko ode mnie.
Lubię poznawać nowe miejsca (8)

Uwielbiam maj (9) z całym dobrodziejstwem inwentarza: bzami, konwaliami, fiołkami, łąką, świeżą zielenią liści, ciepłem promieni słonecznych i kolorem światła
a teraz trochę po-oszukuję i wymienię .... mnóstwo rzeczy na 10 miejscu ;)


Lubię (10) poranną ciszę, zapach kawy i drożdżowe ciasto, zapach pierników i Bożego Narodzenia, choinki i świateł na niej, czytać, czytać, czytać, bawić się z kociarstwem, moleścić psiaki przez zagłaskanie, kopać w ogródku, plewić chwasty (!!!!), lubię wykonywać prace wymagające precyzji, bo zachwyca mnie precyzja ludzkich rąk .... 

Tyle rzeczy lubię. Tyle chciałabym wymienić ale chyba już nie wypada naciągać tej biednej Dziesiątki ;)


Do zabawy zaprosiła mnie Magda-emade - Madziu, bardzo dziękuję :) Nie przypuszczałam że aż tyle lubię

Widziałam że już większość osób bawiła się, dlatego do dalszej zabawy i 'spowiedzi' na blogu zapraszam pierwszych 9 osób z komentarzy pod poprzednim postem, o których wiem że jeszcze nie wzięły czynnie udziału w zabawie:
Aeljot
Jolcia
Lila
Yenulka
Madziula
Ela
Ann_Margaret
Naila
Blog Niedzielny
oraz dodatkowo:
AbulinkaKankanka


U mnie cisza: coś tam dłubię, powoli idzie. Ale bez aparatu jestem to nic nie pokażę w tym tygodniu. Za to w przyszłym szykuje się zalew postów :D

Miłego wieczoru!