niedziela, 30 września 2007

koniec weekendu

Ufff… nareszcie koniec zwariowanego weekendu ze szkołą, zakupami i weselem. Dużo tego …
Piątek skończył się całkiem późno – po pracy byłam na miłym spotkaniu. Niestety trwało nieco za krótko aby naładować akumulatory na weekend i następny tydzień. Szybki powrót do domu i kompletne braki zakupowe zmobilizowały mnie do podjęcia jedynej słusznej decyzji: albo zrobię WIELKIE zakupy właśnie dzisiaj, albo przez tydzień będę pozbawiona całej gamy podstawowych środków sanitarnych i spożywczych. Zakupy zakończyłam około 23:00 i wypruta do granic możliwości czym prędzej wróciłam do domu. Padłam, przed snem gorączkowo porządkując plany na sobotę i niedzielę.
A w sobotę od rana … zaczęłam od fryzjera – szybkie czesanie, żeby na 10 rano już być na inauguracji roku na podyplomówce w Szkole Głównej Handlowej. Rozpoczęliśmy bardzo uroczyście, od odebrania indeksów i wykładu inaugurującego rok akademicki. Około 14 uciekłam już ze szkoły, bo jakby nie było o 18 miałam być na ślubie 50 kilometrów od wschodniej granicy Warszawy, na przeciwnym jej brzegu (w stosunku do miejsca w którym mieszkam). O godzinie 17, przed samym wyjazdem na ślub zdałam sobie sprawę że nie mam butów i torebki !!!! Przez te wszystkie przeprowadzki, wesela (w maju i czerwcu aż 3 wesela), remonty i porządki straciłam orientację, co gdzie jest – w każdym razie okazało się że nie mam butów do sukienki. Jeśli zaś nie ma ich u mnie to są u …Rodziców. Skończyło się zatem na tym że zamiast na ślub pojechałam w zupełnie przeciwnym kierunku. Buty u Mamy szczęśliwie się odnalazły, niemniej na ślub się spóźniłam i to równe pół godziny.
Wesele było bardzo ładne, świetne jedzonko i zabawa bardzo przyjemna, z jednym tylko mankamentem – około 1.30 postanowiłam już opuścić lokal – w końcu długa droga przede mną a do tego do rana szkoła
W każdym razie w niedzielę rano o 9 byłam cała na zajęciach. Ćwiczenia były szalenie interesujące, pełne przykładów i praktycznych odniesień do rzeczywistości korporacyjnej, ale cóż z tego – myślałam tylko o spaniu.
Dlatego też niniejszym uciekam do łóżeczka, ciesząc się że męczący weekend już za mną. Pozostaje mi tylko odpocząć w pracy

poniedziałek, 17 września 2007

mission completed

Dzisiaj skończyłam kuraki. Historyczny dzień.
Posprzątałam nawet schematy, nitki....
Czuję się jakoś tak... bardziej pusto. W końcu dwa lata z krosna obrazek nie schodził.
Pierwszy raz chyba nawet laptoka ustawiłam na stole - przez ostatnie miesiące najczęściej gościło na stole krosno.